poniedziałek, 24 czerwca 2013

[Raport] Armie Apokalipsy - Nocne Życie Aniołów #4


Zaczęło się od powrotu Azela i Chrisa do domu. Starali się po upojnej nocy w hotelu miłości pojechać spokojnie swoim samochodem, ale jak zwykle w takich bajkach bywa, coś musiało stanąć na drodze. Tym czymś była mała dziewczynka ścigana przez podejrzanych typów. No wiecie - lordy karki w garniturach i przeciwsłonecznych okularach. O trzeciej nad ranem wyjątkowo dziwnie wyglądająca sytuacja.

Nasza tajemnicza dziewczynka

Azel roztrącił ścigających swoim autem i chciał ruszyć za dziewczynką. Ale jeden z napastników wyciągnął broń, zaś drugi podniósł stojącego obok mini-coopera i cisnął nim w samochód naszych bohaterów.

Azel nie wytrzymał i jak zwykle w takich przypadkach polała się krew. Napastnicy padli trupem, dziewczynka uciekła, a na miejscu zdarzenia pojawił się jakiś długowłosy przystojniak. Trochę Azel i obcy sobie odszczekiwali (obcy wiedział, że Azel jest aniołem, Azel zaś nie jest w stanie wyczuwać nadnaturali jak Raphael), dopóki nie pojawił się radiowóz. Obcy się zmył, zaś panowie policjanci (o dziwo) kazali odejść w spokoju Azelowi i jego Natchnionemu.

Tymczasem nad ranem Raphael obudził się z lekkim kacem moralnym. Postanowił zmyć winę pod prysznicem. Dołączyła do niego Red, co skończyło się przeistoczeniem myju-myju w macu-macu. Po rozstaniu się z rudym aniołem przyszła jednak rozmowa z Jet. Raphi kajał się, tłumaczył się, żałował, i takie tam dziwne zachowywanie się dziecka, któremu było głupio, że nabroił. W końcu jednak Raphael postanowił wybrać Jet na (swoją pierwszą) Natchnioną. Skończyło się to oczywiście dla dziewczyny całodziennym spaniem.

Azel (pomiędzy jedną a drugą docinka ze strony Chrisa) postanowił kupić nowy samochód. Wspólny wypad na miasto okazał się jednak znowu bardzo przypadkowym spotkaniem z tajemniczą dziewczyną. Postanowili więc ją śledzić w tłumie. Ta sobie podeszła do budki kupić hot-doga i najwyraźniej wtedy zobaczyła naszych szpiegów z krainy deszczowców. Zaczęła uciekać, a nasi dzielni bohaterowie ruszyli za nią.

Dziewczynka uciekła do jakiejś ciemniejszej uliczki. Tam po drodze (co zobaczył Azel) zostawiła swojego hot-doga jakiemuś bezdomnemu. Niestety uliczka okazała się ślepa (zakończona murkiem), więc anioł i jego Natchniony pochwycili małą zdobycz.

Mała zaczęła się wyrywać (i nawet krzyczeć: Zostaw mnie, jesteś aniołem!), Azel zaś starał się coś z niej wyciągnąć. Nagle jednak na murek wskoczył parskający kot. Za nim następny, i następny, i następny... Setki kotów zaczęły biegnąć uliczką na naszych bohaterów tworzą wręcz jeden wielki "dywan kotów". Dziewczyna się im wyrwała, zaś chłopcy szybko ewakuowali się z uliczki. Właściwie to jeszcze przez jakiś czas ich ten dywan gonił, nim zaczął się pomału przerzedzać.

Nastał w końcu wieczór, początek pracy dla naszych aniołów. Jak zwykle zawitali do Świątyni (każdy w towarzystwie swojego Natchnionego), gdzie przed drzwiami tym razem stała jakaś brunetka w płaszczu, a nie wielki murzyn. Chłopcy się wyspowiadali. Azel postanowił zdać raport o tajemniczej dziewczynce Camei, zaś Raphael postanowić wyciągnąć Jet do kina.

Camea stwierdziła, ze to dosyć ciekawe informacje. Kazała zebrać swoich ludzi za pół godziny, sama zaś poszło konsultować wydarzenia wyżej. Grupa (Raphael, Azel, Kadariel, Red) w końcu się zebrała (jak widać kino musiało poczekać) na spotkaniu u Camei. Towarzyszył im Reevel, który został najwyraźniej też przydzielony do tego zadania.

Anioły dostały za zadanie odnalezienie tej dziewczynki lub wyeliminowanie jej (za czym najwyraźniej optował Zelota Reevel). Red miała działać z Kadarielem, nasi główni bohaterowie ze sobą, zaś Reevel, jak to na Zelotę przystało - miał działać sam. Anioły ruszyły więc na łowy.

Chłopcy mieli jakieś tam znajomości wśród hackerów, postanowili więc odwiedzić Joel'a, znajomego Raphaela. Był to typowy przedstawiciel grubych mamroczących otaku.

Joel a.k.a. Master_Flamaster - no jak się nie zakochać dziewczyny?
Mając szczątkowe informacje o dziewczynie, niewiele jednak mogli odnaleźć. Przynajmniej Joel zidentyfikował dwóch gliniarzy których spotkał Azel. Stwierdził ze to Natchnieni należący do jakiegoś wysoko postawionego anioła, który kontroluje policję.

Chłopcy więc postanowili odwiedzić okolicę, gdzie Azel ostatni raz widział dziewczynkę i dywan kotów. Znaleźli tego samego bezdomnego któremu zostawiła hot-doga. Dziad śmierdziuszek nie był zbyt rozmowny, więc chłopcy musieli sobie pomóc trochę anielskimi mocami. Okazało się, że często tu przychodziła i zostawiała mu jedzenie. W tym samym czasie podjechała czarna nieoznakowana furgonetka, z której wylazła kolejna grupa lordów-karków garniturów w lustrzankach. Tym razem towarzyszyły im dwa demoniczne pseudo-psy.

Psiaki zaczęły węszyć za czymś, ale do ich nozdrzy dostał się anielski smród. Wywiązała się jednostronna walka.

Przeszukując samochód i trupy niewiele odnaleźli - żadnych dokumentów. Zgarnęli tylko smartfony, by przyjrzeć się numerom (lub by mógł je rozgrzebać Joel).

Postanowili bardziej poszperać w okolicy. Ślepy traf chciał (a pisząc ślepy mam na myśli, że kości tak chciały), ze prawie wpadli na dziewczynkę. Azel się schował, zaś Raph postanowił zagadać.

Ta oczywiście się przeraziła, znowu zaczęła coś krzyczeć, by anioły dały jej spokój, i zaczęła pomału strategicznie się wycofywać. Co skończyło się jej dzikim zrywem i kolejną heroiczną gonitwą (no bo jak tu określić inaczej gonienie małolaty przez dwóch dorosłych facetów w środku miasta po północy?).

Dziewczynka uciekając jednak wpadła na kogoś innego. Był to szofer Destro.Wywiązała się rozmowa, gdzie dwie strony zaczęły sobie trochę grozić. Szofer (liktor) stwierdził, ze u jego pani dziewczynka będzie najbezpieczniejsza, zaś anioły ją zabiją. Chłopcy stwierdzili ze to bzdura. Zawisła ogólnie bardzo patowa sytuacja, ale jak zwykle w takich chwilach, sytuację uratowała spora grupa lordów-karków garniturów w lustrzankach (znak towarowy zastrzeżony). Wywiązała się walka na trzy fronty i wyrywanie sobie biednej małolaty. Niestety, ktoś inny zgarnął dziewczynkę - tajemniczy długowłosy przystojniak którego miał okazję wcześniej poznać Azel. Wylądował z nią pod pachą gdzieś wyżej na dachu. Już miał powiedzieć coś w stylu "żegnajcie frajerzy", ale gdzie szofer, tam i musi być pani.

Destro zaszła naszego przystojniaka od tyłu i przystawiła mu katanę do szyi. Kazała mu oddać dziecko. W krótkich zdaniach przedstawiła dziewczynkę jako anty-Mesjasza, dziecię które ma nosić w sobie część mocy Wroga i które ma stać się katalizatorem przyspieszającym Apokalipsę. Najwyraźniej jednak dziewczynka ma w dupie "starego", w "dupie" Apokalipsę i w dupie "czynienie zła". Dlatego Destro proponuje wziąć ją pod swoją opiekę - strefę neutralną. Uświadomiła też chłopców, którzy nalegali by przekazać im dziewczynkę, by nie byli idiotami - anioły ją zabiją. A ona (znaczy Destro), nie chce jej zabijać, ale też nie ma zamiaru przyspieszać żadnej cholernej Apokalipsy. Jakby na potwierdzenie jej słów pojawił się Reevel który postanowił zastrzelić dziewczynkę. W ostatniej chwili jednak zasłonił ją przystojniak (i przy okazji prawie odciął sobie łeb na katanie Destro). Skończyło się to jego lotem w dół, gdzie chłopcy starali się go łapać (albo raczej trzymaną przez niego dziewczynkę). Pół żywy przystojniak się ewakuował, a nasze anioły trzymające anty-Mesjasza postanowiły oddać ją pod pieczę Destro. Ta im jeszcze zdążyła podziękować, że jednak jej nie zabili i też ewakuowała się z Destro i jej szoferem.

Bohaterowie pozostawieni na placu boju czekali aż pojawi się Reevel. Ten oczywiście ich nie zawiódł, zbeształ ich, zwyzywał ich od najgorszych, i powiedział by się modlili, by chociaż skończyli jako grzesznicy. Po wgnieceniu naszych aniołów w ziemię jak się tylko da, Reevel ruszył do Świątyni. Chłopcy też, ale jakoś tak wolniej i bardziej markotnie.

Spotkanie z Cameą było dla nich najwyraźniej bardzo ciężkie. Stali ze spuszczonymi głowami jak te dwa zbite psy i przedstawili swoją wersję wydarzeń. Camea podeszła do nich i pogłaskała ich po policzkach. Stwierdziła, że ona jako "ta matka" też bierze odpowiedzialność za wychowanie "swoich synów". Później zaprowadziła ich do aniołów, które miały ich osądzić. Trzech wysoko opieczętowanych dostojników wysłuchało ich. Albo raczej Camei która stanęła w ich obronie. Ta poddała w wątpliwość, czy faktycznie Wróg byłby już wstanie tak przedostać się do tego świata, by złożyć z nienarodzonym dziecku swoją małą cząstkę. Stwierdziła też, ze jest za nich odpowiedzialna, i jest gotowa przyjąć za nich karę. Nasi bohaterowie błagali ją, by tego nie robiła. Dostojnicy orzekli, ze przychylą się do jej prośby, zaś teraz muszą naradzić się, co do odpowiedniej kary.

Po wyjściu chłopcy padli do jej stóp i zaczęli takie tam skomlenie, że nie powinna tego robić, że jest niewinna, że to oni są ci źli, niedobrzy i godni pożałowania. Camea jak to na tej sesji miała w swoim zwyczaju, pogłaskała ich po głowie i powiedziała, że tak naprawdę ich grzech wynikał trochę z głupoty, a trochę z miłosierdzia. I dlatego ona też zasłużyła na karę, bo jako ich Archont, ona ich nie potępia za ich czyn.

Po wszystkim, nasi bardzo zdołowani bohaterowie wyruszy do swoich domów. Na pożegnanie wyściskali się po przyjacielsku i każdy udał się do swojego Natchnionego, by tam smutno się do nich tulić.

PS. Niestety, okres wakacyjny... Następna sesja za dwa miesiące ;_;

4 komentarze:

  1. Nie płacz, Laveris pogra z tobą chętnie w Twilight Imperium.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, to jakiś erpeg o Edwardzie i Belli?

      Usuń
  2. Ciekawe jaką kare dostanie zwierzchniczka aniołów. Jak bardzo będą cierpieć postacie. Uważam, że to gorsza kara niż ukaranie postaci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co ty Beamhit takie cierpiętnicze sesje grasz? Szkoda na to czasu, to brzmi jak „Moda na Sukces” nie jak przygody podczas nadchodzącej Apokalipsy.

    OdpowiedzUsuń