czwartek, 17 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 17: Mój ulubiony martwiak materialny w KC


Dziwne, ale nie używałem martwiaków na sesji. Niektórzy pewnie zaś się zastanawiają, czym do licha są te martwiaki, i co mają wspólnego martwiczo zmienione części ciała z RPG?

Otóż nim do użytku naszego polskiego erpegowego słownika przedostał się termin "nieumarły", Artur Szyndler zaserwował nam "martwiaki". A zaserwował je nam w bardzo fajnym sosie. W jednym numerze Magii i Miecz dostaliśmy całkiem niezły podział i rozpiskę martwiaków, godną wręcz jakiejś księgi wiedźmińskiej. Czego tam nie było. Obok szkieletów czy innych zombie, były tam takie egzotyki jak szubieniczniki, zdechlaki, struchlece, cmentary i czarnotrupy. A te się jeszcze zazwyczaj dzieliły na jakieś wersje tępogłowe i miękkogłowe. Strach się bać.

Za to kumpel z którym grywaliśmy tylko w Cyberpunka opowiadał, jak wyrżnął raz całą drużynę w KC z powodu jednej wampirzycy. Była taka przygoda w MiMie - Miriam, Marian czy jakaś inna Magdalenka. Gdzie to w tej przygodzie jakaś wampirzyca ubzdurała sobie, że jeden z bohaterów to jej syn czy coś. No to kumpel się chwalił, jak przyłączył się do mamusi i poderżnął gardła reszcie śpiącej drużyny. Jak to tam leciało z tym zebraniem drużyny, przed wyruszeniem w podróż? A tak poważnie - to jedno z tych wydarzeń, gdy naprawdę poddaję w wątpliwość slogan polskich erpegowców - REALISTYCZNE ODGRYWANIE PONAD WSZYSTKO!

2 komentarze: