piątek, 25 października 2013

20 lat minęło, czyli jakim jestem obecnie erpegowcem

Po 20 latach grania, przerzucania się po wszystkich prawie możliwych konfiguracjach (jak pisałem kiedyś, ominęła mnie tylko stara szkoła), po wielu słowach wypowiedzianych, po wielu kościach rzuconych i po wielu trolerkach, flejmwarach, i pisaniu kto, gdzie i jak jest głupim chujem, a kto boskim "miszczem", stwierdzam jedno.

Jestem elastycznym i tolerancyjnym erpegowcem. Albo po prostu na stare lata się skażualowiłem, albo co.

Ale po kolei. Moja spowiedź.

Czysty Storytelling vs. Turlactwo Do Kwadratu

Potrafię grać zarówno bez żadnej mechaniki, jak i turlać co minutę kostkami. Potrafię się dostosować.

Opisy vs. Figurki

Mogę prowadzić walki na podstawie zwykłego opisu, ale uwielbiam też przestawianie figurek na planszy. Z jednego i drugiego aspektu czerpię frajdę.

Zmienianie Zasad vs. Rulelayerstwo

Mogę grać u MG, który nagina zasady jak chce, jak i u MG, dla którego zapisane zasady są wyryte w kamieniu. Och, oczywiście, że czasami się spytam, czemu tak, albo dlaczego nie tak. Ale to nie zmienia faktu, że nie chce mi się kłócić przy stole.

Otwarty Scenariusz vs. Jazda Na Torach

Nie, nie musi mi przeszkadzać, że MG stosuje liniowy scenariusz, iluzje i wsadza graczy na tory. Podobnie nie będzie mi przeszkadzała pełna dowolność w działaniu.

Zbalansowany System vs. Niezbalansowany System

Nie przeszkadza mi ani sztuczny balans, ani jego brak. Mogę grać w drużynie, gdzie każdy w zdolnościach jest sobie równy. Mogę też grać młodą, słabą i co chwilę płaczącą damulką w drużynie złożonej z Conana, Gandalfa i Robin Hooda.

Każualne Bułeczki vs. Hardcorowi Gracze

Nie przeszkadza mi granie z ludźmi, którzy nie jarzą mechaniki albo angielskiego. Zawsze spokojnie służę pomocą przy stole, i mnie to nie denerwuje. Z graczami którzy potrafią wyciskać ze swoich postaci supercombosy też potrafię grać. I nie czuję zazdrości.

Skajp vs. Ikea

Nie przeszkadza mi granie przez Skype (przeszkadza mi tylko mój chujowy sprzęt, ale może się to zmieni). Przy stole też oczywiście lubię grać (okej, stolik u ostatniego MG, gdzie dla 6 graczy był przeznaczony stoliczek 1m x 1m, był troszeczkę małym przegięciem, ale dało radę).

Mainstream vs. Indie

Wydawca mi nie przeszkadza. Dziwne rozwiązania mechaniczne też nie. I grubość podręcznika.

PDF vs. Martwe Drzewa

Mogę na sesji korzystać ze smartphone / tableta / laptopa. Mogę na sesji korzystać z grubej księgi.

Długie Kampanie vs. Krótkie Zamknięte Historie

Mogę trzy lata grać jedną postacią. Mogę też grać krótkie zamknięte historie, od jednej do pięciu sesji.

Realizm vs. Dziwactwa Mechaniczne

Potrafię grać w systemy starające się być bardzo realistyczne. I przy okazji nie przeszkadza mi możliwość zrobienia w nWoD człowieka, który potrafi zgodnie z zasadami przeżyć wyskok z samolotu. Z dowolnej wysokości.

Aktywni vs. Pasywni

Gra z aktywnymi graczami jest fajna. Ale granie z pasywnymi graczami dla mnie nie jest chujowe. Dyskryminowanie zamkniętego w sobie flegmatyka jest dla mnie tak samo passe, jak dyskryminowanie na sesji gracza-kobiety / gracza-Żyda / gracza-geja.

Młodzi vs. Starzy

Mogę grać ze starą gwardią. Wiedzą czego chcą, znają swój ulubiony system na wylot, i są w moim wieku. Lubię też młodych graczy - potrafią mnie rozruszać, zarazić swoim entuzjazmem i są chętni na dziwne wynalazki.

Trzewik vs. Drone vs. Borejko vs. Zigzak vs. Petra vs. Arioch vs. Ojciec Kanonik vs. Repek vs. Darken vs. LukrecjuszAnaniusz vs. Kastor Krieg vs. von Mansfeld vs. Gieferg vs. Molobo vs. (Tutaj Wstawcie Sobie Dowolnego Fundomitę)

Nic do nich nie mam i z każdym z nich mogę zagrać. Uścisnąć rękę, porozmawiać i napić się Cola Original Light z Biedronki (to oczywiście z mojej strony, nikogo nie zmuszam do picia tego świństwa, inni niech piją co chcą). Porozmawiać o jesiennej gawędzie, gołych cyckach w promocji, Anglii, druku 3d, feminizmie, skajpie, starej szkole, polterze, wydawnictwie niezależnym, Dupmieście, tłumaczeniu, mechanice, wiedźminie, czy po prostu spytać się, czy koleś żyje i co porabiał przez ostatnie 10 lat.

Jak widać, na starość Beamhit chyba się popsuł. Albo po prostu za dużo już wypiłem dzisiaj tego Cola Oryginal Light z Biedronki.

12 komentarzy:

  1. A jak znajdujesz dziś siebie erpegowego sprzed 10 LAT?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 10 lat temu to był bardzo ciekawy okres - będzie nie tylko o mnie, ale będzie też wspominkowo. Z mojej strony? Fascynacja DnD 3.0. Zawsze lubiłem fantasy, a zobaczenie tych kolorowych grubych podręczników w sklepie (2 lata wcześniej) z miejsca mnie zauroczyło. No bo z jednej strony miałem czarno-białe Deadlands, chude, dużą czcionką pisane, z dużymi marginesami, a z drugiej takie DnD. Nawet cena wydawała mi się smakowita. By nie skłamać, jeden podręcznik do DL kosztował 95 złotych (musiałeś kupić dwa by mieć komplet). Do DnD 1 kosztował 85 złotych (co prawda musiałeś kupić 3 by mieć komplet, ale i tak wydawało mi się to atrakcyjniejsze). Z ciekawostek, nikt nigdy nie psioczył, ze DL jest w dwóch księgyjach, ale psioczenie, że DnD jest w trzech później stało się modne. Przy okazji - w 2003 jeszcze nikt nie psioczył, kto ma jaką podstawkę i w ilu częściach.

      Było też ciekawie na rynku. Wydawnictwo Mag odeszło od erpegów, natomiast pojawił się na rynku nowy gracz - wydawnictwo Portal. Jasne, byli już na rynku 4 lata, ale to w 2003 roku przecież wydali Neuroshimę. Była oczywiście jeszcze ISA (wejście w polską wersję DnD). A Copernicus na razie w tym okresie spał erpegowo.

      Polter był jednym z wielu for. Już wtedy było coś takiego, jak solidarność ze swoim forum, i ogólna niechęć pokazywana na każdym kroku stronie przeciwnej. Ludzie z forum DnD bardzo nie lubili forum Poltera, i na odwrót. Tym bardziej zdziwiła wszystkich decyzja bukwy, który nas sprzedał za garść srebników. I tak później doszło do fuzji i Polter stał się teoretycznie potęgą forumową.

      2003 rok, był to też okres, kiedy pierwszy raz do głosu zaczęli dochodzić ludzie, dla których nie liczył się mhroczny klimat i teatralne odgrywanie postaci na sesji. Dochodzili do głosu, ale "klimaciarzom" się to bardzo nie podobało. Do takich prekursorów innego grania zaliczam Molobo z forum DnD, oraz Sheeprocket'a z forum ISY. można powiedzieć, że to dzięki im zacząłem spoglądać na RPG trochę inaczej.

      Takie osoby jak Molobo i Sheeprocket dali ważną lekcję (IMO) fundomowi. W 2003 roku była tylko jedna jedyna szkoła grania w RPG. Realizm, klimat i cierpienie ;) I ludzie z takim podejściem starali się grać w DnD. I odbijali się od ściany. Sam Ignacy Trzewiczek nic nie miał jeszcze do DnD. Ba, chciał coś ugryźć dla siebie z tego tortu:

      http://polter.pl/Plany-wydawnicze-d20-na-rok-2003-w2708

      Tak było chociażby z Pantharem. Pamiętam rozmowę z trzewikiem (miałem robić statystyki do tego podręcznika): I zrób takie statystyki kapitanów (miało się tam grać przedstawicielami takiej specyficznej gildii złodziei, a kapitanowie to miały być dowodzące jednostki czegoś, co było tamtejszymi siłami porządkowymi), że jak gracze zobaczą je w podręczniku, to się z miejsca posrają. Niestety, podczas pierwszej sesji playtestowej trzewik wyrżnął całą drużynę, bo nie zrozumieli, że w jego d20 nie gra się jak w DnD. I zaczęła się nagonka na Dedeki ;)

      2003 roku to był niestety też okres intensywnego piracenia pedeefów. Tak, przyznaję się. Piraciłem. Ale piracili wszyscy jak jeden mąż. Każdy na forum DnD później pisał, czego to nie zna i jakich to podręczników nie ma. A później wychodziło, że na miesiąc kupuje więcej podręczników, niż wynosiła wartość przeciętnej wypłaty w tamtym okresie. By jednak nie było - mam na półce kilka dziwnych rzeczy do 3 edycji d20 ;)

      Okej, a ja jakim byłem graczem? Normalnym jak na tamten okres. Z jednej strony klimatyczny i cierpiący, z drugiej, zaczynający doceniać mechanikę na sesji. Ale co najważniejsze, byłem zafascynowany cały czas erpegami. I mam nadzieję, ze za następne 10 lat, będę mógł powiedzieć to samo.

      Usuń
  2. Tolerancyjność i elastyczność nie jest oznaką popsucie, według mnie takiego erpegowca to ze świecą szukać. Niestety ja w swojej karierze trafiłam na przemiłą drużynę wyznawców jedynego słusznego systemu, czyli 2 edycyjnego warhammera. Każda inna edycja była zła, każdy inny system również, oraz wyznajemy jedynego, słusznego MG, bo inni nie są fajni. Dopiera parę miesięcy temu udało mi się znaleźć garstkę ludzi, którym inne systemy nie straszne. W moim miasteczku, zakrawa to wręcz o cud, więc naprawdę warto docenić wszechstronnych graczy.

    Z pozdrowieniami, stała czytelniczka, która dopiero dziś napisała pierwszy komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pozdrowienia. Też pozdrawiam. I innych moich lurkerów też oczywiście pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Dokładnie, to zdecydowanie nie jest oznaka starzenia czy czegoś podobnego, tylko dojrzałości i uświadomienia sobie, że pewne rzeczy wzajemnie się nie wykluczają, że mogą współistnieć. Nie chodzi o to, że nie można mieć poglądów, ale że tworzone w społecznej świadomości opozycje są fałszywe, że służą tylko do opisu możliwości a nie militarnej indoktrynacji. [patos mode on]Mentalność albo-albo to, powiadam, plaga współczesnej rzeczywistości[patos mode off]. Nie tylko w RPG, ale w ogóle. Mam dość, absolutnie dość, ciągłych walk między zwolennikami opcji, które bez trudu mogłyby obok siebie rosnąć i kwitnąć. Tęcza, ptaki śpiewają, słońce świeci. Pozdrawiam, doceniam, ściskam prawicę.

      Usuń
  3. O, tam ten ostatni obrazek na planszy, to jesteś Ty:

    http://2.bp.blogspot.com/_r0XNCll5JNw/TFXU0mI4BRI/AAAAAAAAAGY/STyGSFpmTKs/s1600/skanuj0003.jpg

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Albo nawet tutaj, trzeci obrazek: http://1.bp.blogspot.com/_r0XNCll5JNw/TFXVWlgvmhI/AAAAAAAAAGg/vVu8RC8GKcA/s1600/skanuj0004.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ten komiks? Wygląda fajnie.

      Usuń
    2. Ja tam nie wiem. Pytaj się bezpośrednio Michała, najlepiej na jego blogu lub G+.

      Usuń
  5. Beamhit, Ty taka galareta społeczna jesteś.

    OdpowiedzUsuń