poniedziałek, 2 września 2013

30-dniowe Wyzwanie WFRP. Dzień 1: Jak zacząłem grać w Warhammera


Adriano Kuc zaproponował nową zabawę, więc niech będzie.

Pisząc o tym jak zacząłem grać w Warhammera, mam równocześnie na myśli, jak zacząłem grac w RPG. Nie pamiętam który to był rok - 1994 czy 1995 - dostałem możliwość zagrania pierwszy raz w sesję RPG. Do tej pory były to głównie fantazje związane z lekturą kolejnych MiMów. Ale, że tak zacytuję Kick-Ass'a - W życiu każdego seryjnego mordercy nadchodzi ta chwila, kiedy sobie uzmysławia, że fantazjowanie nie wystarczy.

Pierwszym moim mistrzem gry był Remigiusz W. (dla tych co chcą poszukać bardziej - facet od Warhammera 1940 i tłumaczenia Modern D20 na polski język). Graliśmy u niego na chacie - on, ja i dwóch jeszcze chłopaków. Albo raczej powinienem napisać - facetów. Będąc totalnym gówniarzem ze szkoły średniej dosyć wyróżniałem się na tle studentów. Nie przeszkadzało mi to jednak kłamać bez zająknięcia, jakie to mam 50-letnie doświadczenie w graniu w RPG.

Moją pierwszą postacią był... Traper, młodzik o imieniu Audrey. Trochę czasu minęło, nim zajarzyłem, że mój pierwszy uber-hiros miał babskie imię :)

Sesji było łącznie trzy lub cztery. Drużyna została dosyć szybko aresztowana (pod byle pretekstem) i dostali do wyboru - stryczek lub wyciągnięcie córki jakiegoś szlachcica z miasta ogarniętego zarazą. Takie tam railoadingowe głupotki, ale wtedy byłem zachwycony.

Po tych trzech / czterech sesjach, kiedy zakończyliśmy nasza przygodę, MG wziął nas każdego na stronę i przydzielił pedeki. Ku mojemu przerażeniu ( :-D ) dostałem całe 110 PD. A już sobie w domu rozpisałem plan, jak to się będę łamał z zabójca. Moja wizja najlepszego zabójcy w Imperium (o uroczym imieniu Audrey) została brutalnie strzaskana i rozpieprzona w drobny mak :)

Tak zacząłem grać. A jak zacząłem prowadzić?

Zaprosiłem Remigiusza i innych do siebie. Moja pierwsza sesja jako MG ever. Nie pamiętam fabuły, chyba właściwie nawet żadnej tam nie było. Wydawało mi się, jaki to jestem boski i wspaniały i wszyscy dobrze się bawią. Po sesji Remigiusz jednak zaczął wytykać mi różne błędy, a ja zacząłem kurczyć się i maleć. Będąc wrażliwym chłopcem spojrzałem w lustro załzawionymi oczami i zaprzysiągłem sobie, że już nigdy nie będę prowadził (mroczna muzyka i odgłosy piorunów w tle). Ale jak to w Kick-Assie (tym razem tym komiksowym) powiedziano - powołania nie oszukasz. I tak gram i prowadzę (nie koniecznie Warhammera) do dnia dzisiejszego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz