sobota, 19 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 19: Mój ulubiony golem w KC


Że tak powtórzę za Neurocide: O Boże! Tam było coś takiego?

Nie pamiętam, czy Magia i Miecz uraczyła nas golemami, za to strona Kryształy Czasu na pewno tak. Co nie zmienia faktu, ze nie używałem tych stworów w KC. Zresztą zazwyczaj unikałem tych stworzonych stworów. Ale, by jednak nie dublować poprzedni nudny wpis, opowiem wam historie jednego takiego golema. Powieść okołogolemiczna, ale niekoniecznie okołokacekowa.

Ach, były to czasy kiedy prowadziłem DnD 3.0, i to jeszcze jak prowadziłem DnD w Gliwicach. Czyli wieki temu, rok 2002 lub 2003. Poprowadziłem dosyć jajcarski scenariusz z dosyć dziwnymi założeniami. Oto w pewnym miasteczku żyła sobie pewna ciastkarka, które to wypieki były tak przepyszne, że drużyna się nimi zachwycała. No ale był też ten zły główny prawie monopolistyczny piekarz, który chciał poznać sekret tych dobrych wypieków. No i porwał naszą heroinę (i tutaj muszę uderzyć się w pierś, gdyż oto okazuje się, że miałem gdzieś tam Damulkę w Opałach, o której to zupełnie zapomniałem). A nasi dzielni poszukiwacze ruszyli na ratunek.

Jak pisałem, przygoda była z tych jajcarskich, więc nim drużyna dolazła na ostatnie piętro wieży złego piekarza, musiała pokonać wiele dziwnych przeciwności. Między innymi walkę na targu rybnym, gdzie zamiast broni były używane ryby czy inne owoce morza. I tak zamiast elektrycznym mieczem +1 uderzało się węgorzem elektrycznym +1, zamiast wielkiego dwuręcznego topora uderzało się ogonem rekina, a zamiast shurikenów rzucało się szprotkami. Całe szczęście w drużynie nie było maga, ale pewnie by rzucał jakimś caviarball czy innym magic herring. Ważne, że w tej przygodzie nie było trupów.

Ale co to ja... A tak, ostatnie piętro wieży. Tam drużyna spotkała ostatecznego przeciwnika. Piekarz skrywał się za jednym z niewielu golemów jakich wykorzystałem na moich sesjach. Oto on, najstraszniejszy z najstraszniejszych....

Ciasteczkowy Golem BAJADERKA!!!

Wynikła zażarta walka zakończona pożarciem przeciwnika. Znaczy, drużyna wygrała, i zamiast napełnić kiesę, napełniła tym razem brzuchy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz