poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Nickelodeon TMNT sezon 1


W kinach nowe żółwie, które raczej zbierają takie sobie oceny. A ja ostatnio miałem całą przyjemność obejrzeć pierwszy sezon TMNT od Nickelodeona.

Jako że serii rysunkowych było kilka (przynajmniej dwie, ekspertem nie jestem, a lenistwo powoduje że nawet "TMNT wikipedia" w Google nie chce mi się dzisiaj wpisać), to porównania odniosę tylko do pierwszego serialu, bo tylko go znam.

Grafika jest robiona komputerowo, i w pierwszej chwili wydaje się bardzo uboga. Z drugiej strony żółwie (i inni bohaterowie) charakteryzują się szczegółami, które nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Chociażby każdy żółw posiada blizny, które widać na zbliżeniu. Grafika komputerowa pozwoliła też narzucić większą dynamikę walkom czy innym ninja-tricks jakie wykonują żółwie. To nie są już małe nieruchawe kloce z 1987, a prawdziwi wojownicy ninja.

Żółwie stały się... różne. Kiedyś mieliśmy atak klonów, które pozbawione broni i opasek niczym się chyba nie różniły. Charaktery też były jakieś takie podobne do siebie. I co z tego że Donnie był ekspertem od mechaniki, a Mike był party-guyem, skoro i tak w większości przypadków nic to nie znaczyło (chociaż piszę z pamięci, ale faktycznie - nie potrafiłem kiedyś ich rozpoznawać nawet).

Teraz każdy z żółwi to nie tylko inny wygląd, ale też inny charakter. Raph to brutal, Donnie to faktycznie geek, Mike to... powiedzmy że w młodości Raph pewnie go za często walił po głowie. I tylko Leo wydaje się zwykłym kolesiem, ale i on ma swoje odpały (a te się nazywają Kosmiczni Herosi).

Ale najważniejsze. Żółwie są w końcu NASTOLETNIE! To banda 15-latków, którzy mają problem z dyscypliną, grają w różne gry, wygłupiają się, obrażają się, narzekają na kolejne treningi, przechwalają się, popełniają błędy, i buzują im hormony. Ale o tym później.

Splinter też się zmienił. Teraz jest wysokim postawnym szczurem, wręcz majestatycznym. To już nie mała zasuszona kupa futra. Jest też oczywiście ojcem i mentorem. I nie tylko kocha swoich synów, ale też potrafi być dla nich surowy i stanowczy. Jest też prawdziwym mistrzem walki, i mamy go okazję oglądać kilka razy w morderczej akcji.

Shredder to też duża zmiana w porównaniu do lat '80. Nie jest błaznem w pelerynce, który przegrywa komicznie, wywraca się, dostaje tortem w twarz i każdy z żółwi kopie go w tyłek. To wielki oszpecony badass, prawdziwy mistrz, a żółwie nawet w czwórkę przy spotkaniu z nim, mogą ratować się tylko ucieczką. Jedyną siłą która może się z nim równać, to Splinter. Zobaczcie zresztą sami:



Są nastoletni żółwie i hormony, połowa więc naszych bohaterów znajduje sobie ludzkie dziewoje do których zaczynają czuć mięte. Jako że głupio by było dawać im MILFy, to zarówno April (zwykła dziewczyna), jak i Karai (kunoichi i córka Shreddera) zostały odmłodzone. Teraz to dwie młode nastolatki. Pierwsza pełni rolę raczej panienki w opałach (ale jest też zaradna, jest dobrym szpiegiem, i od pewnego momentu jest też ćwiczona na kunoichi), druga zaś kusi naszego Leo na ciemną stronę mocy i potrafi być groźnym przeciwnikiem.

Kraang się rozmnożył. Teraz zobaczymy całą masę pociesznych kwiczących niczym świnki małych różowych mózgów. Natomiast gadki Kraangów między sobą są majstersztykiem same w sobie.

Inni mutanci też są. W sezonie pierwszym nie znajdziemy klasyków w postaci Bebopa i Rocksteadego, ale znajdzie się kilku innych na ich miejsce. A że mutacje są... nieprzewidywalne, to i wygląd różnych maszkar jest zaskakujący.

Polska wersja językowa jest rewelacyjna. Tylko pierwsze trzy minuty pierwszego odcinka brzmią... dziwnie. Ale później się już rozkręca, i aktorzy naprawdę dobrze wypadają w swoich rolach.

Jest wiele poukrywanych różnych smaczków, nie tylko do poprzednich odsłon żółwi, ale do całej popkultury masowej i geekowskiej. Pojazd naszych bohaterów to Shellraiser, jeden z przeciwników wzorowany jest na Punisherze, inny to żywa kopia Chucka Norrisa, nagłówek w gazecie głosi "Cthulhu w końcu się przebudził!", a menel biegnący z tablicą "Koniec jest blisko" kojarzy się z Watchmen. No i oczywiście Gwiezdni Herosi, ulubiony serial Leo, który jest parodią Star Treka. Jeżeli ktoś nie boi się spoilerów, to poniżej wszystkie fragmenty zebrane do kupy. Polecam :)


Czy oglądać? Jasne że tak (a w drugim sezonie to nawet ponoć żółwie w RyPyGy grają). Dowcipny, fajne teksty, czasami mroczny i nawet straszniasty ;) Dubbing fajnie daje radę. Dawno (bo i rzadko ogladam) nie oglądałem tak fajnego serialu

2 komentarze:

  1. Poprzednia seria (http://en.wikipedia.org/wiki/Teenage_Mutant_Ninja_Turtles_%282003_TV_series%29) jest ponoć bardziej zbliżona do oryginalnego komiksu, mroczna i poważniejsza. Nie potwierdzę, bo nie widziałem - słyszałem tylko. Natomiast te nowe mi jakoś nie podeszły. Próbowałem i odpadłem, choć odcinek z RPG zabawny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może nawet się skuszę. Dzięki Beamhit :)

    OdpowiedzUsuń