środa, 5 czerwca 2013

Beamhit Zalicza - Assassin's Creed


Beamhit zalicza. Gry znaczy się. I to w strasznie żółwim tempie, bo i czasu nie ma tyle, co za czasów C64 / Amigi 600 / Pentium 120. Niemniej jednak, skoro już poświęciłem czas, by przejść jakąś grę od A do Z, to pomyślałem, że wypadałoby coś o niej skrobnąć.

Na pierwszy ogień - Assassin's Creed Directur's Cut Edition. Już widzę te głosy - chłopie, z jakiej prehistorii ty żeś się urwał! Ano takiej, że zazwyczaj wolę poczekać te parę lat i kupić sobie grę za 5 złotych, a nie za 200 złotych. Bo i tak jakoś nie czuję super parcia na pęcherz, by grać w super nowości, skoro zalega u mnie jeszcze tyle niepozaliczanych tytułów.

Czyli od czego tu zacząć? Może od tego, że grę nabyłem za jakieś 7 zeta... I jest to według mnie bardzo właściwa cena za ten nudny tytuł. Właściwie w tej grze nie dzieje się dla mnie nic ciekawego.

No bo chodzimy sobie po otwartym świecie, z którego to nic nie wynika, bo nie ma co w nim robić. No to więc zabijamy nasze cele, wcześniej zaliczając te same nudne powtarzające się w kółko questy poboczne. Uratuj dziada, przesłuchaj dziada, okradnij dziada, eskortuj dziada. Na końcu czeka nas główny dziad boss. Dziada bossa zabijamy, a później trzymamy go namiętnie w ramionach. By fandom yaoistek miał pożywkę.

Oczywiście, mamy znajdźki - występują tu w postaci flag (do zebrania) i templariuszy (do zabicia). Ale po cholerę je zbierać (i zabijać), to nie wiem. Ani aczików, ani dodatkowych bonusów. I nawet mój e-penis nie chciał iść na poszukiwanie nic nie wnoszących flag, i tym bardziej nic nie wnoszących templariuszy.

Jest też jakaś tam fabuła, która mnie nie porwała, i brak opcji do włączenia napisów. I ocena na Metacritics 79 (wersja PC). No za co, ja się kuźwa pytam za co?

Plusy? Może jeden - fajne walki. I to właściwie tyle. Kondolencje dla osób, które wywaliły na ten tytuł grubą kasiorę.

1 komentarz:

  1. "Kondolencje dla osób, które wywaliły na ten tytuł grubą kasiorę."

    Nie no, nimi się nie martw - oni jedzą kupę i myślą, że im smakuje. Racjonalizacja to się chyba w psychologii nazywa.

    OdpowiedzUsuń