czwartek, 24 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 24: Mój ulubiony charakter w KC


Moim ulubionym charakterem, jest dobry. Nieważne, czy praworządny, czy neutralny, czy chaotyczny. Ważne, że dobry. Ja wiem, że to nudne, oklepane, i każdy szanujący się gracz gra chaotycznie neutralnym mrocznym mścicielem, co to może wszystko. Jak widać, nie szanuję się.

Praworządnie dobry - bo lubię zakute pały. Nie ważne, czy to paladyn, paladynka czy Robocop. Lubię opiekować się na sesji słabszymi jednostkami i stawać w ich obronie. No i są tacy dziewiczy, niewinni i czerwieniący się.

Neutralnie dobry - jest jakiś taki we mnie dziki masochistyczny podziw dla męczenników wszelkiej maści. Darcie szat i zasłanianie potrzebujących własną piersią jest dla mnie bardzo fajne.

Chaotycznie dobry - taki wesoły kompan lub towarzyszka w moim wydaniu, zawsze pomoże - radą, dowcipem lub zbrojnym ramieniem. No i lubują się w wyzwaniach łóżkowych.

Dlatego przepraszam, jeżeli ktoś oczekiwał, że będę tu pisał, jak palę, morduję i gwałcę na lewo i prawo w Kryształach Czasu. 

2 komentarze:

  1. O dziwo osób lubiących złe charaktery jest mało. Znaczna większość wybiera dobre lub co najwyżej neutralne. Ja sam, jak napisałem na swoim blogu, lubię Praworządny Dobry z podobnych względów co ty. Jednak sercem i duszą bliżej mi do Praworządnego Neutralnego czyli archetypu sędziego co to by wszystkich rozstawiał po kontach. Więc nawet mój wybór neutralności w sferze moralnej nie jest podyktowany przemożną chęcią mordowania i grzeszenia a tylko wiarą, że poprawnie funkcjonujące prawo jest dobre samo w sobie i nie trzeba dodatkowej motywacji.

    Trochę to zagmatwane, ale zawsze lubiłem taki system charakterów, który bardzo elastycznie pasował do moich koncepcji. W obrębie jednego charakteru zawsze można było stworzyć różnorodne postacie. W końcu Praworządny Neutralny Rycerz inaczej będzie się zachowywał od takiegoż Alchemika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam zawsze chciałem grać tymi złymi, co to przeszli na dobrą stronę, albo którzy coś tam, coś tam, coś tam...

      Coś jak ten mój klaun Szary do Warhammera. Rzeczy w stylu:

      - Czarny Rycerz, który pod wpływem wyrzutów sumienia / miłości / poświęcenia towarzysza / wątpliwości zaczyna przechodzić na stronę dobra

      - Osoba która pod wpływem głupoty i durnoty (młody szlachcic myśląc, że mu wszystko wolno, gwałci służkę; ta później się wiesza / rzuca z okna; wszyscy arystokraci z rodziny mają to teoretycznie w dupie, ale nasz bohater zaczyna mieć wyrzuty, miewa koszmary, majaki, nawiedzają go duchy przeszłości, i zaczyna rozumieć jakim jest kretynem, dupkiem, gwałcicielem i mordercą), albo impulsu (inny szlachcic-bohater dostaje młodą żonkę (ta nie ma nic do powiedzenia), ale okazuje się, że ona tak naprawdę (z wzajemnością) kocha jego brata; gdy nasz bohater przyłapuje ich w intymnej sytuacji, w gniewie zabija obydwoje; po czym z krwią na rękach ucieka) porzuca dotychczasowe życie, przywdziewa szaty pielgrzyma lub zbroję błędnego rycerza, i wędruje po świecie starają się odkupić swoje nieprzebaczalne grzechy.

      - Ktoś niekoniecznie zły, ale na pewno honorowy. Ale pracujący dla tych złych. Ktoś, kto pewnego dnia wykonujący robotę dla tych złych, na swej drodze spotyka młodego dobrego bohatera, i spuszcza mu manto (będąc jednak tym honorowym gościem, puszczam gówniarza (lub gówniarę, skoro mamy równouprawnienie) wolno). 20 poziomów później, młody wypałerzony już dobry bohater (który by w ten czy inny sposób stawał by mi na drodze jeszcze parę razy) z armią dobrych pomagierów przeprowadza szturm na moich pracodawców. I tym razem podczas naszej konfrontacji, to ja dostaję klapsy. Dramatyczną wisienką na torcie by było jeszcze to, jakby moja postać w ostatecznym wielkim finale rzuciłaby się na ratunek tego dobrego. A już szczytem rozkoszy i wystrzałem Wezuwiusza by było to, gdybym przypłacił to życiem. I jeszcze MG pozwoliłby mi na przedśmiertny monolog. I jeszcze ten dobry by płakał nad moimi zwłokami... Chlip... Ale się rozczuliłem, chlip... Klymat!

      Usuń