poniedziałek, 19 maja 2014

Kwintesencja RPG, konsekwencje i umieranie raz jeszcze


RPG przyrównać do czegoś jest ciężko. Każde porównanie znajdzie tylu zwolenników, co przeciwników. Podobnie jak wskazanie sedna czym jest to RPG, czy po prostu opisanie RPG osobom postronnym. No sami popatrzcie na niektóre dialogi:

- To jest jak teatr! To jest sztuka!
- O, kolejny niespełniony aktorzyna wywyższa erpegie, a to tylko inna gra planszowa.
- Debil jesteś, tylko niedorozwoje grają w RPG jak w planszówki!
- A ja wam mówię dupki, że RPG jest jak książka. Chodzi o stworzenie ciekawej historii.
- Głębia postaci ważniejsza, RPG to tylko odgrywanie, reszta ciulu to sprawa drugorzędna.
- Właśnie, TYLKO ODGRYWANIE! Role Playing, mówi to chujowi coś?
- A gdzie Game? Game to GRA! To też jest kurwa ważne!
- GAME to ZABAWA Cwelu!
- KLYYYYMATTTTTTT!!!
- Dupa, liczy się tylko historia, Story Games jest najlepsze, głupie cipy.
- Indiesrindie to nawet nie jest RPG dziwko!
- ROLL-PLAY-CHUJO-GAMER się odezwał.
- Tylko WARHAMMER!
- Warhammer to planszówka!
- Sam jesteś planszówka gimbusie, spierdalaj do piaskownicy jak dorośli rozmawiają o epoce w której dopiero twój stary kondomy dziurawił!
- Sandbox to kwintesencja, OSR najpiękniejsze, reszta to wyjebana papka dla półmózgów!
- Idź dziadygo pomarszcz freda w trumnie, gdzie twoje miejsce!

I tak dalej, i tym podobnie, kultura pełną gębą, nikt nie zgadza się ze sobą, i dalej jest jak jest.

Chciałbym zostawić jednak tą wieczną nierozwiązywalną dyskusję w spokoju.

Skupię się na porównaniu RPG do książki, teatru, filmu i komiksu. Oraz o podejściu, które tak według mnie średnio pasuje do tego porównania. Chodzi o wyciąganie konsekwencji ze strony MG. Moje rozmyślania idą w systemy Mainstreamowe jak widać.

Osobiście "wyciąganie konsekwencji" kojarzy mi się z "grą" i gamizmem. Zrobiłeś zły ruch w szachach? Mat! Źle wciskasz sekwencję w QTE? Zgon bohatera! Szarżujesz na smoka? Przegrałeś, twórz nowego bohatera. To co robisz to nierealistyczne, twórz nowego bohatera. Konia zaskoczyła żmija, ty spadasz w przepaść, rzut ci nie wyszedł na zręczność, nie masz PP (kłania się Liczmistrz)? Sorry koleś, trzeba było ładować w Zręczność, twórz nowego bohatera.

Tylko co to ma wspólnego z książką czy filmem? Tam bohaterowie robią wiele głupich rzeczy, i uchodzi im to płazem. Systemy Mainstreamowe zazwyczaj pod tym względem dają ciała. Nie wspominając, że przypadkowe rzuty faktycznie mogą zabić bohatera ot tak.

"Ben, jakim cudem przeżyłeś tą moją hordę zombie? Okey, ktoś odstrzeliwuje ci głowę!"
Czy zabijanie bohaterów jest złe? Nie, bo dla każdego coś miłego. Lubisz, gdy jedna kula może zabić herosa? A proszę, Lubisz gdy giną z powodu przypadkowej strzały? Też proszę. Lubisz jak pożera ich 10k10 wzgórzowych gigantów wylosowanych na hexie numer 215? Droga wolna. Jeżeli wszyscy się dobrze bawią przy stole, biję wam brawo.

Ale ja dalej wrócę do tego "nieszczęsnego" RPG jest jak książka/teatr/film/komiks*. Powtórzę się - typowe systemy RPG kiepsko nadają się symulacji powieści czy filmu (chociaż ostatnio jest lepiej, niż gorzej). No bo taki Zew Cthulhu - nijak akcje nie przypominały prozy Lovecrafta. Albo inaczej - to był Lovecraft, ale taki w stylu więcej zgonów, więcej obłędu, więcej w dupę, i ogólnie więcej Mrocznego Hollywood (piszę z mojej perspektywy, może po prostu miałem pecha). Co więc robić, co więc robić?

Prosta odpowiedź - zmienić system! Na taki, który będzie lepiej wspierał wspólne pisanie powieści!

Ale jestem genialny!

Kogo ja oszukuję, część graczy lubi te swoje stare systemy, których się trzymają choćbym nie wiem co. Prosta odpowiedź zadziała więc tylko w pewnym procencie. I coś mi podpowiada, że to w tym mniejszym. Sentyment to potężna broń.

Najprostsza jest więc rozmowa. Usiąść przy stole i umówić się wprost - bohaterowie nie giną, chyba że gracz stwierdzi w danym momencie inaczej. Jasne, stoi to w sprzeczności z tym co chociaż pisał Drachu - "Ratowanie postaci, które umarły to zły pomysł." Padły tutaj argumenty o wolności wyboru, że ratowanie postaci to railroading.

Okey, a co jeżeli gracz coś robi, by było ciekawiej na sesji? Może go nie interesuje, czy wygra ze smokiem, i ma głęboko gdzieś zwycięstwo? Może go interesują konsekwencje typowo książkowe czy filmowe, a nie binarne klasyczne dedekowe: Smok 1 - Bohater 0? No bo taki główny bohater jak szarżuje na smoka na 15 stronie, to nie ginie. Gracie klasycznie, by-book, z konsekwencjami? Okey, postać ginie, wszyscy zadowoleni, mają co wspominać. Symulacja powieści wymaga jednak czegoś innego w tym momencie.

W książce Smok zniewoli naszego młodego głupka i wymusi na nim służbę. W filmie bohater zakleszczy się w paszczy gada, i tak będą gadać ze sobą, aż się zaprzyjaźnią. W komiksie yaoi smok przemieni się w przystojnego długowłosego młodzieńca, i na tysiąc sposobów ujeździ bohatera, a ten na końcu i tak się zakocha (bardziej prawdopodobne, że już na drugiej stronie wyznają sobie miłość).

Czyli co? Zamiast zabijać bohaterów**, można siąść i przedyskutować inne konsekwencje, niż skrzydła, prześcieradło i harfa.

* Tak, wiem, są różne książki, filmy, przedstawienia i komiksy. Ale chyba wiadomo o co mi chodzi.
**Jak zwykle zależy od grupy i oczekiwań do sesji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz