niedziela, 10 listopada 2013

[Raport] Apocalypse World - Caramba Story #04


Streszczenie - dla mnie i dla graczy

Czyli przygody Anioła Abe i Psychola Vincenta ciąg dalszy.

Nasi bohaterowie dojechali na tandemie do obozowiska Washingtona. By nie wyjść im na celownik, psychol zaczął szukać jakiegoś kija, do którego mogliby przywiązać białą szmatę. Zamiast kija jednak, to w okolicy spadły szczątki stacji kosmicznej Mir. Zrobił się wielki popłoch, ludzie Waszyngtona zaczęli krzyczeć o ataku, i innych takich. W całym zamieszaniu Psychol dostał się do obozu, a Anioł nie.

Kiedy już kurze zaczęły opadać, Anioł postanowił dojść do obozu, ale zatrzymały go nasze dwa ulubiony draby Washingtona (Benjamin i Franklin). Jeden chciał go zabić (bo zabił Otto), a drugi nie, bo przecież pracuje dla Washingtona. W końcu Anioł przehandlował tandem (Benjamin się wzruszył - nic mu jeszcze nie dał, bo wszystko kradł do tej pory) by dostać się do Washingtona.

Washington jest wzorowany na Ajatollahu Rock'n'roll'a, gdybyście nie wiedzieli ;)
Obydwaj nasi herosi stanęli przed wściekłym Washingtonem. Anioł przekonał go, że za zdradzieckim atakiem stał McDonald. Gorzej poszło z przekazaniem "posłania" od Repka, oraz z wyzwoleniem Moxx (Anioł odzyskał tylko Sigmunta). Wściekły oddział Washingtona ruszył na Carambę, a bohaterowie zostali sami z resztkami w obozie. Bez środka transportowego (zostali wyrzuceni z furgonów bractwa, jako nietutejsi - ach te -2 Uroku u Psychola).

Bohaterowie zaczęli szukać środków transportu. Anioł znalazł paralotnie, a Psychol stary jednoosobowy poniemiecki motor. Psychol przy okazji wszedł w psychowir, i zobaczył Stena (gość odpowiedzialny za śmierć ukochanej Abe) z ludźmi w płaszczach i kapeluszach (Kot i Pierzchała party).

Anioł bez problemu wystartował i poleciał do Caramby. W motocyklu zaś okazało się, że nie ma paliwa. Składzika pilnował Hulmut Klucznik. Po kilku perypetiach, różnych zagrywkach (opartych na podrywaniu i szeptu do mózgu) udało się zdobyć Baniak nie od Baniaka z paliwem. Psychol i Sigmunt jakoś się zmieścili na motorze i pojechali też do miasta. W międzyczasie psychol dowiedział się wiele o przeszłości Sigmunta, o tym jak opuścił swoją rodzinę, i jak w pośredni sposób przyczynił się do ich śmierci.

Anioł doleciał, i zobaczył, że sytuacja wyrwała się spod kontroli. W mieście wybuchła regularna walka, głównie pomiędzy siłami Washingtona, a McDonalda. Strona repkozycji brała mniejszy udział w całym tym zamieszaniu. Po dachach Aniołowi udało się dostać do Mordowni.

Tymczasem psychol został zatrzymany przez Stena i oddział ludzi w kapeluszach. Niezbyt dobrze skończyło się to spotkanie - Sten zaczął krwawić z uszu i ust, a Vincent i Sigmunt zostali związani i wrzuceni do furgonu. Przynajmniej ruszyli w kierunku Caramby.

Repek opierdalał Anioła jak miło. Nie chodziło przecież o wywołanie regularnej wojny, tylko o symulowany atak na Fabrykę. Jakby sprawy nie były już dość pojebane, to Łonowiec przejął inicjatywę, i poprowadził zwykły lud i obywateli na barykady. Znaczy na Fabrykę. Pojawiła się kolejna siła w Carambie, tym razem wędrująca pod sztandarem "władza w ręce ludu".

W międzyczasie, ku niewiedzy ludzi, na McDonalda spadł Złoty Goblin, zabijając go na miejscu. A Anioł dowiedział się, ze w jego klinice jest coś ukryte. Jakaś broń biologiczna, czy coś.

Sten dojechał do miasta. Jego ludzie ruszyli do Kliniki, a Psychol i Sigmunt zostali dalej w furgonie. Całe "szczęście" jakaś seria z ckmu rozwaliła samochód, i nasz krwawiący Psychol też mógł udać się do Kliniki. Sigmunt został pod samochodem. Tam wydawało mu się, że jest bezpieczniejszy.

Gdzieś w międzyczasie Pułkownik szukał swojego człowieka u Washingtona. Była to Caryca, która chętnie przejęła by władzę nad bandą i pozbyła się Washingtona. Pułkownik i Caryca czekali teraz tylko na dogodny moment.

A to pierwowzór Carycy
Anioł był już w Klinice i się barykadował, gdy wparował tam Vincent. Rozmowa między bohaterami przybrała jednak zły obrót, doszło do szamotaniny. Vincent został postrzelony, a Anioł dziabnięty. Ale to Anioł przejął kontrolę nad sytuacją. Znaczy przejąłby całkowicie, ale nie zwrócił uwagi, że Sten i czworo jego ludzi jest już w Klinice. Pierzchała opatrzył Vincenta (ten zgodził pracować dla Stena), a Kot poszedł wysadzać ścianę w piwnicy.

Okazało się, ze jest tam dużo aparatury i innych takich rzeczy, i działające agregaty. Było też tam wiele różnych wielkich półprzeźroczystych pojemników wypełnionymi jakąś cieczą. W jednym takim pojemniku była jakaś naga czarnoskóra kobieta. Sten powiedział, że to "projekt Ewa", dawna broń biologiczna. Zapewnił, że utrzyma nad nią kontrolę. Tymczasem obudziła się Stary Ross, i zaciekawiona ruszyła do piwnicy.

Okazało się, że Sten jednak nie mógł przejąć kontroli na Ewą. Ta przebudzona przebiła się przez szybę i rzuciła na Stena. Tez zaś momentalnie obrócił się w proch, kiedy ta chwyciła go za szyję.

Anioł starał się wejść w psychowir, ale zobaczył tylko scenę, jak Sten kocha się ze szczęśliwą Rebeką. I skończyło się to stratą przytomności dla Abe.

Vincent rzucił się do ucieczki. Porwał po drodze Starego Ross i wybiegł z Kliniki. Tam jednak też czymś oberwał, i stracił przytomność.

Gdy Abe doszedł do siebie, widział tylko siedzących naprzeciwko siebie Veto i Ewę. Po cichu się ewakuował do Mordowni.

Do Mordowni, gdzie był już Vincent. Dotaszczył go tam Will. była tam też Stary Ross, Repek i Sigmunt.

Walki ucichły, a miasto zostało podzielona na trzy strefy kontroli: Washingtona, Repka i Łonowca. Ludzie McDonalda bo odkryciu śmierci szefa, odpadli z gry.

Repek postanowił dogadać się z Łonowcem. Wysłał więc swojego kuriera, Vincenta. A towarzyszył mu Abe.

Bohaterom udało się dostać do Fabryki, ale Abe, jako wróg ludu i zapyziały wredny kapitalista musiał się nieźle nagimnastykować. Pomogło mu trochę wydarzenie, kiedy rozrzucał swój dobytek ubogim i potrzebującym.

Vincent rozmawiał na osobności z Łonowcem. Starał się go przekonać do wspomożenia Repka, bo to jednak byłoby mniejsze zło, niż Washington u sterów władzy (ach, Psychol i jego -2 Uroku przypominam). Łonowiec nie chciał w ogóle słuchać, o tym, by ktoś taki jak Repek był u władzy. A że Łonowiec sam kiepsko czuł się w roli przywódcy, wyszedł do swojego ludu i powiedział, że będzie teraz nowy władca, mądry i sprawiedliwy... Vincent!

Od tej pory było znowu tylko gorzej, gdyż naszego przerażonego nowego pana i władcę, nikt nie słuchał, tak jak powinien. Sesja skończyła się nowym wielkim marszem ludu na Mordownie...

Wnioski, wskazówki i inne takie:

- Po średniej trzeciej sesji, nastała dobra (4 godzinna, całe spotkanie z przerwami trwało 6 godzin) sesja.

- Mam kłopot z frontami. Znaczy są, ale tak naprawdę znowu je wywalę i przepiszę na nowo, gdyż sesja i tak zajebiście ciągnie się bez nich.

- Dużo było spontanicznych decyzji. Łącznie z trzęsieniem ziemi na początku (stacja Mir - graczowi nie wyszedł rzut na szukanie patyka :) ).

- Niezłe było to, jak gracze się na siebie rzucili. A efekt mechaniczny też był niezły, chociaż to wyszło już po deklaracji. Graczom Hx skoczyło na +4, czyli dostali reset na +1 i pedeka. A że w obydwu przypadkach był to 5 pedek, z całej tej akcji dostali rozwinięcie :)

- Bohaterowie są na wysokich poziomach, gracz od Anioła zastanawia się nad drugą postacią. podoba mu się najwyraźniej ten pomysł.

- Władza w ręce ludu! Pojechałem po bandzie, i pozwoliłem graczom pobawić się w Boga. Kiedy wchodzili w psychowir, zadawałem im pytanie: Kto właśnie ginie. Tak zszedł McDonald i Sten. Caryca też wynikła z wejścia w Psychowir i z pytania, "Co robi teraz Pułkownik?".

- -2 Uroku Psychola jest naprawdę urokliwe. Wszystko co mówi do Ludu, jest przeinaczane w drugą stronę ;) Zamiast uspokoić tłum, to tłum wyjątkowo się podjarał bojowo :) Akcje wyglądały jakoś tak:

- Dajcie obstawę naszemu panu!
- Nie, nie chce żadnej obstawy!
- Co? Chce by podwoić jego obstawę? Ludzie, trzeba podwoić obstawę Vincenta! Więcej obstawy!

- Chwilowo muszę odpocząć od totalnej improwizacji (ale się wyprułem na tej sesji, ho, ho, ho), za dwa tygodnie powrót do Iron Kingdoms.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz