środa, 8 stycznia 2014

Beamhit Zalicza - Binary Domain

Binary Domain to taki wielki przegrany na zachodzie (wielu szuka tej przyczyny w słabej wersji demo gry). Gra która przeszła bez większego echa, teoretycznie się nie sprzedała, i została teoretycznie skazana na zapomnienie. Chociaż dalej jest nadzieja na część drugą, bowiem w Japonii tytuł sprzedał się całkiem nieźle. Oto gra, którą kupiłem za 5 złotych. Nawet teraz gdy piszę te słowa, na allegro pewnie można poszukać klucza za 15 złotych (i w tej samej cenie wersję w pudełku). Oto jak zajebista gra potrafi zostać wrzucona do jednego koszyka z crapem pokroju Detektywa Rutkowskiego czy Tunelów Afganistanu.

To nie porno, to Tunele Afganistanu!

Jeżeli miałbym porównać grę do jakiegoś tytułu w który grałem, byłby to Resident Evil 4 / 5 z możliwością poruszania się podczas strzału (i kilkoma etapami w stylu celowniczka na szynach czy szalona podróż w jakimś pojeździe). No i zamiast zombiaków mamy futurystyczne i sterylnie wyglądający roboty.

Cała fabuła zaś kręci się wokół Rusty Crew, oddziału który zostaje wysłany na tajną misję (co jest trudne, biorąc pod uwagę jak bardzo wszystko rozpieprzamy w drobny mak) do Japonii, by zbadał tajemnicę stworzenia bardzo ludzkopodobnych robotów (których to tworzenie zabroniła Nowa Konwencja Genewska). My sami wcielamy się w postać typowego amerykańskiego twardziela (widzianego z perspektywy Japończyków), ale na swej drodze nie tylko spotkamy oddział naszych towarzyszy, którzy są fajnie zarysowanymi osobowościami, ale też kilku enpecetów lub tymczasowych towarzyszy podróży. Z każdym można pogadać i poprzez swoje różne odpowiedzi (również podczas misji) budować z nimi nić porozumienia. Albo spowodować, by ciebie znienawidzili. Jest to o tyle ważne, że od relacji zależy nasze zakończenie. A zakończeń mamy trzy z tego co mi wiadomo, i jak to u Japończyków czasami bywa, dzielą się one na złe, tragiczne i najgorsze.

A tu porno według Japończyków - ta 15-latka zechce być twoją dziewczyna.
Warto też wspomnieć, że nasz twardziej jest robofobem, ale podczas swojej podróży najprawdopodobniej zrewiduje swoje poglądy.

W tej grze diabeł tkwi w szczegółach. To one powodują, że ta iście filmowa opowieść jest typowym japońskim majstersztykiem (znaczy to, jak ktoś ma alergię na typowe japońskie zagrywki czy grę aktorską, to tytułu niech lepiej nie odpala). Filmiki są na engine gry, więc przejścia pomiędzy grą a przerywnikami są bardzo płynne. Cieszy ukazany kontrast pomiędzy sterylnymi robotami,a japońskimi slumsami. Cieszy, że każdy bohater ma inną osobowość, i że z takim kumplem Bo działają twarde macho-seksistowskie odzywki (takie jak pomiędzy dwoma trepami), ale już Brytyjczycy będą zażenowani taką gadką. Cieszy, że główny bohater przez większą część niekoniecznie wzbudza naszą sympatię. Cieszy, że (przynajmniej w pokazówkach) nie jesteśmy jednoosobową armią - każdy ma swoje 5-minut. I że nie tylko my jesteśmy od ratowania tyłków innych, ale i inni będą ratować nasze tyłki, łącznie z zasłanianiem nas własnym ciałem. Cieszy, że roboty nie zalewają nas tak absurdalną hordą jak to jest w Stranglehold, i że na swej drodze spotkamy wielu wielkich i wymagających bossów. Cieszy, że fabuła mnie zaskoczyła (po 10 minutach gry dałbym sobie rękę uciąć, że na końcu będzie całkiem inaczej). Cieszy, że "Damsel in Distress" ma twista. No i cieszy, że na końcu największym złem i skurwysynem (SPOILER ALERT) okazuje się... USA.

A co do tych szczegółów jeszcze, to podczas etapu przełażenia przez pociąg (czytaj - przedzierania się przez atakujące nas roboty) rzuciła mi się w oczy jedna rzecz. W pociągach były wydzielone miejsca dla inwalidów. Taka mała duperela, ale się zastanawiam, czy gdyby grę robili amerykanie lub europejczycy, też chciałoby się komuś dbać o takie elementy.

Typowy twardy jankes widziany oczami japońskich deweloperów.
To było dobrze spędzone 12 godzin. Z trzech filmowych strzelanek które zaliczyłem w tym czasie, to Binary Domain dało mi najwięcej frajdy. Jak komuś mało, można też pograć online. I dodatkowo w grze można korzystać z mikrofonu do wydawania rozkazów swoim ludziom (albo do prostego rozmawiania z nimi). Nie wiem jednak jak to działa, gdyż nie korzystałem z tej opcji.

A werdykt końcowy dla mnie może być tylko jeden ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz