poniedziałek, 8 lipca 2013

Beamhit Zalicza - Saints Row: The Third


Na trzecią część Saints Row przerzuciłem się od razu z dwójki... I powiadam wam, warto było. Dziwnym trafem trójka chodziła na moim sprzęcie jak marzenie. Chwała koderom (no dobra, przynajmniej ja ich chwalę), że nie spaprali roboty jak w dwójce.

Trójka (o czym pewnie wiecie) przeszła bardziej w jajcarskie klimaty. Co za tym idzie, nie spotkamy tutaj takich ciężkich i psychodelicznych klimatów jak w dwójce. Nikt nie będzie odcinał sobie ucha, rozpaczał po ukochanej i nikt nie będzie wyrzucał ludzi z ostatniego piętra wieżowca. Za to spotkamy wielkie dildosy i kluby sado-maso. Cały świat został wywalony do góry nogami. Jest to świat, gdzie bandziorów przerobiono na celebrytów.

Wrażenia z gry były dla mnie zajebiste. Poprawiono w tym względzie wszystko - ruchy postaci, model jazdy samochodem, walkę. Sceny akcji zaś niektóre są tak epiczne, że warto przenieść je do takich Armii Apokalipsy czy Sciona.

Tak jak poprzednio, dostaliśmy duże możliwości w kreowaniu swojego bohatera. Ale nie tylko my błyszczymy na ekranie - spotkamy wiele fajnych postaci, zarówno po naszej stronie, jak i po stronie naszych przeciwników. No i Zimos rządzi - The Best Pimp Ever.

Fajne jest też to, że gra jest troszeczkę nieliniowa - w pewnych momentach możemy wybrać ścieżkę jaką podążymy, co będzie miało jakiś tam wpływ na cutscenki, bonusy i zakończenie.

DLC fabularne mogą być. Przynajmniej się pojawiły na peceta, bo dodatkowe misje z dwójki na peceta nie zagościły.

Czas gry? 43 godziny. Wychodzi, że prawie dwa razy krócej niż w dwójce. Ale w tym przypadku liczy się jakość, a nie ilość. Dodatkowo czuję, że może jeszcze kiedyś wrócę do tej gry. Dwójki nie chce mi się już tykać nawet 3-metrową tyczką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz