piątek, 1 sierpnia 2014

Beamhit Zalicza - Phoenix Wright Ace Attorney


Na wstępie - nie lubię ogólnie gier detektywistycznych, nie lubię przygodówek, średnio przepadam za Visual Novel. Teoretycznie, taka gra jak Phoenix Wright powinna być skazana z góry u mnie na porażkę.

Ta gra jest zajebista.

Dla tych co nie wiedzą, w grze Phoenix Wright wcielamy się w tytułową postać, która jest... Adwokatem (znaczy Obrońcą) skrzyżowanym z detektywem. Naszym zadaniem jest udowodnić niewinność naszych klientów. A na każdą sprawę mamy 3 dni.

Tak, dobrze przeczytaliście. Akcja gry dzieje się w niedalekiej przyszłości, gdzie całkowicie wywrócono działanie sądów jakie znamy. Zamiast zasady domniemanej niewinności, istnieje jej odwrotność, czyli zasada domniemanej winny. To Obrońca ma udowodnić, że oskarżony jest niewinny, a nie (tak jak to jest obecnie), Oskarżyciel ma udowodnić winę oskarżonego. I mamy na to trzy dni, po tym okresie (jeżeli leniuchujemy) orzeczony jest wyrok skazujący. Powalone, nie? Ale IMO dobre do wykorzystania w cyberpunkowych systemach.

Gra doczekała się kilku wersji, tą tutaj zaliczyłem na Nintendo DS. Przed nami 5 spraw (oryginał z GBA ma cztery, piąta sprawa (i nie mała pierdoła, tylko najdłuższa przygoda w tej grze) została dodana do wersji DS). I jakby nie patrzeć, gra rozrosła się do niezłej franczyzy - 5 + 2 głównych gier, kilka pobocznych projektów, kinówka, musical, manga, przedstawienie teatralne. I co najważniejsze, jest to jedna z tych gier, która była ojcem jednego z internetowych memów - sławne Objection!



Tu jest chyba magia tej gry. Większość czasu spędzimy w sądzie, gdzie będziemy przesłuchiwać świadków. Jest w tym jakaś taka perwersyjna frajda, gdy przyciska się ich do muru i pokazuje się sprzeczności pomiędzy ich zeznaniem, a materiałem dowodowym. Naprawdę można się zapomnieć, i do kanara który podejdzie sprawdzić bilet, można powstać z siedzenia, wskazać go paluchem, i z obłędem w oczach wykrzyczeć na cały autobus - OBJECTION! Co może się zdarzyć, gdyż gra wykorzystuje mikrofon, więc zamiast wybierać komendy, można do swojej konsoli je pokrzyczeć.

Z ciekawostek, skoro tak technologicznie mówimy, w ostatniej sprawie możemy pobierać odciski palców. Fajna sprawa, gdyż najpierw rysikiem pokrywamy ekran białym proszkiem, a później zdmuchujemy proszek. Dosłownie - musimy dmuchać w ekran.

Gra jest liniowa. Znaczy to tyle, że albo wygramy, albo zawalimy sprawę i mamy Game Over. Ale... Nie przeszkadza mi to. Gra charakteryzuje się specyficznym humorem, mimo że sprawy do lekkich nie nalezą (każda dotyczy morderstwa). Należy się też przyzwyczaić do typowego japońskiego podejścia. Tylko tutaj 13-letnie dziewczynki potrafią być prokuratorami (nie bezpośrednio akurat w tej grze, ale w serii już tak). Cała seria zaś to prawdziwa brazyliana, gdzie historia jest rozciągnięta na przestrzeni kilku lat, i bohaterowie się starzeją i zakładają rodziny.

Werdykt? No tylko jeden możliwy w moim przypadku.


PS. Moim grzechem jest to, ze już kiedyś zacząłem grać w tą grę, ale skończyłem po trzeciej sprawie. Zniszczyła mi się naklejka ochronna na DS, a jako że jestem leniwą bułą z Częstochowy, przez długi okres czasu zwlekałem z jej zakupem. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

2 komentarze:

  1. "światków" zamiast "świadków"

    A tak poza tym bardzo ciekawie, jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń