poniedziałek, 24 marca 2014

Beamhit Zalicza - Shadowrun Returns: Dragonfall


Przeszedłem Dragonfall. O pierwszej kampanii rozpisywałem się jakiś czas temu, tutaj parę moich słów o drugiej kampanii.

Akcja Dragonfall dzieje się w Berlinie, i (co pewnie wielu już wie) nie jest to kontynuacja przygód z Seattle. Czyli tworzymy całkiem nową postać, która jest wrzucana w całkiem nowe gówno.

To co wyróżnia DF od DMS, to bardziej erpegowe podejście do tematu. O ile pierwsza kampania ma bliżej do Jagged Alliance 2, to druga jest prawie starym Falloutem. Nasz bohater wraz z grupą przyjaciół (tych to możemy podziwiać powyżej na obrazku) zostaje wciągnięty w o wiele większą aferę, niż poszukiwanie mordercy kumpla. W aferę ze smokami w tle.

Inne różnice to dosyć duża nieliniowość w porównaniu do oryginału (a to znaczy, że nie da się wszystkich sekretów odkryć przy jednorazowym przejściu gry), dużo gadek ze wszystkimi (w tym odkrywanie tajemnic swoich towarzyszy), wiele zadań pobocznych (które nieraz są sprzeczne ze sobą) i wiele wyborów. Wyborów, które to rzadko są wyborem pomiędzy bielą i czernią. Na dodatek zawsze gdy chcesz się odwołać do moralności, to szybko rozmówcy ściągają ciebie na ziemię - jesteś w końcu shadowrunerem, mordercą do wynajęcia, kimś, kto zabija często i gęsto (sam mam na koniec gry ponad 300 trupów na liczniku). Dlatego kiedy prawisz moralitety, nikt ci nie wierzy.

I co do wyborów - czuć, że one mają wpływ na przebieg całej kampanii. Jeżeli zawalisz misję dla jakiejś korporacji, to jakoś poważnie brzmi "że już nigdy nie dadzą nam zlecenia". Jeżeli postanowisz kogoś nie zabić, to ten później ci pomoże. Pytanie tylko, czy będziesz układać się z diabłem?

No i jak to w Shadowrunie - nic nie jest takie, jakie się wydaje na początku.

Berlin żyje, i jest to złe i mroczne życie. Pełne przemocy i nieprawości. Przygotuj się więc na opowieści o dziewczynkach z Polski przerzucanych do niemieckich burdeli, o czternastolatkach skatowanych przez ojca, o dzieciakach wykorzystywanych przez sekty, krwawych eksperymentach na niewinnych, o neonazistach topiących metaludzi w rzece, potworach w metaludzkich skórach i ogólnie o smrodzie, głodzie i ubóstwie.

To też już koniec - Moja Shotgunner Decker
Dragonfall to całkiem inna gra niż Dead Man's Switch. Jeżeli kogoś odrzuciła pierwsza kampania, jest duża szansa że przyciągnie go Dragonfall (który to w sieci zbiera bardzo wysokie noty).

Nie wiem ile czasu zajęło mi przejście dodatku, ale DMS + DF zajęło mi łącznie 40 godzin (coś mi się naprawiło z wyświetlaniem czasu).

Co na koniec? Dorzucono możliwość sejwowania kiedy się chce (jakoś stara opcja mi nie przeszkadzała). Powstaje też ponoć polska wersja (jeżeli dla kogoś angielski jest przeszkodą). A Harebrained Schemes stwierdziło, że od przyjęcia Dragonfall zależy, czy zrobią kolejną kampanie do SRR. Czyli brać i grać ludziska ;) Bo IMO warto.


1 komentarz:

  1. Może w końcu w ten weekend przysiądę... ;)

    OdpowiedzUsuń