niedziela, 3 sierpnia 2014

[Raport] Deadlands Reloaded - Dobry, Czerwony i Brzydka #01


Udało nam się zagrać pierwszą sesję w Deadlands Reloaded. Tym razem stanąłem po stronie graczy, a nasza dzielna drużyna, to:

JOHN WEST - Młody (24 lata) były zawadiaka i były lekkoduch. Niestety, styl jego życia spowodował, że na jego rękach wykrwawiła się jego siostra. Od tamtej pory głosi Słowo Boże i nie rozstaje się z Biblią. Z drugiej strony, cały czas ma skłonności do złych zabaw. Jest gładkolicym przystojniakiem (Ładny), ale prześladuje go czasami pech (Jonasz), łowcy nagród (Poszukiwany) i koszmary senne (Koszmary).

ZAGUBIONY WILK - Indiański szaman (Szamanizm), który wyruszył na szlak. Sprawia wrażenie małomównego, poważnego i prawdomównego (Jaszczurze Oczy). Odrzuca zdobycze cywilizacyjne białego człowieka (Przysięga Dawnych Ścieżek), w tym zdolność czytania i pisania (Analfabeta). Wydaje się, że po broń sięga w ostateczności.

Zagubiony Wilk

ANNA WHATELEY - 15-letnia dziewczyna o białych włosach i z połową zdeformowanej twarzy (Loli Genderswap Jonah Hex Version). Pochodzi z najbardziej przerażającej kazirodczej rodziny na Dziwnym Zachodzie, ale postanowiła się wyrwać z kazirodczej piwnicy, i poszukać szczęścia dla siebie. Nie wzbudza takiego zainteresowania u facetów jak inne kobiety Whateleyów (Krew Whateleyów, -2 Charyzma). Jak na Whateleya przystało jest Kanciarzem. Lubi wchodzić na pierwszy stopień do piekła (Ciekawska), ale bardzo trudno ją dobudzić (Śpioch). Najważniejsze jednak, jest bardzo oddana dla przyjaciół (Lojalna). Jeżeli jakiś zdobędzie oczywiście.

Męski pierwowzór Anny
Drużyna zapoznała się w karczmie. Tfu, w saloonie. Gdzieś w jakimś kolejnym miasteczku o nazwie Salem. Każde z nas nietutejsze, czyli przejezdne. To była tylko kwestia czasu, by tak powalona banda zebrała się do kupy. Mieliśmy też szczęście poznać Małego Niedźwiedzia, czyli bardzo wyrośniętego i rozrośniętego Siuksa, który pracował dla tutejszego szefa wszystkiego, czyli Komandora.

A Komandora też mieliśmy okazję poznać później, bowiem poszukiwał bandy frajerów, która odzyska dla niego księgi Cultes des Goules. Zwędził mu ją niejaki Cole, jego (już były) księgowy. Cóż było począć, ruszyliśmy za delikwentem na zachód. Znaczy mieliśmy wyruszać skoro świt, ale Anna budziła się do południa (oczy węża!).

Nie dane nam było jednak na tej sesji dojechać do kolejnej większej wiochy (Woodswill), gdyż po drodze mieliśmy różne dziwne spotkania.

Pierwsze spotkanie było z szeryfem, jego czterema pistolero, księdzem, córką szeryfa i zmaltretowanym i związanym chłopaczkiem, gdzieś w ruinach opuszczonej posiadłości. Właściwie to był ślub. Gadka szmatka, powoływanie się na Biblię, płoszenie koni przez szamańskie mambo-jumbo, i całość skończyła się ucieczką młodego z młodą, ogłuszeniem 4 pistolero, zaginięciem księdza i wkurwieniem szeryfa.

Drugie spotkanie było z jakimś wiekowym szamanem, w jakiejś zniszczonej przez Siuksów wiosce. Palił naprawdę zioło dla wybranych, i się trochę nawdychaliśmy.

Na trzecim spotkaniu zaatakował nas rozwścieczony grizzly. Ale nasz szaman uspokoił go i odesłał w pokoju.

I chwilowo, to tyle.

Cytaty z sesji:

- Należy zadać teraz pytanie, co w takiej sytuacji zrobiłby Jezus?
- To zależy, który Jezus.

- Wchodzicie więc do chaty...
- Nie, nie, grzecznie pukam.
- Normalne drużyny przecież wchodzą bez pukania...

Chwilowo nasza drużyna jest bardzo... pokojowa. Najpierw gada, później gada jeszcze raz, i wkurza Szeryfa tym, że w większości sytuacji wykaraskała się bez sięgania po broń. Ta sesja była też lekko poważna, ale śmiech to zdrowie. Nowi Trzej Amigos nadjeżdżają!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz