wtorek, 8 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 8: Moja ulubiona postać, którą grałem w KC

No to najfajniejszą jak dla mnie postacią którą grałem (wybór nie był trudny, bo grałem tylko czterema postaciami), był (tan) Drake. Młodzian ten, obowiązkowo styrany przez życie, jak to było w przykazaniach starej polskiej szkoły erpegowej, pochodził z Wyspy Mew.

Ale to nie była taka zwykła podręcznikowa Wyspa Mew. Po prostu rozpisałem dla tej części świata swoją własną historię, by uczynić z mojego bohatera to, czym był.

A był to młody i śliczny paladyn, gładkolicy i pięknie wyglądający w tym swoim białym pancerzu. Ale na włości jego pana najechały złe siły. Czy też używając słownictwa KC, powinienem napisać - Ciemne Złe Siły Mroku Czarnego Typowe Martwiacze. Mój młody bohater podczas ewidentnie przegrywanej bitwy, przyrzekł swojemu panu, że weźmie jego młodą córkę i ucieknie z tego miejsca jak najdalej w pizdu, dając prawowitej następczyni oparcie, opiekę i bezpieczeństwo.

No to wziął mój tą pannę i zwiał. Były to czasy kiedy byłem jeszcze młodym romantykiem (a nie zdziadziałym zboczeńcem), i bardzo chciałem ratować jakieś dziewice i inne takie słabe, niekompetentne, nieporadne, delikatne, wrażliwe, płaczliwe, i skore to przytulania się do mojej gładkiej paladyńskiej piersi sikorki. Ale że zazwyczaj spotkani przeze mnie mistrzowie gry byli prawie zawsze dziewicami płci brzydkiej, to jakoś bardziej im mordy i sieczka na sesjach wychodziła, niż jakieś pół-erotyki dla zakompleksionych hodowcy pryszczy.

Ale do tematu. Jako ukrywający się paladyn w ucieczce z delikatną (i wrażliwą, i nieporadną, i dziewiczą, i płaczliwą, (tutaj dopiszcie sobie inne bzdury)) ex-księżniczką, mój bohater trochę się zmienił. Pancerz miał powyginany i pordzewiały, oczy zmęczone, a na gębie kilkudniowy zarost twardziela wymieszany z kilkudniowym zarostem zakapiora. True Badass! Motherfuckers!

I co?

I dupa.

Nie muszę mówić, że jakiekolwiek wątki które by mnie interesowały w tej postaci, nie zostały w ogóle ruszone 3 metrową tyczką przez MG. Nawet nie zbierało mu się na odgrywanie mej dziewiczej księżniczki (pedała z siebie robić nie będę - motto starej gwardii). Pozostało mi więc tylko w głowie po cichu dopowiadać sobie sceny, które nie rozegrały się nigdy przed nikim innym.

Ale i tak fajnie wspominam ta postać.

3 komentarze:

  1. Zapowiadał się bardzo fajnie ten paladyn. Szkoda chłopaka, że tak się zmarnował. Jak widzę pozostał w sercu u ciebie. Jak znam z doświadczenia jedne z pierwszych postaci pamięta się często dość wyraźnie. Bardzo ciekawy wpis.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aj tam! każdy paladyn tak kończył - najpierw nocami malował swoją zbroje na biało, a potem zapuścił brodę i wory pod oczami. Został tylko Arturius ale to pedał był...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprawda, słyszałem że potrafił zawsze udowodnić swoje męstwo. W każdym napotkanym po drodze burdelu.

      Usuń