poniedziałek, 30 czerwca 2014

[Raport] Wolsung - Noir #02


Kolejne spotkanie, od 12 do 19, zakończyliśmy sprawę orła (albo tak nam się wydaje).

Fabuła w dużym skrócie: 

Po ostatniej walce udaliśmy się uspokoić do jakiejś półtrupiej knajpy. Tam szemrani towarzysze naszego weterana chcieli mu wcisnąć jakiś lewy narkotyczny towar, ale ten potajemnie podał to jednemu z chłopców. Ten padł trupem.

Postanowiliśmy sie ewakuować do domu trolla, ale zaczepiła nas większa grupa tutejszych chłopaków w czerwonych chustach. Chcieli orła, pijana Schuyler prowokowała łomot, reszta starała się znaleźć rozwiązanie z sytuacji. Coś zaczęło (w mgle byliśmy) zabijać chłopaków i jakoś się rozeszliśmy.

Nie dane nam było spokojnie zasnąć, bowiem zawitała do nas niziołcza rodzina Vendetta. Było dziwnie, niebezpiecznie, niepokojąco. Uszliśmy z życiem, a niziołki zostawili nas w spokoju.

Rano dowiedzieliśmy się z gazety, że budynek trans-prostytutki został spalony. Całe szczęście pojawił(a) się ona u nas, i mogła bezpiecznie się schronić u naszego wojennego weterana.

Nasz detektyw pociągnął z manierki, i przypomniał sobie o pewnym gnomie Gideonie (gnomi nerd) który mógłby sprecyzować, czym jest ten orzeł. Okazało się, ze pasuje od do pięciu różnych miejsc w mieście, i jest to klucz-nie-klucz. Jednym z miejsc był znajomy cmentarz. Inne poszlaki mogły też wskazywać na gildię grabarzy.

Udaliśmy się sprawdzić spalone zgliszcza, i zostaliśmy zaatakowani przez orczą kunoichi.


Daliśmy radę. Jak na dżentelmenów przystało, obandażowaliśmy nasza niedoszłą zabójczynię (nasłaną przez niziołki), i za radę naszej drużynowej lolitki ruszyliśmy porozmawiać z grabarzami (długa nas przekonywała).

Nadgrabarz ( XD ) został dobrze potrząśnięty przez Hansa i wymamrotał, że był przekupiony, i że wpuszczał różnych takich na cmentarz. No to jak przystało na samobójczy oddział poszukiwaczy przygód, ruszyliśmy na cmentarz odwiedzić pewną tamtą kryptę.

Tam w dziwnym kompleksie spotkaliśmy "chłopaka" (czy raczej starego dziada) naszej zleceniodawczyni. Rzucił na nas hordę ghouli i nekrogolemy.

Wygraliśmy.

Pojawiła się zleceniodawczyni, która bardzo dobrze kontrolowała otaczającą wszystkich mgłę. Drużyna salwował się więc heroiczną ucieczką.

Uciekliśmy z orłem, pomogła nam w tym rzeka. Wycieńczeni wyleźliśmy na brzeg...

WNIOSKI:

- Mechanika Wolsunga przypomina mi trochę Armie Apokalipsy, a to ze względu na ograniczenia zasobów na sesję jaką mają gracze i MG.

- Mechanika daje MG pewne pole do manipulowania wynikiem starcia (większy lub mniejszy poziom trudności). Może bardziej przycisnąć bohaterów w walce (korzystając z kart i żetonów), albo dać im większe luzy (w ogóle nie sięgać po karty i żetony).

- Okey, niby jakiś tam noir nam wychodzi. Da się, jak mówił Garnek. Ale znam mechaniki, które by się jednak lepiej nam sprawdzały się w tych klimatach.

- Brak możliwości śmierci bohaterów, powoduje, że nie odczuwam takiego "podniecania" podczas starcia, jak podczas walki w innych systemach. Z drugiej strony, łatwiej jest mi planować przyszłość mojej bohaterki, nie martwiąc się o to, ze pierwsza lepsza kula wyeliminuje mi postać ze świata gry.

- Mechanika stawek natomiast jak zawsze jest ciekawa, ale jeszcze nie w pełni korzystamy z możliwości jakie to nam daje. Powinniśmy przemyśleć bardziej stawki w stylu noir (jak wygramy, to nam wpierdolą, jak przegramy, to jeszcze nas ograbią).

- Graczki częściej przywożą ciasto własnej roboty na sesję, niż faceci.

OKIEM SCHUYLER:

Z trollem mam relację na zasadzie, skaczemy sobie do oczu. Czy rozwinie się to w "kto się czubi, ten się lubi", czy wyjdzie z tego coś mroczniejszego, to się okaże.

Dla Elodii staram się zostać takim "rycerzem i obrońcą". Co jest trochę zabawne, biorąc pod uwagę, że nie jestem facetem z jajami.

Z detektywem łączy mnie tylko to, że z nim wynajmuję to samo wspólne mieszkanie. Niestety, na razie tylko tyle. Ale mam plan, by zbudować mu kastety prochowe, więc może lepiej się zgadamy.

Pijana Schuyler jest straszna. Ale przyrzekła Elodii, że już nie będzie się upijać.

Najlepsza dla mnie scena? Są dwie.

Pierwsza:

Finał, jak leżymy na brzegu. Schuyler na plecach, Elodia na nim (czy też na niej), i wali z wyrzutem go piąstkami po klatce:

- Zostawiłeś mnie Schuyler, jak mogłeś. Jesteś zakłamanym mężczyzna!
- (wypluwając wodę i mamrocząc do siebie) Nawet jestem podwójnie zakłamanym mężczyzną...

Było to jak dla mnie trochę słodkie, trochę takie filmowe.

Druga:

Troll dostał lewy towar od innego trolla i krasnoluda. Miał do tego jakieś podejrzenia. Pijana Schuyler prowokuje prawie bójkę z chłopakami, ale nasz troll ich uspokaja kupując im piwo. Potajemnie jednak do jednego kufla wsypuje swój towar otrzymany od nich. Chwile później troll od krasnoluda pada martwy.

Chyba scena która najbardziej zbliżyła nas do tego, czym mógłby być noir.

Najgorsza scena? Wizyta rodziny niziołczej. To było tak dziwne, nielogiczne, tak jakieś... No nie wiem. Było po prostu bardzo z dupy. Ja po prostu na miejscu MG ostro nam wpierdolił, i wymusił oddanie orła ;)

Następna sesja za dwa tygodnie.


PS. Jak coś pominąłem ważnego w fabule, to przepraszam ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz