niedziela, 30 czerwca 2013

Nie lubię Wampira, Zew Cthulhu, Warhammera...

Będzie trochę prywaty. Jako, że ostatnio popularne jest pisanie o nielubiących dedeki, to na wstępie napiszę, że ja DnD lubię. I mam na myśli 4 edycję. I nie za opisane światy, ale za mechanikę.

A teraz korzystając z okazji, napiszę jakich systemów nie lubię i dlaczego.  Chociaż na wstępie muszę zaznaczyć, że oceniam system z mojego punktu widzenia, a nie poprzez ocenę ludzi w dany system grających.

Wampir

Nie lubię Wampira i już. Nie podnieca i nie pociąga mnie granie krwiopijcą. Nie potrafię po prostu czuć żadnego "funu" z grania dzieckiem Kaina. Nie przemawia do mnie też koncepcja "spijonie krwi lepsze łod łoragazmu". Wolę tradycyjną odmianę z penisami i waginami. Nie przemawia do mnie też koncepcja walki o człowieczeństwo. Ani przekonanie, ze Wampir to ciągłe intrygi i podkładanie niemartwej nogi. Jestem prostym chłopem, i z tego tez powodu intrygi i poczwórne dna na sesji mnie najzwyczajniej w świecie nudzą.

Oczywiście, zdarzało mi się zagrać w Wampira, jeżeli już drużyna i MG się uparli. Ale wtedy starałem się przeforsować inną "rasę" dla mojego bohatera. Zazwyczaj był to zwykły śmiertelnik na usługach krwiopijców. I by nie było, że nie wiem o czym piszę - miałem jedną postać wampira, i dlatego wiem, że to nie dla mnie.

Zew Cthulhu

Nie lubię Zewa i już. Ciągłe szukanie tajemnic jest dla mnie nudne. Ale tu nie leży pies pogrzebany. Ja po prostu nie boje się na sesji RPG. A co za tym idzie, nie czuję tego dreszczyku emocji, gdy coś czai się w cieniu. Jestem gruboskórnym gnojkiem. By nie było, nie przeszkadza mi, ze system jest hardcorowy, i że grając kiedyś kampanię bardzo "by book", traciliśmy średnio w drużynie dwóch bohaterów na sesję. I nie, nie szarżowaliśmy na Vadera. Po prostu komuś nie wyszedł rzut na skok pomiędzy wagonami, ktoś został popchnięcie ze schodów, a ktoś wsadził głowę do nie tego pomieszczenia co trzeba. Było nieźle, ale coraz trudniej było wymyślać nowych bohaterów.

Czyli nie lubię systemu z powodu, że ma wpisane dwie składowe, które mnie na sesji nie cieszą i którymi nie potrafię się bawić. Horror i poszukiwanie tajemnic.

Warhammer II edycja i Dark Heresy

Nie. po prostu nie. I tym razem napiszę, że jako gracz mógłbym jeszcze zagrać w wymienione systemy, ale jako MG bardzo odbiłem się od tych systemów. A się starałem.

Boli mnie nudna mechanika. Przeniesienie zasad z bitewniaka na kartki erpega wyszło średnio-kiepsko IMO. Walki na niskich poziomach potrafią się ciągnąć w nieskończoność (jasne, możecie mieć jak zawsze inne doświadczenie, być może po prostu kości mnie nie lubią). Dla przypomnienia, w bitewniakach chyba w najgorszym przypadku miałeś 50% szans na trafienie kogoś mieczem. W Warhammerze 50% osiągasz przy trzeciej profesji (i to pod warunkiem, że idziesz w nieklimatyczną postać kapitana najemników, zamiast w zaawansowanego mistrza zbieraczy złomu). Podobnie nudno było w Dark Heresy. Dlatego jako MG wolę planszówkową 3 edycję Warhammera.

8 komentarzy:

  1. "W Warhammerze 50% osiągasz przy trzeciej profesji (i to pod warunkiem, że idziesz w nieklimatyczną postać kapitana najemników, zamiast w zaawansowanego mistrza zbieraczy złomu)"

    No tak... nie tak późno. ;-) Jak gra się człowiekiem, to przy odrobinie szczęścia (rzuty 33+ na wybranej cesze) to już za pierwszej startowej profesji możesz mieć do testu 43-53% szans na zdanie konkretnego testu, dzięki umiejętnościom nawet na +10, starowemu darmowemu rozwinięciu oraz zdolnościom wspierającymi umiejętność albo test w danej sytuacji. Jeśli grasz rasą odpowiednią dla danej profesji (z 30+2k10 na cechę), to musiałbyś mieć pecha, by ostatecznie wykręcić mniej niż 40%.

    WFRP 1st & 2nd to gry, gdzie częściej się nie udaje. Taka konwencja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko jak na złość, przeciwnikowi wychodzi wtedy parowanie, czy unik ;)

      Jak piszę, pewnie bardzo kości nie lubiły moich graczy.

      Usuń
    2. Właśnie, własnie! To taka konwencja, tak miało być i ewentualnie uznajmy, że to wina kości a nie przestrzelony element systemu. Tak, tak ;)

      Usuń
  2. Zadziwiające, jak dobrze cię rozumiem. Wpadnij kiedyś na piwo jak będziesz w ZGórze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej mała szansa bym był w tamtych okolicach ;) Na dodatek jestem abstynentem. Tak jakoś mam ;)

      Usuń
  3. "Dlatego jako MG wolę planszówkową 3 edycję Warhammera." .. Lubię 3. edycję Warhammera ale możesz mi powiedzieć gdzie jest tam choć słowo o planszy? Nie ma żadnych reguł odnośnie gry na "planszy", mapie itd. - określanie Warhammera 3. edycje jako planszówkową pokutuje w polskim internecie od czasu jakichś hejt komentarzy na polterze. Jeśli już coś, to Warhammer 3 jest karcianką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz odpowiedź w swojej odpowiedzi :P Nazwałem WH 3 edycję planszówkową, bo tak określają ją polscy hejterzy. Dla mnie to normalny pełnoprawny erpeg, a użycie słowa na "P" było takim małym sarkazmem. Takim tyci tyci.

      Usuń
  4. Z Wampirem to mi tak niezbyt po drodze było - kilka podejść, każde nieudane (lub średnio udane). W sumie sam nie wiem czemu - niby podręczniki ładne (i drogie, ale jakoś to przeżyłem), mechanika jak wszędzie indziej (tylko wolniejsza i dająca mało opcji), moce były, reguły do granatników też (w dodatku). Ba - nawet otoczka była jakaś. Trochę dziecinna, ale jakoś stary nie byłem natenczas, teraz widzę w tym takie licealne uduchowienie.
    A jednak ilekroć trafiałem na sesję, to albo ludzie kwaśni albo scenariusz o obalaniu księcia, a najczęściej kombinacja obu powyższych.

    Tak trafiałem, że Wampir zbierał więcej zakompleksionych eskapistów - nie wiem czy wszędzie tak było, ale u mnie Wampir był grą o leczeniu kompleksów. No i w Wampirze po lekturze samej podstawki to niewiele wiedziałeś co w tym świecie można robić. Trochę lania wody, klany, moce, cechy, umiejętności, mechanika, antagoniści i... i tyle. Dostawałeś system zajebiście opisujący co Wampir potrafi, ale niewiele mówiący o tym co robi.
    Jedyne co się nasuwało, to własnie walki z innymi Wampirami o władzę albo bicie się z łowcami. Tyle. Dlatego wszyscy znani mi MG prowadzili o tym sesje. Z obowiązkowym PvP rzecz jasna.
    W sumie ze Świata Mroku z przyległościami najbardziej podpasował mi Scion.

    Warhammera wspominam za to wspaniale, podobnie zresztą jak ZC.

    OdpowiedzUsuń