sobota, 27 lipca 2013

Beamhit Zalicza - Kingdoms of Amalur: Reckoning


Oto gra przy której spędziłem 108 godzin. Tyle zajęło mi dojście do głównego bossa (i zaliczenie dwóch obszernych deelcelek).

Teoretycznie jest to CRPG. I jest to CRPG, ale ani nie z gatunku klasycznych dungeon crawli (EotB czy DM), ani z diablopodobnych hack'n'slashy, ani przegłębokich i przegadanych tormentów, ani efpepesowych oblivionów, ani izometrycznych fallotów i innych arcanów.

Może trochę Gothic. Ale tylko troszeczkę.

Jeżeli miałbym określić do jakiej gry najbliżej temu tytułowi to wskazałbym Devil May Cry (i inne slashery). Bo to właściwie taka dynamiczna rąbanka z erpegowym rozwijaniem, questami a'la MMORPG, i totalną liniowością (bo wybór "robisz questa czy nie", nie jest żadnym wyborem), gdzie tylko trzy wybory na krzyż mają jakieś tam znaczenie, i jako wyjątki potwierdzają regułę.

A rąbanka była przednia. Jeżeli ktoś lubi, a nie miał styczności z tym tytułem, to niech się zaopatrzy. Obecnie grę naprawdę można często i gęsto dostać za grosze (podobnie jak dwa DLC które są solidnymi dodatkami). Inni lepiej niech do tytułu się nie zbliżają.

Fajne jest rozwijanie się w różnych klasach oraz kombinowanie nowych combosów (w stylu fireball-harpun-wyrzut w powietrze-trzęsienie ziemi-harpun-3-hitcombo). Jest jakaś tam fabuła, którą już mało pamiętam, a która kręci się wokół starego dobrego (oklepanego) motywu "wstajesz z martwych" (kłania się Revenant czy Torment).

Feministki się zagulgoczą, bo robiąc różne rzeczy, zdobywamy serca kobiet. I tak skończyłem grę posiadając zimną mistress z którą zasiadłem na tronie, jedną żonę i jedną kochankę. I to grając babą (ach ta poprawność polityczna). Przy okazji nie zdobyłem żadnego chłopa, bo najwyraźniej gra nie przewiduje nagród w postaci samców. Chociaż właściwie posiadanie tego haremu nie ma większego wpływu na grę.

Dla równowagi na początku dostajemy jednego femiquesta (dotyczącego, czy kobiety mogą służyć w świątyni), którego wykonanie (tak jak większość questów w tej grze) poza pedekami nie generuje nic więcej. W DLC z piratami za to muszę przyznać był jeden twist który mnie zaskoczył (jak na taką liniową gierkę). Ratujemy bowiem jakiegoś skazańca, zaś ten później w podzięce i ze szczęścia gwałci jedną z kobiet-rozbitków. Nie muszę chyba mówić, że dostajemy questa, by go ukatrupić?

Reszta questów nie zapada w pamięci :)

Gra naprawdę bawi jeżeli lubisz slashery. Przynajmniej przez pierwsze 60 godzin. Później przez kolejne 20 czuć już znużenie, a potem to już człowiek wyczekuje tego końca, by móc sobie powiedzieć - zaliczyłem kolejną grę.

Jeżeli ktoś chce dowiedzieć się czegoś więcej o KoA:R, to w czasach gdy nie byłem na Polterze tym co otwiera listę, napisałem recenzję oparta na wersji demo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz