poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Beamhit Zalicza - Street Fighter IV


Jako że lubię mordobicia, postanowiłem ostatnio powrócić do mojej ulubionej rozrywki z czasów Amigi i automatów. Czyli do klepania Ryja po ryju. Czy jakoś tak.

Street Fighter IV to pierwsza odsłona z serii Street Fighter IV. Jakkolwiek głupio to brzmi, to właśnie tak robi Capcom. Oprócz czwórki właściwiej (zwanej też Vanilla), mamy Super Street Fighter IV, Super Street Fighter IV Arcade Edition i nadchodzące Ultra Street Fighter IV. Wpis dotyczy pierwszej podstawowej wersji.

SFIV to klasyczne mordobicie przeniesione w 2.5D. To znaczy, że postacie są trójwymiarowe, ale walka przebiega na zasadach mordobić dwuwymiarowych.

SFIV Oferuje oczywiście kilka trybów zabawy. Mamy więc normalne klepanie się po ryjach z komputerem, vs. z żywym przeciwnikiem (w tym tryb online) oraz różne wyzwania (survival, time aitack i "zrób tego niemożliwego combosa którego wymyśliły nasze sadystyczne umysły i nazwij się królem").

Do wyboru mamy 25 zawodników, ale na wstępie dostajemy ich tylko 16. Resztę należy odblokować. Wraca cały team ze Street Fighter II, dołożono do tego 4 zawodników z Alphy i dwoje z SSFIIT. Powraca też Akuma i 6 nowych twarzy.

Każdy mordoklep ma swój własny filmik wprowadzający, filmik na zakończenie, oraz swojego dedykowanego przeciwnika, przy którym odpalana jest cut-scenka. Nie każdego takie rzeczy podniecają i chcą po prostu klepać się po mordzie. Ja należę do tych ludzi, co się jednak jarają takimi duperelami. Dodatkowo odblokujemy kilka dodatkowych specjalnych filmików, oraz grafiki koncepcyjne.

Poniżej moje odczucia do poszczególnych zawodników oraz jak mi się nimi grało przeciwko komputerowi.


Abel to jedna z nowych twarzy w SFIV. Cierpi na amnezję, był wychowywany przez najemnika, walczy mieszanką wrestlingu i judo. I paru innych rzeczy też. Grało mi się nim nie najlepiej, w ogóle mi nie podszedł. Podstawowe ciosy takie sobie, reszta ujdzie. Inaczej wygląda sprawa, jeżeli walczy nim komputer. Wtedy jest to jeden z najtrudniejszych przeciwników w grze. Z ciekawostek, Abel miał być dziewczyną.


Drugą z nowych twarzy jest C.Viper to tajna agentka uzbrojona w różne gadżety. Oprócz tego szczęśliwa mama, która to chwali się swoimi krągłościami i brzuszkiem (czytać: nosi eye-candy męski strój). czyli przedstawicielka MILF. Pewnie Capcom pozazdrościł SNK, gdyż tam mamy podobną postać, zwaną Vanessa. Obydwie już-nie-panny mają podobne stroje, wychowują samotnie dziecko, mają 30 lat i są agentkami. Tutaj podobieństwa się kończą, gdyż Vanessa uprawia boks i gra się nią zajebiście, natomiast C.Viper używa swoich brudnych sztuczek i gra się nią tak sobie. Czasami jest upierdliwa jak gra nią komputer, ale tylko czasami. Z ciekawostek jest to chyba najbardziej cyniczna postać w grze, która bez ogródek trolluje pozostałych mordoklepów.


Trzecią nowością jest El Fuerte. To luchador, czyli meksykański zapaśnik (jak zwykle SNK było szybsze na nową modę). Jest to postać komiczna, której hobby to kucharzenie. Ruchy ma śmieszne i dosyć widowiskowe. Średni wojownik, ale z nowych mordoklepów jak dla mnie jeden z lepszych. Charakteryzuje się też tym, ze większość specjali wymaga wcześniej odpalenia "biegania po planszy", jak na luchadora przystało.


Rufus to wielka kula tłuszczu, która straszy nas wystającymi włosami łonowymi z rozporka. Może na to nie wygląda (185 kilogramów), ale to jedna z najszybszych postaci w grze. Ten (ło)nowy wojownik lepiej walczy niż wygląda. Dalej to jednak tylko średniak i kolejna komiczna postać do kolekcji. A tak przy okazji, ma dziewczynę która jest supersex laską i chce bardzo sklepać Kena. Rufus znaczy się chce sklepać Kena.


Seth to boss, i jak na bossa przystało, jest ostatnia postacią do odblokowania. Ten łysielec, super-broń i kolejne ciało dla Bisona, używa kilku ciosów podpatrzonych od innych bohaterów (jak Dhalsim czy Guile). Ogólnie jednak to średni wojownik, i nie wzbudził we mnie sympatii. jako przeciwnik komputerowy jest albo upierdliwy, albo łatwiutki do przejścia (zależy kim się gra, bo taki Dhalsim czy Guile to mieli spore kłopoty z nim).


Gouken to mistrz Kena i Ryu, i jak na postać owiana legendą (opowieści o Sheng Long są legendą samą w sobie) i mająca wielki wpływ na wydarzenia ze świata gry, to dopiero w SFIV stał się pierwszy raz grywalną postacią. Jest to kolejny z karateków do wyboru. W moim rankingu jeden z gorszych karateków, i tylko Dan z nim przegrywa. Ale to dalej karateka ze standardowym zestawem ciosów (no dobra, odwrócono mu działanie uppercuta z nożnym młynkiem, a i kule ognia jakieś śmieszne są), więc złym wojownikiem nie jest. Jest też jednym z dwóch ukrytych bossów, oraz ostatnią postacią w tym zestawieniu które miały debiut w SFIV.


Ryu to Ryu, Sztandarowy bohater i karateja ze SFIV kopie tyłki, że aż miło. To jedne z lepszych ataków nożnych, szybkie i mordercze combosy i groźne superspecjale. Sam miód i orzeszki. Żyje po to by walczyć. I walczyć. I walczyć. Chodzi więc taki bezdomny bosonogi bezrobotny żul po świecie (bo go chyba nie stać na buty), i walczy.


Ken to Ryu w innych kolorach. Co prawda od Street Fightera II ich zestaw ciosów przestał się różnić tylko jednym rzutem, ale są do siebie podobni. Jak i reszta klonów-karateków. Zasadnicza różnica jest taka, że Ken ma lepsze ciosy z pięści, niż z nogi. No i Ken to bogaty playboy, ma żonę, dziecko w drodze i jeździ samochodem, a nie zapindala na bosaka na kolejną pielgrzymkę.


Akuma od kiedy zagościł w Super Street Fighter II Turbo, pojawia się dosyć regularnie. To taki Ryu na lekkich sterydach - czyli postać bardzo dobra. Jeden z dwóch ukrytych bossów, charakteryzuje się też jednym z dziwniejszych odpaleń sowich superów w SFIV.


Dan (powraca z Alphy) to próba naśmiewania się z SNK przez Capcom. I jak na parodię przystało, jest takim sobie mordoklepem. No dobra, to nie do końca tak. Mimo że to najsłabszy karateka w grze, to jednak jak pozostali karatecy, jest przynajmniej średnią postacią. Czyli grało się nim nie najgorzej. Jest też jedyną postacią w grze, która posiada Super Taunt, czyli najbardziej bezsensowny z superduperów jakie są w SFIV. Jako jedyny też używa Taunt w parterze i powietrzu.


Sakura (kolejny powrót z Alphy) to ostatni mordoklep z grupy karateków. I najbardziej różniący się, nie tylko tym, że jest dziewczyną, ale i trochę innym zachowaniem pozostałych ciosów. Taki uppercut na przykład ma bardzo daleki zasię w poziomie. To bardzo dobry zawodnik dla mnie (czy też raczej powinienem napisać "zawodniczka"), to właśnie nią przeszedłem większość trialów (a co za tym idzie, dobrze nauczyłem się nią grać).


Trzecim zawodnikiem z Alphy jest Gen. Ta 100-letnia dziadyga i zabójca w jednym charakteryzuje się dwoma stylami walki, które to sobie zmienia. to znaczy, że ma dwa różne zestawy ciosów, łącznie z różnymi superduperspecjalami, czyli mamy do czynienia z dwiema postaciami w jednym. A mimo wszystko grało mi się nim źle. W ogóle dziadyga nie przypadła mi do gustu, chociaż to jeszcze nie było dno totalne.

Ostatnim mordoklepem jaki przybył z Alphy do SFIV to Rose. Nie przypadła mi. Gra się nią tak sobie, ma takie też sobie ruchy.


Chun-Li to pierwsza dama mordobić. Kopie mocniej od konia. Niestety, o ile w SFII była moim ulubionym zawodnikiem, to w tej odsłonie spadła dla mnie do średniej ligi.


E.Honda to kolejny dla mnie średniak. Zagrać, pograć, odstawić. Ani ziębi, ani mnie nie grzeje.


Blanka okazał się dosyć dobrym zawodnikiem. Nawet bardzo dobrym bym powiedział. Posiada trochę dziwny superduper, ale reszta ciosów potrafi zmiażdżyć komputerowego przeciwnika (by nie powiedzieć, ze wyjątkowo go ogłupiają te ciosy). Z ciekawostek - długo nie mogłem przyzwyczaić się do zielonego Blanki (ogólnie, nie chodzi tylko o odsłonę SFIV), gdyż na Amidze był on żółty.


Rosyjski zapaśnik miażdży. Jego ciosy są najsilniejsze, jest też najbardziej żywotny i odporny na ogłuszenie. Charakteryzuje się też tym, że jego superduperextrawywalonewkosmosciosy wymagają zakręcenia podwójnego młyńca, a co za tym idzie, jest to prawie niewykonalne na klawiaturze. Arcade Stick lub Joypad to podstawa dla tego niedźwiedzia. A wtedy życie staje się prostsze.


Kiedyś Guile był bardzo dobrym zawodnikiem, ale w SFIV uważam, że jest jedną z dwóch najgorszych pomyłek. Jego podstawowe ciosy mają tendencje do nie trafiania przeciwnika, a z dwóch specjalów tylko Sonic Boom ma jakieś zastosowanie. By było jeszcze gorzej, jego dwa supery mają tak śmieszne odpalenie, że nie zawsze wchodzą (znaczy mi nie wchodziły, ale pewnie są supermistrzowie którzy robią to z palcem w tyłku). Wisienką na torcie jest to, że jego Rywalem (czyli przedostatnim przeciwnikiem) jest Abel, a komputerowy Abel to trudny mordoklep jest. Zwłaszcza dla takiego leszcza jak Guile.


Dhalsim to drugi leszczu nad leszcze. Ten Yogin ma co prawda największy zasięg swoimi podstawowymi atakami, ale jest najwolniejszą postacią w grze. Nawet podczas wyskoku leci z prędkością rzuconego pióra. Jak dla mnie, totalna beznadzieja.


Balrog to chyba najbardziej samolubny i schamiały przedstawiciel mordoklepów w SFIV. Ten bokser w ogóle nie ma kopnięć, a jego łapy są jak bochny chleba. Z wielkiej czwórki złych gości jest IMO najsłabszym wojownikiem. Ale i tak to wyższa liga.


Vega jest specyficzny. Ta postać ma naprawdę bardzo dobre ciosy podstawowe, więc rzadko w jego przypadku wykorzystywałem Specjale. powiem więcej, supercombosy mają tendencje do nie trafiania przeciwnika. Ale to dalej bardzo silna postać, jedna z lepszych w grze (przeciwko komputerowi oczywiście).


Sagat jest królem. To jest urodzona maszyna śmierci i to było czuć! Gra się nim podobnie jak Ryu, ale wszystko ma bardziej. Ekstraklasa jak się patrzy.


M.Bison, megaloman, dyktator i główny boss ze Street Fightera II powraca. jak na złego megalomana przystało, jest bardzo przyjemną postacią kiedy się nim walczy. Ma potężne ciosy, potężne specjale, i zjada takiego van Damme Guile na śniadanie 15 razy. Kinówka była po prostu bardzo durną propaganda zrobioną przez dobrych gości. Aha, zniknął mu też podwójny podbródek z brody, który to we wcześniejszych odsłonach wyglądał, jakby miał dupę na gębie.


Fei-Long to hołd dla Bruce Lee. I jak na hołd przystało, to nie może być kiepski mordoklep. Jest szybki, morderczy i niebezpieczny. Gra się nim bardzo, ale to bardzo przyjemnie. Jest to też jedna z trudniejszych postaci do pokonania, jeżeli gra nim komputer.


Cammy powróciła na żądanie fanów. Najwyraźniej ludzie lubią super-komandoski w przyciasnym body i z twarzyczką laleczki. Jeżeli ktoś nie wie, to Cammy przy okazji jest klonem Bisona (!!!). Ma bardzo dobre ciosy, które mają bardzo daleki zasięg i gra się nią przyjemnie. Obok Abla i Fei-Longa tworzy w moim rankingu trójkę najbardziej upierdliwych komputerowych przeciwników.

Street Fighter IV starczył mi na dużo godzin dobrej zabawy. Walki były dynamiczne, wyzwania były przegięte i wymagające (tak, nie przeszedłem wszystkich, ale się już poddałem), kilka walk z żywym przeciwnikiem też było miłą odskocznią. Szkoda, że po wyłączeniu GFWL gra nie będzie najprawdopodobniej działać na pecetach (bez używania pirackich cracków).


5 komentarzy:

  1. CUZ WHEN THE ROAD FEELS TOO LONG
    I'LL STILL BE HOLDING ON
    I'M GONNA KEEP ON GOING, I KNOW I'LL BE STRONG
    *da-dam*
    INDESTRUCTIBLE
    I WONT LET NOBODY BREAK ME DOWN
    INDESTRUCTIBLE
    NOTHINGS GONNA STOP ME NOW

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak z poriomami trudności między kolejnymi częściami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasada w showmordoklepankobiznesie jest taka, że im nowsza gra, tym łatwiejsza ;)
      SFIV posiada regulowane poziomy trudności, więc strzelam, ze każdy znajdzie coś dla siebie (poniżej średniego nie próbowałem, więc nie wiem jak gra komp na niskich poziomach).

      Usuń
  3. Ok, przebrnąłem paroma postaciami. Nie bez problemów (bo ja w zręcznościówki jestem dość mierny, ale żebyście wiedzieli co robię z turowymi strategiami).
    Kenem - nim chyba najprościej mi się grało. Ku mojemu zaskoczeniu niemałemu, bo od czasów SF II unikałem zarówno Ryu jak i Kena. A tutaj proszę.
    Chun-Li - moje pierwsze zetknięcie z Amigą to było właśnie SFII, a pierwszą postacią jaką grałem była właśnie Chun-Li. I teraz też grało mi się nią dobrze, a ognionoga dalej kosi.
    Sagatem - dziwne uczucie grać kolesiem, który kosztował mnie tyle bluzgów, ale masz absolutną rację - facet robi mielonkę.

    Czyli co? Mogę sobie grać w SFIV do 1 lipca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwszym lipca chyba tylko Ultra będzie grywalna (przynajmniej online).

      Usuń