poniedziałek, 9 września 2013

30-dniowe Wyzwanie WFRP. Dzień 9: Ulubiona postać, którą grałem


Naprawdę chcecie wiedzieć? No dobra. Ale ostrzegam, że grozi to 6 punktami obłędu już na starcie tej historii. A później będzie gorzej.

Moją ulubioną postacią być mutant, były wyznawca Khorna, nawrócony z powodu miłości do wyznawczyni Slaanesha, ścigany przez (zabitego już trzy razy) brata, i w wiecznej tułaczce w poszukiwaniu zaginionej córki, która została oddana Morrowi...

Naprawdę, poważnie, na wszystkie świętości i wymiociny tego świata, chcecie dalej tego słuchać? Znaczy czytać?

Twardzi jesteście.

A jeżeli powiem, ze jego pierwsze Alter Ego było wzorowane na postaci z mordobicia?

Co, dalej tu jesteście?

Jego historia była spisana w 32-stronicowym zeszycie! Całym!

Dalej to czytacie? Prawdziwe z was sukinkoty.

Miał do tego dużo zajebistych zdolności, ale i tak z nich nie korzystał, bo taki byłem klimatyczny.

Dalej jesteście ze mną?

I miał dobry charakter!

No dobra, nie odeszliście od monitora, to chyba winny jestem wam trochę więcej wyjaśnień.

Gościu nie używał swojego imienia. Często zmieniał wygląd i swoje imię, ale ci nieliczni przyjaciele którzy go poznali bliżej, zwali go Szarym. Jego historia była tak przemrocznie przezajebista, że aż prawie masturbowałem się do niej. Dzisiaj pozostaje mi tylko z politowaniem pokiwać nad nią głową.

On i jego brat to były sieroty wojenne. Przygarnęli ich marauderzy chaosu, a Khorne do nich przemówił. Brat dostał więcej zajebistych bojowych darów, mój bohater zaś dostał dary i mutacje mniej rzucające się w oczy. Był szpiegiem, i miał zinfiltrować kult Slaanesha. Ale zakochał się z wzajemnością w jednej wyznawczyni. Uciekli, przespali się, urodziła im się córeczka, znalazł ich brat, brat zabił moją lubą, ja zabiłem brata (po raz pierwszy), oddałem córkę kapłanowi Morra, żyłem życiem pustelniczym w klasztorze Shallyi (jako ogrodnik), ale przeszłość mnie dorwała. Brat wrócił. Zrozumiałem, że chce dorwać moją córkę. I tak wyruszyłem w świat na nowo. Przybierając różne imiona i różne role, zaczął poznawać różnych innych bohaterów.

Tyle w wielkim skrócie. Tandetny harlekin dla dojrzewających chłopców.

Długo nim grałem, przeżyłem naprawdę wiele. I to były fajne sesje :) Na zawsze pozostanie w moim sercu :)

A tak, miałem jeszcze o tym. Jego pierwsze alter-ego nazywało się Goenitz, i wyglądało tak:




W oryginale był to boss z King of Fighters'96. Wiele żetonów przegrałem na tym automacie ;)

5 komentarzy:

  1. Były rajfur, albinos z tatuażem pająka na policzku. Jego prawa ręka była wielokrotnie złamana i spalona (dużo krytyków w walce). Miał hobby - zbierał części ciała martwych wrogów i wrzucał je do studni w mijanych wsiach. Imię jego Muertor.

    Gówniane nastoletnie czasy.

    Miła foczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, rajfur.

      Kumpel miał poborcę podatkowego, syna rajfura i dziwki.

      I racja, gówniane nastoletnie czasy :) Ale wtedy to było fajne i zajebiste.

      Usuń
  2. "mutant, były wyznawca Khorna"
    "miał dobry charakter"

    wut

    Podziwiam MG, że na takie coś pozwolił. Widziałem jak ktoś kiedyś grał synem Ulryka, wtedy myślałem że to już granica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogranicza ciebie wyobraźnia ;)

      Usuń
    2. A tak na serio, wszyscy używali Warhammera, by tworzyć swoją własną wizję fantaziaka idealnego, i wprowadzali te elementy, które tak bardzo chcieli widzieć na swoich sesjach ;) To nie były takie czasy jak dzisiaj, gdy mam do wyboru 2k100 + 50 systemów ;)

      Wtedy był tylko Warhammer (i Kryształy Czasu w odcinkach).

      Usuń