niedziela, 12 stycznia 2014

[Raport] Edge of the Empire - Na Pokładzie Błyskawicy #01


No i stało się. Pierwsza sesja w nowe Star Wars. Pierwsza sesja w nowym miejscu do grania. Pierwsza sesja z pięcioma graczami od kiedy opuściłem Gliwice. A opuściłem je ponad 10 lat temu.

Najpierw bohaterowie. Tych jest 7. Jako że powiedziałem wprost, że więcej niż 5 raczej nie udźwignę, to gracze są z założenia rotacyjni. Co wyjdzie, to zobaczymy.

1. Wookie Chundaar - Hired Gun: Mercenary Soldier
Najemnik oskarżony przez brata o zdradę, wędruje więc przez galaktykę.

2. Człowiek Falco - Colonist: Doctor
Białowłosa młoda dziewczyna opiekująca się chorą młodszą siostrzyczką.

3. Człowiek Carl Korrado - Explorer: Fringer
Człowiek który porzucił wielopokoleniowy rodzinny biznes i wyruszył na kosmiczny szlak.

4. Chiss Arti - Technician: Mechanic
Chiss powiązany z największym rodem Chissów. Pragnie wspiąć się wysoko w hierarchii.

5. Chiss Renco - Bounty Hunter: Gadgeteer / Force Sensitive Exile
Zaginiony wrażliwy na Moc Chiss, marzący o zemście i ogarnięty obsesją znalezienia pewnego człowieka.

6. Chiss Prowler - Bounty Hunter: Survivalist
Chiss łowca nagród, który dobrze czuje się na dzikich terenach.

7. Człowiek Mirta Drayson - Smuggler: Pilot
Doświadczona pilotka zafascynowana mandaloriańską kulturą.

Na sesji nie grali Prowler i Mirta. Chissowie mają imiona w stylu Mghgsh'ghtyur'tyuio, więc podałem tylko ich nicki (statek smerfów, trzy chissy na pokładzie!). Drużyna lata swoim YT-1300 ochrzczonym nazwą Błyskawica.

Przygodę jaką poprowadziłem nazywa się Trouble Brewing, i jest to przygoda z podręcznika głównego. Dawno nie prowadziłem z gotowca muszę zaznaczyć. Poniżej nie tylko więc to, co się wydarzyło na sesji, ale też moje uwagi co do samej przygody. być może komuś się przydadzą, jeżeli będzie chciał poprowadzić tą przygodę. Więc UWAGA NA SPOILERY!

PRZYGODA I UWAGI:

Arti był wyjątkowo bardziej zrzędliwy niż zwykle. Wszystkim przez to psuły się humory.

(To był rzut na zobowiązanie, drużyna ma dosyć wysoką sumę, więc duża szansa ze coś im zawsze na sesji będzie przeszkadzać).

Drużyna przybyła na planetę Formos w poszukiwaniu zajęcia. Drużyna w 5 osób wyruszyła do tutejszej kantyny (Mirta i Prowler zachorowali poważnie i zostali odizolowani; Ginny zaś to jedyna enpecetka na statku, jest zbyt chorowita by go opuszczać).

(Przygoda przewiduje kilka ewentualnych spotkań, ale jakoś żadne z tych rozwiązań nie przypadło mi do gustu. Przygoda przewiduje też, że bohaterowie w końcu ruszą do najlepszej kantyny w mieście; moi gracze ruszyli tam natychmiast. jest jeszcze wspomniana opłata za postój w porcie, ale nie ma podanej jej ceny, była tylko wzmianka, ze nie jest duża i można ją obniżyć przez targowanie.)

Po drodze usłyszeli wołanie o pomoc. W zaułku spotkali bardzo zdemolowanego droida protokolarnego J9-B8. Mówił coś, że porwali jego towarzysza R4-W9. Drużyna postanowiła jakoś poskładać go do kupy.

(Umierający posłaniec na progu, motyw stary jak świat. Takie to sobie, ale spoko. Przygoda nie daje możliwości uratowania droida. Nie, bo nie. Ja jednak widząc chęć poskładania droida do kupy (za wyjątkiem jednej deklaracji o skracaniu cierpienia), postanowiłem dać graczom szansę... I się im udało, pomimo najwyższego stopnia trudności :))

Poskładany jakoś droid (bez ręki, jednego działającego oka i bez dolnego tułowia) zgodnie z tradycją, został zapakowany na plecy wookiego. Drużyna tylko wiedziała, że rozboju dokonali ludzie z jednym weequayem w drużynie.

(Nie mogli dać ilustracji jak wygląda weequay, aqualish czy devaronian? Tak się składa, że w Star Wars nie grają tylko maniacy Star Wars, ale też zwykli miłośnicy tego uniwersum, albo po prostu miłośnicy RPG. Nie, nazwa rasy "hjagsduygduyg" nic mi nie mówi.)

W kantynie drużyna spotkała się z hologramem gończym za aqualisha Bandina Dobaha i 10000 nagrody za jego głowę. Później do kantyny przyszła rodianka ZUKATA. A chwilę później dwoje ludzi i TEN weequay. Wystraszony droid chował się za wookiem, a jeden z ludzi podszedł bezczelnie i nachalnie nagabywać i molestować rodiankę.

(Damulka w opałach! Drugi oklepany motyw. Spoko. Tylko że ja jeszcze miałem żywego droida do wykorzystania, by ciągnąć przygodę.)

Falco poprosiła Chuundara by pomógł rodiance. Doszło do rękoczynów. Człowiek jeden zmył się natychmiast, drugi został ogłuszony. Weequay został wzięty na muszkę.

(To spotkanie może przebiec na kilka sposobów, łącznie z tym, że bohaterowie całkowicie oleją całą sytuację. Rozwiązanie sporu też ma kilka opcji - od rozmowy, do walki na pięści i do sięgnięcia po broń.)

Była rozmowa z pojmanymi o droidy. Rodianka też przyłączyła się do rozmowy, i powiedziała że też szuka R4-W9.  Chodzi o mapy tego sektora czy coś. Zaproponowała też 2000 kredytów właścicielom droida za dostęp do tych danych i wspominiała, ze Hutt Thakba Besadii Diori oferuje 5000 za żywego Bandina. W przyjacielskiej rozmowie z Falco wyszło, że rodianka szuka też swojego zaginionego brata, łowcę nagród Godona Netakka. Drużyna zauważyła, że podsłuchuje ich jakiś toydorian i tak, jakby nigdy nic, zgłuszyła heroicznie latającego obcego. Po przesłuchaniu weequaya, wiedzieli gdzie szukać droida R4-W9. Drużyna udała się do kryjówki.

(Tu też jest kilka możliwości. Drużyna może nie zauważyć podsłuchującego obcego, może go śledzić, może im się nie udać go śledzić, możliwe, że zostanie zastawiona na nich pułapka.)

Drużyna zaskoczyła pięciu ludzi, zabiła dwoje z nich (pomagiera i szefa, tego samego co wcześniej był w kantynie) i odzyskała R4-W9. Jeden z Chissów (Renco) w tym momencie okazał się prawdziwym okrutnikiem, zabił jednego z pojmanych, a drugiemu strzelił w kolano. Dowiedzieli się, ze jeden z nich jest pilotem, i że w dokach jest ich statek.

(Klimat Star Wars właśnie padł, a przybył Kosmiczny Warhammer. Nie przerywałem sesji w tym momencie, ale raczej średnio podoba mi się takie zachowanie w kosmicznym Sword and Sorcery. Przygoda też nie przewiduje, by przemytnicy mieli jakiś statek, ale co tam. Ważne, by był sens wynikający z fikcji. Chociaż też średnio mi pasował pomysł, by dawać drużynie już drugi statek, nie widziałem przeciwdziałań. Z drugiej strony dali swoim zachowaniem okazję, by jednak nie dać im tego statku. Co ciekawe, nie przeszukali pomieszczenia i nie zabrali broni od pokonanych (a zaznaczyłem, że gość ma dwa przerobione pistolety do szybkiego wyciągania). A było co zyskać. W ogóle jak porównuję do kolejnej przygody, to ta podręcznikowa bardzo rozpieszcza sprzętem zdobycznym graczy.)

Drużyna uwolniła droida i go przygarnęła. Była jeszcze rozmowa z rodianką na temat funduszy za mapy - Carl okazał się wyjątkowo miłym dyplomata, szanujący droidy i ich wolność. Drużyna więc wzbogaciła się o 2000 i dwa droidy enpecety na statku. Później drużyna ruszyła do doków, ale kompletnie dali ciała z poszukiwaniem statku przemytników, i salwowali się chwilowo ucieczką z Fomosa.

Drużyna zrobiła szybki skok na Sleheyron, by załatwić części dla J9-B8. Za 500 kredytów zebrali potrzebne materiały, ale po dwóch bardzo skopanych rzutach na mechanikę, po J9-B8 została tylko działająca głowa.

Później drużyna wykonała skok z danych R4-W9 na asteroidę. Tam doszło do walki z Droidem-Myśliwcem Strażniczym.

(Tutaj też możliwości jest kilka. Drużynie poszło sprawnie, bo zakłócili komunikację droida, i przez to mogli zaskoczyć Bandina.)

Drużyna odnalazła stary statek na którym nic nie było, oraz statek-bazę Bandina. Doszło do walki, gdzie większa część przeciwników padła martwa, za wyjątkiem bossa i pewnego rodianina, którzy zostali ogłuszeni.

(Walka była ciężka, jak na finał przystało. Jest jeden krytyk, jeden cios prawie zabił też inną postać. Trochę improwizowałem, i pozwolił Falco z wieżyczki rozwalić wieżyczkę z jednym z członków gangu w środku, głównie przez to, że czas już nas gonił.)

I tutaj skończył się nam czas :)

PODSUMOWANIE:

- Mechanika daje radę, małą przeszkodą jest tylko jeden zestaw kości jaki posiadam. rzuty generują dużo fajnych wydarzeń, jak na przykład wypadnięcie broni czy inne duperele.

- Bezlitosne zabijanie i torturowanie jakoś nie pasuje mi do przygód wesołej bandy szmuglerów. Zobaczę jeszcze jakie zdanie będą mieli inni gracze, ale wiem że jednemu graczowi bardzo się to nie podobało.

- (Dodane później) Okej, po rozmowie po sesji większość graczy twierdzi, że mordowanie bezbronnych minionów, czy przywłaszczanie cudzego statku, jest jednak takie sobie i słabo pasuje do sesji Star Wars.

- 5 graczy to trochę dużo jednak. Duża szansa, że ktoś się nudzi na sesji.

- Następna sesja za dwa tygodnie, w tym czasie chcę na wspólnym chacie on-line dokończyć sesję (bo niewiele tu zostało) i pozamykać wątki. muszę też pomyśleć ile dac sierotkom PD, i ile dać PD nieobecnym graczom.

- Na pewno popełniłem chyba kilka błędów, na następnej sesji jednak już będę lepiej mechanicznie obcykany. jedne błąd - zapomnieliśmy, że wookiee ranny wpada w szał, a krytycznie ranny wookiee to już w ogóle wpada w mega szał ;)

- Walka średnio trwa pół-godziny przy tylu graczach.

- Reszta wniosków później, po dłuższej rozmowie z graczami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz