niedziela, 4 sierpnia 2013

[Raport] Warhammer II edycja - Mieczem i Piórem #01


Do pewnej mieściny przybyły dwie grupy. Johan Aptekarz, Marcus Hiena Cmentarna oraz Anna Skryba to była jedna grupa. Młodzi ludzie, którzy porzucili swoje dotychczasowe życie i zostali poszukiwaczami przygód. Znaczy poszukiwaczami przygód zostali Johan i Marcus, Anna miała tylko zamiar opisać ich bohaterskie czyny w swojej księdze. W zależności kogo spytać, znali się albo miesiąc, albo dwa dni...

Drugą grupę stanowili Nickodemus, brutalny Łowca Nagród i niziołek w jednej osobie, oraz Adolf Weimer, młody szlachcic i popychadło Nickodemusa. Tak, mały rządził wielkim, gdyby ktoś się pytał.

Posiedzenie w karczmie, zajeździe, czy jak to się tam nazywało, przebiegało spokojnie, ale okazało się, że nie ma tam miejsca na nocleg, a właściciel przybytku poradził wynająć od kogoś jakąś szopę od miejscowych. niziołek przeklinający wszystko na czym świat stoi, i jego szlachecki współtowarzysz opuścili zajazd i wyruszyli na poszukiwanie szopy / stajni / chlewu do przeczekania nocy. W tym czasie grupa Johan / Anna / Marcus (dalej zwana DŻEMEM, znaczy JAM) zjadła, wypiła i też wyruszyła na poszukiwanie miejsca do przespania. Byli jednak pod obserwacją czwórki tutejszych młodych oprychów, którzy później zaczepili naszych bohaterów. Chcieli "podatku" od wejścia do Averlandu, Hochlandu czy innego Stirlandu (nie pamiętam gdzie, pamiętam tylko, ze na końcu był Land ;) ). Okazało się, że JAM są biedni jak myszy z klasztoru Sigmara, więc bandziory zażądali wszystkiego innego, w tym (o zgrozo) dwóch świeczek i pięciu zapałek Anny.

Akurat na całą sytuację napatoczył się Nickodemus z Adolfem. Niziołek szybko zrzucił garnek, przywdział dwa kastety, i rzucił się do szaleńczego ataku. Wyglądało to jakoś tak:



Wywiązała się brutalna, krwawa, bezlitosna walka, gdzie wszystkie chwyty były dozwolone. No dobra, właściwie to tylko jeden cios doszedł do celu - Anna została mocno spoliczkowana przez jednego z napastników. Niemniej jednak było nas 5 na 4, więc przeciwnicy dali dyla (zabierając ze sobą tylko sakiewkę panny Schreiber).

Niestety wybawcy JAM tak jak się szybko pojawili, tak się szybko zmyli. JAM więc nie pozostało nic innego, jak wyruszyć na poszukiwanie swoich tajemniczych wybawców (którzy zostali ochrzczeni mianem zamaskowanego mściciela Batlinga i jego pomagiera Robina).

JAM znaleźli w końcu swoich wybawców gdzieś pod gołym niebem, gdzie nizioł robił zupę cebulową, zaś szlachcic został pogoniony do noszenia drewna na ognisko.

Obydwie grupy szybko się zapoznały i postanowiły połączyć siły. Tak powstała grupa Mieczem i Piórem (bo każdy w dream-teamie był piśmienny). Dnia kolejnego MiP (dawniej JAM) postanowili odwiedzić tutejszego kasztelana (czy jak to tam odpowiednik w reikspielu by brzmiał) w zapytaniu, czy miałby dla nich jakieś zlecenie. Kasztelan jednak poszedł na ryby, więc drużyna musiała poczekać na jago powrót. Ale opłacało się.

Kasztelan, Pan Wess, dał im zlecenie odnalezienia zaginionej barki rzecznej. Pierwsze zadanie przed nami...

WNIOSKI:

Było to moje spotkanie z trzema zupełnie nieznanymi mi osobami, więc nie wiedziałem do końca z czym mogłem mieć do czynienia. Byłem tam jako gracz (o mojej awersji do Warhammera II edycji jako MG już pisałem jakiś czas temu), więc zjawiliśmy się tam (znaczy ja i moja żona) z gotowymi postaciami. Oprócz MG i dwóch graczy których osobiście na żywo nie znałem, pojawił się tam jeszcze znajomy z moich sesji w Iron Kingdoms. Okazało się, że tylko my już mamy jakieś rozpisane karty, więc czasu starczyło nam tylko na wyrolowanie trzech bohaterów i zrobienie wprowadzenia.

Sesja wyszła luźna i jajcarska. Gracze zaś starali się różnie. Najgorzej miał chyba gracz od szlachcica, którego dopiero to była druga sesja, i dopiero starał się chyba odnajdywać w Arkanach Erpegowania. Aptekarz prowadzony przez mojego gracza z Iron Kingdoms wyszedł bardzo podobnie do jego kapłana. Chociaż to też jest jeszcze świeżynka i kształtuje dopiero swoją drogę ninja. Hiena cmentarna żony wyszedł na normalnym poziomie - trochę odgrywania, trochę śmiechu. Nizioł (gracz z dużym stażem) wyszedł bardzo dobrze - trochę gburowaty, trochę chamski, trochę jednak rzucający się na ratunek ludziom w potrzebie. O mojej Annie nie będę się zbytnio wypowiadał. Wyszło, jak wyszło. Dodatkowo jestem przyzwyczajony do grup 3- lub 4-osobowych, 5-osobowy skład powodował, że miałem wrażenie, ze przynajmniej jedna osoba w danym momencie się nudzi. Zwłaszcza, że w moim odczuciu najaktywniejszymi graczami był gracz od niziołka i ja, i musieliśmy czasami wypychać szlachcica na "środek sceny", by coś też mógł pograć.

Przechodzimy do MG, i do czegoś co nazywam klątwą udoskonalania doskonałego Warhammera. Po przybyciu dowiedziałem się o wielu house-rulach. Idziemy:

- Broń palna w normalnej wersji jest chujowa, więc ma większe obrażenia.
- Brakuje Percepcji w Cechach, więc dorzucamy Percepcję.
- Pancerz jest za mocny, więc skórznia ma 50% na wyparowanie 1 punktu obrażeń, kolczuga ma 1 punkt, a płytówka 2 punkty.
- Pedeki dopiero na koniec kampanii (co jak zrozumiałem oznacza też przeskok kilku lat pomiędzy poszczególnymi kampaniami), by rozwijanie postaci było realistyczne.

Jako, że jestem wyznawcą zasady "biorę system, jakim jest", stwierdzam osobiście, że te zmiany są niepotrzebne. Ale co kto lubi, zaakceptowałem, niech tam będzie ;)

Prowadzenie sesji MG wyszło na normalnym poziomie, więc chętnie zagram dalej, i mam przeczucie, że pomimo niezgadzaniu się w paru kwestiach, będzie grało nam się dobrze . Jedyne co spowodowało moje zdziwienie, to bronienie swojej wizji w momencie, kiedy to tak naprawdę nie ma znaczenia. Ani mechanicznego, ani fabularnego - czegoś, co jest tylko kolorem. Jako JAM preferowaliśmy dopiero poznanie się (przynajmniej 2/3 JAMu tak preferowało), MG bardzo chciał, byśmy znali się już miesiąc. Stąd późniejsze dowcipy "znamy się już cały miesiąc, albo dopiero dwa dni - w zależności kogo się spytasz" ;)

Inne zaś spostrzeżenia mam co do tej krótkiej walki, która się odbyła. Przypomniało mi to, dlaczego średnio lubię tą mechanikę. Z kilku ciosów tylko jeden doszedł do celu, całe szczęście był to tylko policzek wymierzony w moją Annę. Może też tak wyszło, że nie gramy jakimiś normalnymi przepakami, tylko taką w miarę normalną zbieraniną młodych poszukiwaczy przygód. Na sesji tez powstałe wspaniałe dzieło autorstwa Alienia, przedstawiające naszą wspaniałą zbieraninę.


Od lewej:
Anna Schreiber (która taszczy na plecach wielką księgę niespisanych jeszcze przygód)
Wąsaty szlachcic i pomagier niziołka Adolf Weimer
Niziołek, łowca nagród i pugilista - Nickodemus (w księdze Anny opisany jako dwumetrowy dryblas)
Chudy i blady Marcus, nieoficjalnie rozkopywacz grobów, a oficjalnie ex-strażnik cmentarza
Aptekarz który spalił swoją aptekę, mistrz mikstur, warzenia, ważenia i pożarów - Johan 

1 komentarz:

  1. Poprawka cały Jam się zgadzał ale Johann ma innę poczucie czasy. Ale planuje pewne zmiany w zachowaniu Johanna gdyż Vator może być tylko jeden.

    OdpowiedzUsuń