poniedziałek, 14 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 14: Mój ulubiony Bohater Niezależny w KC

NPC - National Physique Committee
Będąc głównie mistrzem gry, to było tego trochę. Oj, było.

Po pierwsze - nazywała się Fairchylde i była złodziejką. A tak naprawdę była szpiegiem pewnej złej organizacji. To o niej pisałem podczas dnia 11. Jeżeli kogoś interesuje geneza jej imienia, to powiem że miałem kilku znajomych maniaków komiksów. Takich, co to wychodzi poza TM-Semic i kupowali tr00 amerykańskie komiksy. Tak natrafiłem na wzmiankę o dwóch bohaterkach: Darkchylde i Fairchild. 2 do 2 i mamy nasze imię.

Darkchylde

Fairchild i jej cosplayerka

Jako że Mistrz Gry to kupa i łajza była (ogólnie to miękka faja jestem i granie złymi mi nie wychodzi), to z założenia zła postać stawała się coraz bardziej dobra, co skutkowało w końcu dramatycznym finałem ze łzami w oczach.

Oczywiście, nie samą Fairchylde człowiek żyje. To były czasy kiedy wszystko musiało być super-duper dopięte na ostatni guzik. Dlatego też zrobiłem całą jedną grupę najemników. Sztuk 16. Każdy wylosowany, rozpisany i z własną osobowością. A wyglądali bardziej jak zbieranina ze Street Fightera i Mortal Kombat. I co z tego, że było ich 16, skoro tak naprawdę wykorzystałem 4 (a zapamiętałem do tej pory tak naprawdę 5 enpecetów z tej paczki).

Dowodził nimi El Draco. Super twardziel z twardymi jajami. O, geneza tego gościa była też bardzo prosta. Akurat telewizja puściła pierwszy odcinek Xeny Wojowniczej Księżniczki.

Draco - Zło Wcielone, jak widać
Akurat Draco był na tyle ciekawą męską postacią, że w przeciwieństwie do reszty plemnikonośnych patałachów, ten był honorowy i jednym z nielicznych siepaczy który walczył z Xeną jak równy z równym. I takiego właśnie honorowego skurczybyka chciałem stworzyć.

Jego porucznikiem był Czacha. Półelf Gwardzista-Czarnoksiężnik. Mówi wam to coś? Jeden z moich bohaterów został po prostu wskrzeszony.

Za Czachą zawsze szło dwoje innych bohaterów. Młoda panienka która miała poparzona jedną całą stronę ciała. Nazywali ją Szrama i była symbolem zła, pesymizmu i zepsucia. Drugim towarzyszem był Joel, młody ryży chłopak który cały czas wpieprzał jabłka. Ten to symbolizował dobro, optymizm i życie. Ta dwójka dobrze się uzupełniała i tworzyli taki swoisty związek ying-yang. Albo raczej jedno służyło u Czachy jako aniołek, a drugie jako diabełek.

Postacią którą jeszcze zapamiętałem z tej całej ferajny był jakiś reptilion, który był obandażowany niczym mumia. Zwał się jakoś Sss'eth'hhhsest'sherr'sesh czy jeszcze bardziej kretyńsko. Imię na zasadzie by było dużo S, H, T, R, apostrofów. Klymat kurwa, klymat.

Pozostała jedenastka odeszła w odbyt.

No i na końcu on - Gordo. Wesoły gnoll i kompan bohaterów. Lubił wino, często się śmiał, i cały czas gadał o tej swojej Lukrecji, do której wróci, jak już udowodni swoje męstwo. I że będzie miał z nią dużo fajnych szczeniaków. A co robił gnoll w KC? A o tym napisze jutro.

2 komentarze:

  1. Wow jestem pod wrażeniem tej zbieraniny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem pod wrażeniem bioder cosplayerki.

    OdpowiedzUsuń