sobota, 1 lutego 2014

O tym dlaczego Edge of the Empire to dla mnie zajebisty system


Dzisiaj dużo prywaty. Każdy ma swojego ulubionego Warhammera, w obecnej chwili moim top systemem jest EotE. I tutaj chcę napisać dlaczego ten system mi się podoba, i jak FFG uczy się na swoich błędach.

Przy okazji ta notka to hołd dla Warhammera.

Bo EotE nie byłoby bez Warhammera. Albo byłoby czymś całkiem innym niż jest.

EotE czerpie całymi garściami z Warhammera III edycja. Przy okazji odrzuca te elementy, które wzbudziły największą niechęć lub kontrowersje. Efekt jest taki, że gra trafiła do wielu odbiorców, zarówno miłośników wersji WEG (ciekawe, ze ostatnio na allegro przewinęło się kilka podręczników do tej edycji ;)), jak i Wizardowskiej odsłony (jednej z trzech). Co poprawiło FFG względem WIII i co mi się ogólnie podoba?

- Brak żetonów, kart z mocami, kart profesji, kart z kartami i kart za kratkami. Jasne, pojawiły się osobno dedykowane karty z talentami w usłudze PoD, ale to jest tylko taki bajer dla burżujów. Większość talentów jest prosto rozpisana i ma proste zasady ich użycia.

- Drzewko talentów:


Tak wygląda wycinek z drzewka talentów danej specjalizacji. Wszystko tak naprawdę mieści się na jednej stronie formatu A4. Wiecie jaki jest największy problem z takimi systemami jak DnD 3.0 / 4.0 lub Warhamerze III edycja? Specjalne zdolności. Każdy kolejny dodatek zwiększa listę dostępnych atutów, zdolności, pierdów, kart, czarów, kamehamehów i innych takich. W większości przypadków po pewnym czasie większość znanych mi graczy rozłoży ręce i powie, że nie wie co wybrać. Albo tworzenie postaci będzie trwało trzy dni, bo ktoś będzie chciał poznać wszystkie możliwe możliwości systemu, do którego przez ostatnie 5 lat wydano 50 podręczników. Edge of the Empire daje więc dosyć zamkniętą liczbę możliwości rozwojowych (ten sam patent jest chociażby w Iron Kingdoms), ale to jest dobre :) W nowym podręczniku dostaniesz nowe specjalizacje, a nie 1k50 nowych opcji rozwojowych dla swojego bohatera.

- Piktogramy :) Kości do EotE są wzorowane na kościach do III edycji. Zaleta jest taka, że te kości naprawdę dają duże możliwości interpretacji i wyników. O wiele większe jak widzę, niż w trzeciej edycji  Warhammera. Oczywiście, mozesz mieć sukces i porażkę, ale możesz mieć też zajebiste sukcesy i porażki, a każdy test może mieć dodatkowe czynniki. Możesz spudłować, ale przerażony przeciwnik wypuści bron z ręki. Nie uda ci się targowanie z Huttem, ale wprawisz go w dobry humor samą swoją próbą handlu z nim. Odetniesz przeciwnikowi dłoń, ale wystawisz się bardziej na ostrzał jego towarzyszy. Uciekniesz statkiem przed pościgiem, ale przegrzejesz silniki. Część tych przykładów pochodzi nawet z moich sesji.

- Zmniejszenie puli kości. Pule jakimi się rzuca w EotE sa mniejsze niż w III Warhammerze. Tutaj porównujesz dwie rzeczy: cechę i umiejętność. Wyższa wartość wskazuje zielone kości, mniejsza ile z tych zielonych zamieniasz na żółte. Dorzucasz do tego zazwyczaj kości trudności, i do czterech kości przeszkadzajek / pomagajek. Przeciętna pula to 6 kości jak zauważyłem na sesjach.

- Nastawienie na granie drużyną. Gra się zbieraniną wyrzutków w jednym statku. Każdy ma swoją rolę, system pozwala błyszczeć każdemu w różnych sytuacjach. To nie jest system, gdzie jeden robi kucharza, drugi wilkołaka, trzeci prostytutkę, czwarty prezydenta, a piąty strzelca emo, a ty mistrzu gry martw się o to, by gracze się nie nudzili na sesji.

- Brak Jedi. Patrząc po statystykach miecza świetlnego widać, że są to uberprzepaki. Coś czuję, że z trzech docelowych (bo znając FFG, wyjdzie 1k20 dodatkowych podręczników głównych) to właśnie EotE będzie moim ulubionym podręcznikiem :) Znaczy chcę napisać, że Jedi na pewno nie będą zbalansowani, jak już wyjdzie o nich podręcznik ;)

- Rozwój bohatera. Jedna z fajniejszych metod wydawania pedeków na swojego herosa jaką widziałem.

- Łatwo mi się system improwizuje (wyszło to na ostatniej sesji). Jasne, że to nie jest poziom Apocalypse World. Ale na pewno o wiele lepiej mi się improwizuje niż w DnD czy L5R.

- Walki są fajne. Są szybkie, większość bohaterów niezależnie od posiadanych pedeków jest tak samo podatna na celne strzały, częściej się trafia, niż nie trafia (jak w II Warhamerze, i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej), ogólnie to bohaterów można łatwiej poturbować solidnie (tracenie kończyn jest przecież klasyką w SW), niż zabić. I to co pewnie trafi do wielu - walki dobrze się prowadzi w wyobraźni :)

Oczywiście, to wszystko piszę z perspektywy mojej. To moja prywata. Do końca nie wiem, co myślą o systemie gracze, bo są nieśmiali ;) Ale myślę, że też im się system podoba.

10 komentarzy:

  1. Fajne. Lubię takie poglądowe i subiektywne opinie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze jakbyś popełnił taką subiektywną recenzję systemu (z czym to się je, jakie plusy dla MG, dla Gracza, etc.) to byłoby cool. Ale tak jak Zuhar, uwielbiam subiektywne opinie )bo obiektywne są nudne :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małą recenzję (raczej obiektywną niż subiektywną) popełniłem jakiś czas temu, tutaj:

      http://beamhit.blogspot.com/2013/08/recenzja-star-wars-edge-of-empire.html

      Usuń
  3. Oj kusisz, kusisz tajny agencie FFG. Coraz bliżej ale jeszcze nie na tyle bym wyciągnął swój portfel. Musisz zwiększyć wysiłki by zadowolić swoich mocodawców :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D

      Okej, muszę zaatakować ze zdwojoną siłą ;)

      Usuń
  4. Oj, mój drogi - nie sądziłem, że skuszę się na nową grę, ale kurcze... Wyczerpałem już wprawdzie limit zakupów RPGowych na luty (Deadlands Noir i Companion do tychże), ale to króki miesiąc i już wkrótce marzec.
    Powiedz mi tylko - ile zestawów kości jest potrzebnych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszą sesję zagraliśmy z jednym zestawem, i dało radę. Mam teraz dwa zestawy i wystarczają bez problemu. Co prawda mam jeszcze program na tablecie i komórce, ale nie musiałem korzystać.

      Usuń
  5. Czy jeżeli nie lubię produkcji FFG i nie jaram się Star Wars, to mimo wszystko gra jest warta zainteresowania, czy powinienem się zamknąć i wracać do lootowania smoków?

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo sensowna recka. Nie zgadzam się tylko z:
    - stwierdzeniem, jakoby EotE dawało większe możliwości wyniku rzutu niż W3: w Warhammerze na kościach są wszystkie te symbole co w EotE (sukces, porażka, bonus, komplikacja, krytyczny sukces i porażka), a ponadto parę innych (opóźnienie, stres). Jest więc dokładnie odwrotnie.
    - zaznaczeniem grania drużyną w opozycji do W3: otóż tam również gra się drużyną, ba - jej ogólnie pojęty rodzaj (czy to banda rzezimieszków, poszukiwaczy przygód, grupa szlachty o wspólnych interesach, czy jeszcze inne) niesie ze sobą dodatkowe efekty, zarówno pozytywne jak negatywne. W EotE gra drużyną tak naprawdę mechanicznie sprowadza się tylko do wspólnej puli Obligacji.
    - co do usunięcia kart i żetonów: do W3 wyszły podręczniki zbierające je w jednym miejscu na papierze; jeśli komuś karty przeszkadzają, może je zupełnie pominąć.

    Stwierdziwszy powyższe, zgadzam się jednak z ogólną tezą, że mechanika EotE jest wygodniejsza od tej z W3. Trudno żeby nie była, ponieważ jest niejako jej poprawioną wersją :) Na szczęście są do siebie na tyle zbliżone, że bardzo łatwo jest nieco przyciąć tę warhammerową i grać na starwarsowej, z korzyścią dla rozgrywki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwości - w Warhammerze Banes'n'Boons mają tylko jeden efekt uniwersalny, dodatkowe efekty są uzależnione od użytej karty akcji. W EotE tych efektów jest więcej, nie są uzależnione od użytej zdolności, i dają możliwość otwartej interpretacji (Hej MG, mam trzy Advantage, mogę przy okazji trafić w wyłącznik drzwi, by je zablokować?). Dlatego twierdzę, że EotE daje tutaj więcej możliwości, pomimo mniejszej ilości symboli ;)

      "Nastawienie grania drużyną" trzeba podrzucić pod "co mi się ogólnie podoba", nie pod "Co FFG zmieniło wzgledem WIII" ;)

      W3 na papierze - w większości przypadków malkontentów to nie przekonało, miłośników W3 też nie ;)

      Usuń