niedziela, 6 lipca 2014

Beamhit Zalicza - Crysis


Przyszła kryska na Crysiska. Ta strzelanka sprzed 7 lat graficznie trzyma się bardzo dobrze. Niestety, gra posiadała kilka rzeczy, które spowodowały, że grało mi się tak sobie.

Historia jak historia. Super komandos o ksywie Nomad idzie tłuc złych Koreańców w swoim wspaniałym skafandrze bojowym. Później się okazuje, że bardziej źli są kosmici. I gra kończy się cliffhangerem.

Fajna jest możliwość modyfikowani broni, podróżowanie pojazdami, bawienia się w predatora. Nie jest to strzelanka z gatunku "hurrra i do przodu", czy też symulator innego "Leeroya Jenkinsa". Znaczy to, nie jest to gra z epoki, w której się wychowałem.

Z jednej strony gra jest trudna (grałem na średnim poziomie, bez dodatkowego sejwowania pomiędzy checkpointami)), z drugiej posiada kilka szybko wykrywalnych tricków, które ułatwiają rozrywkę. Na przykład wystarczy dobiec w obozie Koreańców do jednego z tych niezniszczalnych metalowych baraków których to nic nie jest wstanie ruszyć, i po prostu wyskakiwać, zabić dwóch lub trzech niemilców, i się schować z powrotem na czas regeneracji życia.

Elementy które powodowały, że gra dla mnie okazała się średniakiem:

- Grę kilka razy mi wywalało, zwłaszcza na etapie latania samolotem.

- W ogóle etap gdzie się lata samolotem to jednej z nudniejszych etapów. Dodatkowo tak jakoś mało intuicyjnie pokazano gdzie lecieć, a ledwo widzialny trąby powietrzne skutecznie uziemiały mi maszynę.

- Przenudny i długi etap w stanie nieważkości. Pierwsze wrażenie - wow. Ale później się okazuje, że to "klymatyczna wycieczka krajoznawcza po statku kosmitów". Długo nic się nie dzieje, a i łatwo można się pogubić. Po prostu przez 20 minut gra akcji przestaje być akcją, a nawet grą.

- Niszczenie zakłócaczy GPS przeciwnika polegało na... Przełączeniu wajchy w dół. Pewnie według Amerykanów Koreańczycy są zbyt tępi, by włączyć maszynerię z powrotem. Mała pierdoła, a rzutuje na odbiór gry.

- Na lotniskowcu zdarzało mi się nagle przelatywać przez cały pokład w dół przez wszystkie tekstury jak leci. Wkurwiające, zwłaszcza w 8 minucie walki z bossem.

- Walka z subbossem pod koniec. Brak wizualizacji, czy to co robię ma sens. Znaczy nawalam w gościa 10 minut, i nie wiem czy mam go tak cały czas nawalać, czy ma on jakieś słabe punkty, czy jest jakiś magiczny przycisk "wystrzel nuklearkę w dziada" ukryty gdzieś na planszy.

- Najbardziej ponoć znienawidzonym elementem w grach przez graczy jest QTE (ja tam lubię), a na drugim miejscu jest "Escort Mission". QTE nie stwierdziłem, ale EM się znalazło.

I tak gra na 5-6 godzin została u mnie zaliczona w 11-12.

5 komentarzy:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=jRyX1tC2OS0 - gra, jak gra. Za to ktoś zrobił taką perełkę na Cryenginie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w Source Filmmaker nie takie porno robią.

      Usuń
    2. No cóż, starałem się być kulturalny i nie wrzucać niczego zbereźnego :P

      Usuń
  2. A ja wciąż nie mogę skończyć. Jedna z tych gier, które mają nierówno zbalansowną rozgrywkę - wpadasz na mieliznę i nie za bardzo chce się wracać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Sam miałem kilka takich mielizn, co powodowało, że na jakiś czas odechciewało mi się odpalać tą grę.

      Na przykład etap z samolotem.

      Usuń