niedziela, 9 czerwca 2013

[Recenzja] Flesh+Blood


Oto film który mógłby śmiało się nazywać "Warhammer the Movie". Bo i nie ma przecież za dużo ekranizacji, które mogłyby ubóstwiać na monitorze system uwielbiany przez kwardyliardy epegujących polaków. Jasne, wiekowe dziadki mogą wskazywać palcem na serial "Robin of Sherwood". A ostatnio parę osób zwraca uwagę (jak Bohomaze i Triki), że "Da Vinci's Demons" jest również mocno warhammerowy. Ale to w moim odczuciu dzieło Verhoevena (który dał światu Robocopa, ekranizacje Pamięci Absolutnej i Żołnierzy Zagłady, oraz Nagi Instynkt) jest Warhammerem uno jeden.

Nasi bohaterowie - mordercy, opoje, gwałciciele, cioty
Film opowiada historię bandy najemników, którzy to zostali wyruchani przez pracodawce (jakie to warhammerowate). Zbierają się więc pod przywództwem Martina (w tej roli Rutger Hauer, w rozpisce warhammerowej pewnie sierżant najemników, ex-najemnik) i starają się przeżyć w tym brutalnym świecie, bez grosza przy duszy (jakie to warhammerowate).

Cycków w filmie nie brakuje
A zbieranina jego jest nader ciekawa. Mamy więc dwóch twardych najemników, Karsthansa (najemnik, ex-żołnierz) i Summer'a (najemnik, ex-oprych). Mamy dwóch mniej twardych najemników, a właściwie to dwóch kochanków, Orbec i Miel (najemnicy, ex-rzemieślnicy). Duchowego wsparcia daje im Kardynał (najemnik, ex-akolita, ma zadatki na biczownika ;)). Łoże zaś w nocy ogrzewają im trzy dziwki (ciury obozowe). No i jest jeszcze Mały John. Dzieciak, który zazwyczaj wybija rytm na bębenku, kiedy chłopcy idą walczyć. Wybija również rytm na bębenku, kiedy chłopcy gwałcą.

Jedna z trzech rozrywek średniowiecznych - gwałt zbiorowy. Pozostałe to palenie na stosie i chodzenie do kościoła.
Oczywiście, by nie było tak łatwo, Martin na swojej drodze spotyka młodziutką Agnes (szlachcianka). Młodą, delikatną dziewicę, którą to nasz najemnior będzie chciał mieć tylko na własność. I tym samym ściągnie na siebie i swoją grupę problemy (jakie to warhammerowe). Ona to bowiem przyrzeczona jest Stevenowi (student, ex-szlachcic), który to (a to dziwny traf) okazuje się synem Arnolfiniego (znaczy tego pracodawcy, który wychujał naszych bohaterów). A młodzieniec ów, zdążył się nie tylko zakochać, ale również wciągnąć do walki kogutów byłego szefa Martina, kapitana Hawkwooda (kapitan, ex-sierżant, ex-najemnik).

Romantyczna schadzka pod dwoma wisielcami
I niby wszystko wydaje się takie proste i oczywiste. Ale nie jest. To jest Warhammer, więc pierwsza zasada - nie ma pozytywnych bohaterów. Ja wiem, że teraz każdy serial serwuje nam to samo. Ale tutaj mamy rok '85, gdzie średniowiecze było przedstawiane w kinematografii w bardzo wyidealizowany sposób. Z jasnym podziałem na tych dobrych i złych.

Spoiler - dzieci umierają
Zarówno Marin jak i Steven to jednak dwa gnojki, dwa koguty walczące o prawo pokrycia młodej kurki (i wyznający zasadę, że wszystkie chwyty dozwolone). Kurki, która wyłamuje się ze średniowiecznego stereotypu "panienki w opałach". Jest sprytna, zaradna, i prowadzi własną grę. Można wręcz powiedzieć, że Martin momentami tańczy tak, jak ona mu zagra. I nie okazuje się taką wręcz niewinną dziewicą (źródła wskazują, że ma jakieś 15 wiosen).

Foot Fetish a'la Warhammer, to Agnes tyrpie ubłoconą stópką po kroczu Martina
Czym byłby jednak Warhammer bez odrobiny groteski i czarnego humoru? Nie zabraknie go i w tym filmie. Scena z beczką prochu, Marin wpieprzający komunię i rzucający hasło "szybko mnie pobłogosław, bo rabowanie mnie minie" czy randka pod dwoma wisielcami. A to wszystko na zmianę przeplata się ze scenami pełnymi przemocy, brudu, smutku i cierpienia. Jak Warhammer.

Polski akcent - pochówek w deszczu i błocie, a w oddali stukają trzewiki
Trudno właściwie przewidzieć koniec, bowiem ma się wrażenie, że wszystko może się zdarzyć. Przynajmniej, jeżeli porównamy do podobnych filmów z tamtego okresu (Zaklęta w Sokoła, czy Willow). Nie wiemy więc kto przeżyje i kogo wybierze Agnes (która chyba najchętniej wzięła by na własność dwóch lowelasów).

W prawdziwym Warhammerze jak w Filarach Ziemi, chłop kąpie się dwa razy do roku
Oczywiście, film nie jest pozbawiony wad. To rocznik '85, więc widać jak zmieniła się szkoła aktorska na przestrzeni tych 20 lat. Pewnie maniacy bractw rycerskich też nie powinni oglądać tego filmu - wystarczy, ze ktoś mi raz rzucił hasło "bo on kurwa, ja pierdole, ten tego, pancerz kurwa, bez przyszywanicy założył; co za mało kurwa realistyczny film; kurwa".

Summer za chwilę będzie proponował inną kiełbasę
Niemniej jednak film polecam. Nie tylko miłośnikom Warhammera, ale w ogóle miłośnikom kina. Ten film (który pierwotnie miał się nazywać "Osobiści Rzeźnicy Boga") trąci myszką, jak inne średniowieczne i fantastyczne dzieła z tamtego okresu. Ale się wyróżnia. Nie tylko cyckami.

Stary kogut zaraz pokaże młodemu kogucikowi, jak bierze się młodą kurkę

3 komentarze:

  1. Oglądałem to lata temu w polskiej telewizji i nazywał się wtedy ten film bodajże "Róża i miecz" (albo jakoś tak głupawo), do samego końca zastanawiałem się ki uj z tą różą.

    W każdym razie film świetny, idealny dla rpgowców wychowanych w duchu polskiej "szkoły warhammera" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i taki tytuł chodził na VHS'ach. Pewnie Martin to był miecz, a Agnes to była ta róża ;)

      Usuń
  2. Kurna przecież Ciało i Krew w naszym katolandzie to by była herezja..

    OdpowiedzUsuń