czwartek, 4 lipca 2013

Jak Zajebiście Opisywać Walki...


...czyli mój poradnik dla graczy nie tylko do Armii Apokalipsy.

Na wstępie chciałbym jednak zaznaczyć, że jest to moje podejście do grania, nie przedstawia więc ani oficjalnego, ani jedynego słusznego sposobu grania w AA. A wszystkie zdania poniżej stworzone, nawet jeżeli mają ton mądruska, nie są prawdami objawionymi. Są po prostu zdaniami mojszymi i należy wszystkie zdania traktować jako IMO. Nie jest to też poradnik "jak zajebiście być zajebistym" per se, tylko wskazówka na to, jak przełamać pewne stereotypy i zacząć trochę eksperymentować. Wskazówka, ze można troszeczkę inaczej.

Jest to rozwinięcie mojego poprzedniego wpisu (o tym jak traktuję Epickie Starcia). Niemniej stwierdziłem, że to co chcę tutaj napisać nadaje się do dowolnego systemu, gdzie walki opierają się na walce o prawo do narracji, a nie o zadanie ciosu kataną +5.

Dla tych którzy nie znają AA - mamy w tym systemie dwa różne starcia. Klasyczne, gdzie uderza się z piąchy, strzela się z karabinów, czy zakłada się dźwignię przeciwnikowi. I Epickie Starcia, gdzie walą się domy, latają samochody i bohaterowie działają i wyglądają jak koszmar zigzaka.

Chciałem na początku zwrócić uwagę, że podczas Epicznego Starcia nie walczy się o prawo dania w ryja. Walczy się o prawo do narracji. A jak napisałem na forum AA, potężne prawo to jest. No bo cóż można zrobić, kiedy się wygra i można opisać co się chce? Prawie wszystko (za wyjątkiem paru zastrzeżonych akcji, jak np. śmierć przeciwnika). Mogę wiec opisać, jak wgniatam przeciwnika w ziemię. Mogę opisać, jak ciskam nim w budynek. Mogę też opisać, jak chwytam jego głowę pod pachę i robię Benny Hilla (a nawet dokupić w tym przypadku dodatkowy efekt ośmieszający). I... jest to dobre :) Bo tak zazwyczaj będzie wyglądać opis, kiedy ktoś wygra rundę w AA.

Ale można również tak:

MG: Okej Beamhit, wygrywasz 3 punktami, opisuj.

Beamhit: Rzucam się z dzikim okrzykiem na przeciwnika, ten jednak unika bez problemu moich ciosów. Chwilę później sam wyprowadza kontratak i czuję potężne uderzenie w żołądek. Kilka szybkich kolejnych ciosów i ląduję na pobliskim budynku. Zsuwam się po ścianie, która chwilę później zwala się na mnie. Przeciwnik lekceważąco się odwraca i mówi: Żałosne. Ja jednak wstaję z pod gruzu i wycierając krew z rozwalonej wargi mówię: Tylko na tyle ciebie stać?


Oczywiście, nie każde Epickie Starcie musi mieć bardzo duży rozmach. Może być bardziej kameralnie i klasycznie (jak chociażby przykład z podręcznika). Dla nieśmiałych (bo z natury wiem, że nie wszyscy gracze są aktywni, śmiali i potrafią forsować swoje pomysły, nawet gdy da im się zielone światło) proponuję stawiać kroczki pomału. Niech zaczyna się kameralnie właśnie. A później z walki na walkę, starajcie się wprowadzać nowe elementy i eksperymenty. Może oczywiście się okazać, że wyjście poza schemat "to ja go tnę za +5" okażę się bardzo trudne. Wtedy lepiej nie forsować zajebistości, a pozostać przy tym, gdzie gracze czują się komfortowo. Bo zajebistość to rzecz bardzo subiektywna.



Oczywiście, wcześniej czy później nastąpi finał walki i duża szansa, że przeciwnika musimy ukatrupić. Ale niech to też będzie coś fajnego. Jasne, możesz wbić mu miecz w serce, złamać kark, czy z rzucić z 100 piętra. Ale właśnie spędziłeś kilka epicznych chwil naparzając tego gościa. Może warto się zastanowić nad jakimś ciekawym zakończeniem tej opowieści? Bo można i tak (kudosy dla wszystkich, którzy wiedzą o jaki film chodzi):

Beamhit grający 11-letnią Mechakielką wygrywa ostateczne starcie z potężnym Upadłym, który jest szefem mafii. Inicjatywa należy do niego. Znaczy do mnie.

Beamhit: Upadły chwyta mnie za szyję i wali mną o stół tak mocno, że ten się rozwala. Leżę zamroczona ledwo kontaktując co się dzieje. Upadły majestatycznym krokiem odkopuje pobliskie krzesło i odchodzi parę kroków. Wraca jednak i nachylając się nade mną uderza mnie silnie z pięści w twarz.

- Chciałaś mnie zniszczyć? - wysyczał.

- Zabić wszystkich moich ludzi? - dodał po chwili razem z drugim ciosem. 

Potem wstaje i idzie po pistolet, który upuścił na początku walki. Staje z nim nade mną i przez chwilę patrzy na mnie z szacunkiem.

- Chciałbym mieć takiego podwładnego - wyszeptał i przeładował broń.

- A teraz dołączysz do reszty aniołków - powiedział i wymierzył broń w moją głowę...

Już ma pociągnąć za spust, ale ktoś mu przerywa.

- Hej, Wystartuj do kogoś równego wzrostem!

To Dave! Stoi w wejściu z bazooką! Zdziwiony Upadły chce jeszcze szybko wymierzyć w niego swoją broń, ale Dave niczym prawdziwy Han Solo, strzela pierwszy. Rakieta wbija się w Upadłego i razem z nim wylatuje przez okno. Po kilkunastu metrów rakieta się uzbraja i eksploduje rozrywając Upadłego na strzępy.

Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi w ostatecznych rozrachunku?

PS. Dorzucam też moją odpowiedź z forum AA, gdzie odpowiadałem na "zarzut", że moje podejście jest trochę mało realistyczne, i że spłycam ważność współczynników fizycznych:

Dziękuję za odpowiedzi. I śpieszę się z dodatkowym wyjaśnieniem, dlaczego tak widzę różne rzeczy, a nie inaczej :)

Po pierwsze, jest rozgraniczenie na walkę i Epickie Starcie. To co piszecie (o tworzeniu silnej postaci do walki, albo że liczą się odruchy, a nie planowanie) jest przecież odzwierciedlone - właśnie podczas normalnej walki.

Epickie Starcie zaś... To właśnie Epickie Starcie :) Jest tutaj miejsce na sceny w stylu "nachylam się nad nim i z paskudnym uśmieszkiem szepczę kaszląc krwią - A gdy rżnąłem twojego aniołka, to ta się wiła niczym mała suczka i prosiła o więcej" (SOCIAL ATTACK!!!), albo na "krzyczę do niego - Zapominasz, że to mój teren! - I aktywuje działka ochronne, które automatycznie kierują swoje lufy na przeciwnika (IT'S A TRAP! ACHIEVEMENT UNLOCKED).

Bo dla mnie osobiście w Epickim Starciu nie rzuca się na to, kto kogo walnie, tylko walczy się o prawo do narracji. A to potężne prawo jest. No bo powiedzmy, że wygrywam pierwszą rundę 6 punktami (AWESOME!!!) i co? Mogę opisać, jak wlekę przeciwnika przez parking, od czasu do czasu waląc nim o samochód. Mogę również opisać, jak to on zajebiście mną wymachuje. Po co? Bo w dobrej filmowej walce jest fajnie (IMO), jak na początku ten dobry obrywa.

I tym samym dochodzimy do abstrakcyjnej mechaniki (polecam zapoznać się z grami pod znakiem story games, gdzie mechaniki są właśnie abstrakcyjne, a nie symulujące rzeczywistość), ale sprawiedliwej dla wszystkich. Zostawiając Epickie Starcia dla postaci które są dobre tylko fizycznie to krok według mnie do syndromu Netrunera z Cyberpunka. Postać fizyczna przecież dobrze się wspina, podnosi ciężary i walczy. Inteligentna dobrze programuje, planuje i odprawia rytuały. Zaś społeczna zastrasza, podrywa i jest oparciem dla innych. Ale nagle okazuje się, że w Epickich Starciach dobry jest tylko jeden typ... A według mnie, jest to troszeczkę niesprawiedliwe, skoro tak specyficzny i charakterystyczny element gry dobrze sprawdzi się tylko w rękach kogoś, kto i tak ma swoje 5 minut podczas normalnych walk.

6 komentarzy:

  1. Dzięki za bardzo ciekawy i fajny artykuł. Myślę, że faktycznie może przydać się nie tylko grającym w AA. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajne. Aż mnie naszła ochota by zagrać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze napisany artykuł. Warto skorzystać z rpegowych mądrości Beamhita.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super artykuł, nie tylko do systemów mocno narracyjnych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. +1 za koszmar zigzaka :D

    Pozdrawiam
    Rag

    OdpowiedzUsuń
  6. Truizmy. Każdy jest zdolny do grania na poziomie, trzeba tylko chcieć.

    OdpowiedzUsuń