wtorek, 17 września 2013

30-dniowe Wyzwanie WFRP. Dzień 17: Ulubione zwierzę lub potwór


Potworów, jeżeli pod ta kategorię wrzucimy monstra w stylu chimery czy hippogryfa, na sesjach nie używałem. I jakoś tak na sesjach nie spotykałem.

Jeżeli miałbym wskazać zwierzę z sesji które grałem, które najbardziej utkwiło mi w pamięci, to krokodyl. Tak moi mili, krokodyl.

Znajomy prowadził sesję, w której naszym zadaniem było dla jakiejś magicznej persony (czarownika znaczy się) wykraść krokodyla z Aldorfskiego Zoo. Ile było przebojów, ile zabawy, ile śmiechu. A bestia wyjątkowo nie chciała współpracować w kidnapingu.

Zaś z sesji które prowadziłem, to świnia. Drużynowy samuraj raz podczas jakiejś walki czy czegoś tam wpadł do chlewa. I wyłożył się na świni (czy też raczej, podłożyłem mu świnię). Ta momentalnie się w nim zakochała. I kiedy drużyna wyruszyła w dalsza podróż, ta postanowiła ruszyć za swoim ukochanym. Od tej pory jako wstawki komediowe, była opisywana podróż świni, która dochodziła zawsze po pewnym czasie do miejsc, gdzie bywała wcześniej drużyna.

Jeżeli więc zauważycie gdzieś na trakcie w Starym Świecie świnkę, wokół której głowy kręcą się serduszka, to nie stawajcie jej na drodze.

PS. Wiem co by odpowiedział kumpel - TYGRYS. W Warhammerze bardzo chciał mieć tresowanego tygrysa na własność. No i kiedyś uzbierał i master pozwolił mu kupić "małego" kociaka. Ale MG zdradził przed resztą drużyny (po jakimś czasie), że jak tygrys podrośnie, to kumpel dostanie mocno do wyboru - albo go zabije, albo zostanie zjedzony. Tacy to kiedyś byliśmy mhroczni, źli i wredni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz