niedziela, 19 stycznia 2014

Beamhit Zalicza - Mortal Kombat


Przypomniałem sobie stare dzieje i przeszedłem sobie Mortal Kombat. Ten pierwszy z 1992 roku. Na wstępie coś wam muszę powiedzieć. Kocham bijatyki. Ale z tą miłością jest jak z katolikami w naszym pięknym kraju. Jestem kochający, ale niepraktykujący. Pozostał sentyment ze starych czasów.

Mam też inne skrzywienie - uwielbiam grać w mordobicia dla ich historii. Jasne, pamiętam te stare turnieje robione z kumplami na Amidze, czy spotkania z kumplem w celu wspólnego naparzania się po ryjach. Dziwne, nie? Dlatego najwyżej sobie cenie serię The King of Fighters, gdzie mamy już prawdziwą modę na sukces. No ale wracajmy do Mortala.

Mortal Kombat to jeden z tytułów dostępny w składance Mortal Kombat Kollektion. Gra która zapoczątkowała nie tylko kilka kontrowersji, ale też dała początek jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii gier.

Dla ludzi nie w temacie - stają naprzeciwko siebie zawodnicy którzy się naparzają. Są oni wzorowani na prawdziwych ludziach w przeciwieństwie do rysunkowych tytułów jak Street Fighter czy wspomniany przeze mnie The King of Fighters. Dodatkowo po pokonaniu przeciwnika można było mu zrobić a-ku-ku połączone z kri-kri-kri. Czyli wyrwać serce albo zrzucić na kolce.

Bo zupa była za słona
Do wyboru mamy 7 zawodników, przed nami 13 starć, od czasu do czasu będziemy musieli w minigierce rozłupać deski czy kowadło. Postacie są nie tylko w pikselach, ale kojarzą się z typowymi bohaterami z sensacyjnych filmów kung-fu z lat 80. Wiecie, tacy bohaterowie grani przez Van Damme, Cynthię Rothrock i Michaela Dudikoffa. Czyli wyglądają słodko kiczowato jak na dzisiejsze standardy.

Cynthia ma 6 czarnych pasów i Sonya Blade była wzorowana na jej filmowych rolach.
Niestety, gra nie sprawia mi takiej radochy jak SF czy KoF. Jest po prostu dla mnie trudno-schematyczna. Bawienie się w jakieś specjale czy inne kombinowanie z ciosami przynosi beznadziejne efekty, gdyż czas reakcji komputera jest na bardzo wyśrubowanym poziomie. Z drugiej strony większość walk wygrywa się techniką skok-odskok. Co jest upierdliwie nudne.

Jak wspomniałem jest 7 zawodników (nie licząc tych sterowanych przez komputer), i każdym z nich przemęczyłem się od początku do końca. Pozwolę więc sobie o każdym z nich coś powiedzieć.


Johny Cage to taki koleś który ewidentnie wzorowany jest na van Damme. Robi szpagat z ciosem w jajka, robi wślizg z kopnięciem i strzela jakąś kulą. Średnio się nim grało, szpagat w komputer prawie nigdy nie wchodzi (i w ogóle nie uderza kobiety, wstydzioch jeden, albo gay). Fatality to oderwanie głowy ciosem w podbródek. Średniak jak dla mnie. 


Kano to taki zły koleś do wyboru. Śmiesznie ubrany z obowiązkowym cyber-okiem zła a'la lata '80. Jego atak zasięgowy całkiem całkiem, i szybki do wykonania. Natomiast drugi atak to na klawiaturze mały masochizm. Fatality to wyrwanie bijącego serca. Średniak jak dla mnie, pewnie na joysticku grałoby się nim lepiej.


Raiden to bóg piorunów. Jak na boga przystało, strzela piorunami, teleportuje się i lata w komicznie nienaturalny sposób na chińskiego supermana (krzycząc coś w stylu KHAINEDATHU). W przeciwieństwie to filmowego odpowiednika (granego przez Christophera Lamberta), ten tutaj koleś okazuje się niezłym sukinkotem. Fatality to rozpieprzanie głowy przy pomocy prądu. Dobra postać do grania.


Liu Kang to główny dobry tej gry. Dwa dobre ciosy (które i tak w komputer nie wchodzą) i jakieś takie humanitarne Fatality (cios dwiema nogami i podbródkowy) które na klawierce wchodzi czasami, a czasami nie. Wyjątkowo za to cienki kopniak z wyskoku, który zazwyczaj nie trafia jak u innych postaci. Średniak, ale z tych mocniejszych.


Ja się nie dziwię, że Scorpion jest jedną z dwóch ulubionych postaci z MK I. Dwa dobre ciosy, jeden to atak z teleportacją, i drugi to sławetne sznurowadło, czyli przyciągnięcie przeciwnika na lince do siebie. Obydwa ciosy wchodzą w komputer częściej niż ciosy od innych postaci. Fatality to ściągnięcie swojej maski i spalenie przeciwnika do kości. Mocna postać. Jedna z dwóch mocnych postaci.


Sub-Zero to według mnie druga mocna postać. Jasne, zamrożenie jest takie sobie, jak i wślizg (jeżeli weźmiemy go pod uwagę sam atak). Ale siłą tej postaci, że ma ono niezłe kombo (jedne z nielicznych w tej grze zresztą). Po trafieniu przeciwnika z uppercuta lub kopnięciem z wyskoku należy szybko wyprowadzić wślizg. 2-Hit Combo murowane. Fatality to legendarne (i anatomicznie niewykonalne) wyrwanie głowy z kręgosłupem. Ninjasy mają też dobre kopnięcia z wyskoku.


Sonya Blade to największa pomyłka w tej grze. Jedyne co ją ratuje to atak zasięgowy (o dziwnej metodzie odpalenia, ale za to szybkiej). Pochwycenia przeciwnika nogami (ten atak zadaje duże obrażenia) wygląda fajnie, ale komputer zazwyczaj to zablokuje i sprzeda nam lampę. Nie wspominając o tym, że na bossów (Goro i Shang-Tsunga) to nie działa. Trzeci atak (nazwany w Secret Service "Lotem Trzmiela") pominę milczeniem, gdyż jest bezużyteczny. Fatality to jakieś coś bez pomyślunku. No niby twarda pani komandos, a tu takie cmoknięcie, wypuszczenie wróżki-zębuszki i spopielenie przeciwnika.

Zdziwiłem się, bo przejście gry wszystkimi postaciami zajęło mi jednak 5 godzin. Ale ogólnie było to bardzo męczące przeżycie i dające mi mało satysfakcji.

2 komentarze:

  1. Christophera Lee? Raiden? Przez niesmiertelnego szkota, a nie Christophera Lee :) Christopher Lambert gral go w filmie nr 1, a jednej z gier glos podkladal mu niejaki Kurgan :) czyli Clancy Brown.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawione :P Mam bardzo złą pamięć do nazwisk i imion :P

      Usuń