czwartek, 6 lutego 2014

Beamhit Czyta - Star Wars: Droga Zagłady

 

Tak sobie ostatnio powróciłem do czytania książek. Nikt nie będzie nazywał mnie fturnym analwapetom!

Jako że ostatnio prowadzę Gwiezdne Wojny, a w większości przypadków moi gracze to maniacy SW, znawcy SW i kanoniści SW, postanowiłem sobie sięgnąć po lektury z tego uniwersum. To tak a propos ostatniego wpisu Drasia. Postanowiłem nie wychodzić na idiotę, i z mądrością mądrze kiwać mądrze wyglądającą głową, że wiem na czym polega gra w sabacca.

Padło więc na Drogę Zagłady. Patrząc na przemrocznie kiczowatą okładkę, pomyślałem sobie, że może dam radę nawet przeczytać te dzieło klasy C.

O dziwo, "dzieło" przeczytało się szybko (akcja głównie pędzi na łeb, na szyję) i nawet ciekawie. Tym samym dziełko pana Karpyshyna przeszło w moim odczuciu z kategorii "C" do kategorii "B" (znośne szybkie czytadło).

Książka opowiada o losach niejakiego Dessela (nie ważne z której strony na niego patrzyłem oczami wyobraźni, przypominał mi zawsze Riddicka, a nie tego wychudzonego emo z okładki). Młodzieniec ten od trzynastego roku życia zapindalał w kopalni za psie pieniądze. Jedyne co z tego wyniósł to dwa metry wzrostu, łysinę i mięśnie ze stali. Przy okazji, co dziwne przy takich Lordach Karkach, chłopak był też sprytny, a nawet inteligentny. Niestety, naszemu bohaterowi nie dane było zapieprzać za psie pieniądze niewolniczą robotę do 68 roku życia gdzieś w Polsce Apatrosie. Moc postanowiła, że zreformuje on Sithów, i tym samym zaczął to, co 1000 lat później zakończył Palpatine i Vader.

Dessel, który to przybierze imię Bane, jest niewątpliwie ciekawą postacią. Nie jest jakimś okrutnikiem i totalnym sadystą. Po prostu jest chłopakiem z przeszłością, którego życie dopadło. I można zrozumieć jego motywację czy spojrzenie na świat.

Inni bohaterowie w większości przypadków tez wydali mi się ciekawi, z dwoma sithami twilekami na czele (jeden nazywał się Kopecz... co pewnie było mhrocznie klimatyczne w angielskim języku, ale ja osobiście miałem cały czas skojarzenia pomiędzy kopcem, a kapciem). Oczywiście były też wyjątki. Jedi poznani z imienia byli tacy sobie, jedyna zaś główna bohaterka to jakiś koszmarek. Koszmarek nazywał się Githana, i była Jedi. Ale zdradziła Jedi. Bo chciała się dupczyć, natomiast Jedi nie pozwalali jej się dupczyć. No to uciekła do Sithów. Tam wszystkie facety się na nią śliniły. W tym momencie przestało jej się chcieć dupczyć, bo gapienie się Sithów na jej tyłek uważała za niesmaczne. Co dalej nie przeszkadzało jej podkreślać swojego zgrabnego tyłka. Oczywiście czuła miętę do Bane (i do innych lordów też), ale jakoś tak nie chcieli się poddać emocjom (paradoks po prostu), i się nie wydupczyli (gdzie ten żar, gdzie te poddawanie się pasji, gdzie kierowanie się instynktem?). Oczywiście, by podkreślić jaka ona jest zła, postanowiono dać jej bicz energetyczny zamiast miecza świetlnego. No wiecie, kobieta + bicz = zła kobieta z biczem. I tym prostym zabiegiem dostajemy najbardziej sztampową, najbardziej beznadziejną, i najbardziej głupią postać jaka została przedstawiona na kartach tej książki.

Okej, pomijając fakt, że prawie wszyscy główni bohaterowie to facety, to z drugiej strony często mamy podkreślone, jakie to organizacje w zamierzchłych czasach były za równouprawnieniem (co chyba warto odnotować). Giną górnicy w kopalni? Połowa to kobiety. Do kantyny wchodzi oddział żołnierzy Republiki? Połowa to kobiety. Dessel ściąga z karabinu snajperskiego przeciwników? Połowa to kobiety. Arcyprzeciwnik Bane ma przydupasów? Połowa to kobiety. I tak dalej, i tym podobnie. Główny admirał floty Sithów to też kobieta. Patriarchalne Imperialne czasy dopiero nadejdą za 1000 lat.

A co wyciągnąłem do RPG?

- Cortosis - wiem teraz jak trudno pozyskać ten minerał. Oraz że górnicy muszą go wydobywać przy pomocy młotów pneumatycznych. Zapamięta się.

- Spirytus krasnoludzki - każdy fantaziak (hej, Star Wars jest fantaziakiem) musi mięć swój spirytus krasnoludzki. Tutaj legendarną wódzię pędzą wookie. Zapamięta się.

- Sabacc - mniej więcej wiem, jak wygląda gra w Sabacc. Co ciekawe, najnowszy dodatek opisuje jak mechanicznie rozegrać taką partię na sesji. Przyda się.

3 komentarze:

  1. Kilka moich szalonych spostrzeżeń:

    1. Co do sabacca:
    Nie wiem jak wygląda mechanika zaoferowana przez FFG ale fizycznie dużo prościej jest zagrać w pazzaaka. Wystarczy tylko wziąć X zestawów zwykłych kart do gry i odpowiednio pozaznaczać ich wartości markerem (ale tak by nie przebijało) ewentualnie umówić się wcześniej, że "czarne to minus czerwone to plus". Zasad nie będę przepisywać - lepiej odeślę do wiki: http://starwars.wikia.com/wiki/Pazaak

    2. Co do rzeczy użytecznych to zaledwie wierzchołek góry lodowej :) Warto też zwrócić uwagę na bicz świetlny :D (oraz miecze "treningowe" Sithów).
    /*Może jakieś wibroostrze? Wibro-bicz?*/

    3. Ostatnio w moje ręce wpadły "Mroczne Gry", jest tam strasznie ciekawy przedmiot jak "włókna optyczne" - praktycznie niewidzialne gołym okiem (tylko z baardzo bliska je widać). Używała ich pewna hologwiazda do swoich występów gdzie przy ich pomocy sprawiała wrażenie jakby "latała" (dodatkowo posiadała generator antygrawitacyjny stanowiący bezpiecznik w przypadku zerwania linek). Myślę, że to też może być warte Twojego zainteresowania (bo książka jest dobra ale nie porywa tak mocno jak trylogia Bane'a).

    4. Zachęcam do czytania kolejnych książek z półki SW! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mechanika wygląda tak, że nie zajmuje to pół sesji ;) Znaczy jest to jeden test, bo jednak symulacja pełnego rozegrania na normalnych zasad z jednym graczem, będzie powodowała, że reszta będzie się nudzić.

      Usuń
    2. AD.3
      Czy wiecie że, te "włókna optyczne" są od dawna dostępne nawet w naszej rzeczywistości, m. in. David Copperfield korzystał z nich wielokrotnie w swoich sztukach magicznych. Z tego co pamiętam to Japończyki coś takiego wymyśliły. Cienkie, niewidoczne dla oka włókno o bardzo dużej wytrzymałości zdolnej dźwigać ciężar człowieka.

      Usuń