niedziela, 8 grudnia 2013

Beamhit Zalicza - 1953: KGB Unleashed


Średnio przepadam za przygodówkami, ale skoro parę tytułów wpadło mi na twardziela, to nie wypada od czasu do czasu w coś zagrać.

I tak zagrałem w 1953: KGB Unleashed (1953: Phobos w oryginale). Historia zapowiada się nieźle, jesteś jakimś rosyjskim elektrykiem który budzi się w jakimś opuszczonym kompleksie gdzieś pod Moskwą. Naszym zadaniem jest wyjść z tego z życiem, a przy okazji odkryć tajemnice tego kompleksu. Kompleksu w którym komuniści prowadzili równoległe badania podobne do tych ze strony Amerykańskiej, a znane chociażby z "Człowieka który gapił się na kozy".

To my, budzimy się w głębokim gównie.
Gra to przygodówka widziana z perspektywy pierwszej osoby. Wystrój jest taki, że większość graczy 30+ znajdzie tutaj wiele znajomych elementów ze swojego dzieciństwa. Te półki, krzesła, szafy w stylu wczesnego Gierka czy lampy w stylu późnego Gomułki. Wszystko tu jest.

Taki dywan miałem w mieszkaniu.
Duży plus za spolszczenie gry. Wszystkie znalezione dokumenty są odpowiednio przygotowane - napisane na maszynie do pisania raporty, rozkazy i przesłuchania wyglądają dostatecznie złowrogo. Aż się chce je wydrukować i użyć na jakiejś sesji RPG. W jakimś Zew Cthulhu czy coś.

Nowości na Rebelu...
Niestety, cała reszta w tej grze to niewypał. Po pierwsze gra jest mało intuicyjna. Jacyś super hardcorowi gracze w przygodówki pewnie będą zachwyceni, ja jednak do nich się nie zaliczam. Po prostu, coś robisz, i nawet nie wiesz, czy dobrze robisz. To tak jak gdy zebrałem wszystkie dane, jak ustawić radio. Wydawało mi się, że dobrze je poustawiałem, a tutaj nic się nie dzieje. Później się okazało, że gdzieś tam odblokowało się tajne przejście. Problem polega na tym, że nijak to zostało nam zakomunikowane. Z tego też powodu kilka razy poszukałem solucji na internecie.

Po drugie zaś, grę zaliczyłem... w dwie i pół godziny. Pewnie przez tą małą intuicyjność zeszło mi "aż tyle" czasu. Za drugim razem zaliczasz grę w godzinę, jeżeli nie w mniej. To już gry z serii znajdź przedmiot (chociażby z polskiego Artifex Mundi) dają większą frajdę i dłuższy czas gry. Całe szczęście dostałem grę za kilka groszy, a nie za 30 złotych (bo taka cena widnieje na Steam).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz