środa, 9 kwietnia 2014

Beamhit Zalicza - End of Aspiration


End of Aspiration to drugi JRPG na androida od Kemco jaki zaliczyłem. W przeciwieństwie do Knight of the Earthends, ta gra występuje w wersji darmowej. I taką to wersję grałem.

Jakkolwiek istnieje możliwość dokupienia dostępu do dodatkowych "potężnych przedmiotów" i "podziemi do spenetrowania", jest to całkowicie opcjonalne i da się grę przejść bez problemu bez dodatkowych opłat. Bo i przelazłem grę nie wydając na nią ani złotówki.

Główny heros, lubi wyskoczyć na siłkę i solarkę
End of Aspiration to JRPG aż do bólu - liniowy, z grafiką na poziomie podrasowanego Super Nintendo. W przeciwieństwie do KotE, jest tutaj zdecydowanie lepsza grafika (postacie mają animację twarzy, a nie są statycznymi obrazkami), oraz zdecydowanie wyższy poziom tłumaczenia (rozmowy nie są głupkowato-śmieszno-meczące - są po prostu JRPGowo kretyńskie, ale czyta się to przyjemnie). No dobra, główna zła organizacja to... MAFIA. Reszta haseł, rozmów i tłumaczeń jest jednak znośna.

Jak na mangę przystało, poziom many u czarodziejek zależny jest od wielkości piersi
Historia to klasyka - uratuj świat. Wszystko to typowe "tropy" z JRPG - główny zły to uczeń mistrza naszego ojca, gdzieś tam walają się starożytne roboty z poprzedniej epoki, w pewnym momencie przejmiemy kontrolę nad statkiem powietrznym.

Efektywność w walce drużynowej wojowniczki też zależna jest od obwodu klatki piersiowej
Cechą charakterystyczną mechaniki walki jest to, że każda z 5 postaci posiada swojego pokemona (ducha opiekuńczego, czy coś w ten deseń). Jeżeli dostajemy obrażenia, zwiększają się nam paski odpowiedzialne za przywołanie stworków (taki pseudo limitbreak). Jedne pokemony leczą, inne zadają obrażenia, inne wskrzeszają. Dodatkowo nowych zdolności nie uczymy się poprzez zdobywanie poziomów, ale kupowanie ich w sklepie. Oczywiście nie każda postać ma dostęp do wszystkich zdolności.

Ma 100 lat i kocie uszy - i dlatego to nie jest pedofilia
Po zakończeniu gry możemy oczywiście kontynuować grę, by zmierzyć się z dodatkowymi bossami. W przeciwieństwie do poprzednich potyczek, są wymagające.

To nie alfons, to mistrz kung-fu
Gra mi wystarczyła na 11 godzin. Tyle czasu by zabić ostatecznego uber-(nie-tak-)sekretnego-bossa. Taka mała pierdółka, zagrać i zapomnieć.

I atakują nas gołe panny
Zagrać można, bo to darmowa produkcja. Oczywiście wyskakują upierdliwe reklamy, ale jak to zawsze w takich chwilach bywa, pomaga wyłączenie przesyłu danych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz