wtorek, 13 sierpnia 2013

Beamhit Zalicza - Grotesque Tactics: Evil Heroes


Po pierwsze - kocham tacticsy. Po drugie - staram się zaliczać całą grę, jaką zakupię. Po trzecie - jestem masochistą.

I te właśnie te trzy punkty (z naciskiem na trzeci) sprawiły, że przeszedłem tą grę.

Z założenia gra nie wygląda tak źle. Ot, parodia wszystkich japońskich tacticsów, biegająca na podobnych założeniach. Problem wynika z tego, jak przelano ten pomysł na zera i jedynki.

Graficznie gra wygląda na jakieś 10 lat (jeżeli nie więcej), zaś chodzi na moim sprzęcie, jak jakiś port z niewydanego jeszcze next-gena. Często się też wiesza i wgrywa się niemiłosiernie długo. I ten humor. Jestem prostym człowiekiem, lubię prosty, świński czy też chamski humor, ale w tej grze nie uśmiechnąłem się ani razu. Może się po prostu już zestarzałem, albo popsułem.

Gra opowiada perypetie emo-kida i jego bandy pomagierów. Jest więc Holy Avatar i podążające (bardziej pasuje jednak słowo "pożądające") za nim (i paskudnie narysowane) 3 skąpo ubrane dziewoje, goblin pijak, czarny czarnuch (nazywa się West i ma białego brata, który nazywa się East - no śmieszne, kurwa, że aż boki zrywać), aniołeczek i wampirzyca. SPOILER - no i przyłącza się do nas oczywiście jeden z pomagierów (obowiązkowy bishonen) głównych złych.

Reszta to po prostu prosty tactics, gdzie bohaterowie mają dwie zdolności na krzyż. Nuda panie. Nie polecam nikomu.

A tu jeszcze kiedyś czekają mnie kolejne dwie części do zaliczenia. Masochizm czasami jest złym fetyszem.

"Nazywam się Mandy, hihihi... Możecie już fapować, hihihi..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz