wtorek, 16 kwietnia 2013

O starości, zrzędzeniu, sprzedaży i innych takich pierdołach na czasie


Namnożyło się nam wpisów erpegowych ostatnio, takich co to ludzie zgrzytają i narzekają (w większości), albo wprost przeciwnie - piszą, że jest dobrze (w mniejszości). No to też postanawiam dorzucić swoje pierdnięcie.

Teoretycznie tak naprawdę nic się nie zmieniło na przestrzeni 15 lat. W praktyce zaś, mamy większy wybór erpegów na rynku. I tu jest (według mnie oczywiście, bo każdą teorię można starać się obalić) pierd pogrzebany.

Jestem starym graczem. Widzę nasz rynek i mogę się do niego jakoś odnieść. W kategorii "jak było kiedyś, i jak jest dzisiaj".

Kiedyś panie to było tak. Kupowałem Magię i Miecz. Kupowałem wszystko jak leci do Łorhammera. I postanowiłem, że będę kupował wszystko, co rypygy na rynku naszym, zwanym dalej rynkiem polskim. Niestety, postanowienie szybko poszło w cholerę, kiedy okazało się, że kieszonkowego mało. I tak przeszło koło nosa wszystko co Cyberpunk (kumpel kupował), Cthulhu (jeszcze inny kumpel kupił) czy MERP (nikt nie kupił). A wracając do kupowania - kupowałem też Talizmany, Złote Smoki i inne fanziny K6 (czy jakoś tak). Ale do czego zmierzam. Inni moi znajomi nie kupowali. I to nie pojedyncze przypadki. Powiem, że większość moich znajomych graczy (i z grupy, i z zabrzańskiego klubu Rivendell) nie kupowała.

Teraz, kiedy poznałem grupę młodych erpegowców (takich co to nie udzielają się na poltkach), widzę tam dokładnie to samo podejście. Kupuje mistrz gry, gracze nie inwestują (bo i bieda w Polsce panie) w podręczniki. Co najwyżej wolą kupić sobie kilka boosterów do Magica (swego czasu Trzewiczek bardzo kurwował i jechał po karciarzach na łamach swojego pisma).

Nic się nie zmieniło. Repek napisał u nerv0 - "RPG nie umiera w sensie grania. Pojedź na Pyrkon - erpegowców jest tona i chcą grać oraz rozmawiać. Tylko nie bardzo gry chcą kupować.". Tylko, że kiedyś było tak samo.

Ale jak to? Co z Warhammerem? Co z późniejszymi dedekami? Co z Neuro? Przecież sprzedawały się tak dobrze!

Oczywiście. Ale każdy z tych systemów trafił do sprzedaży w okresie jakiejś tam posuchy. Bo nadchodzi taki moment, kiedy rynek jest wypchany na maksa. To przytrafiło się z Deadlandami (tymi pierwszymi) i Gasnącymi Słońcami - trafiły na rynek w złym momencie. Tak jak dzisiaj - jest tyle erpegów do wyboru, że hej. A nie tylko Warhammer i Zły Cień.

Powiedzmy, że jest 100 kupujących Masterów. Wychodzi pierwszy system. Każdy z nich kupuje swój egzemplarz. Później wychodzi drugi system - egzemplarz kupuje już tylko 80 osób. Później trzeci - w system inwestuje już 60. I tak dalej.

A wy stare dziadki w której grupie jesteście? Półka z książkami zaczyna pomału wam puchnąć? Ile gracie sesji w tygodniu? Jedną? Dwie? Jak wiele jesteście w stanie przemielić kampanii i systemów RPG w ciągu 5 lat? I raczej nie kieruję tutaj pytania do wyjątków, bo one tylko potwierdzają regułę.

No i masz na półce powiedzmy 6 systemów. Kupisz siódmy?

Czyli nic się nie zmieniło na przestrzeni ostatnich 15 lat, tylko systemów jest więcej do wyboru.

16 komentarzy:

  1. Jesteś z Zabrza?

    Kiedyś nie kupowałem, bo nie było potrzeby. Mieliśmy 2 podręczniki do Warhammera, trochę dodatków i jechało się z koksem.

    Teraz kupuję tylko Polskie produkcje z dwóch powodów - jako podziękowanie za wkład w rynek i jako kolekcjoner. Z kupionych podręczników wykorzystałem 2 lub 3. Inne gry tylko przeczytałem, grać mi się już nie chciało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś Gliwice, teraz okolice Częstochowy :)

      Ja z ostatnich erpegów zakupiłem tylko pedeefy. Afterbomb, Armie i Głębię.

      Usuń
  2. No to na Beboczka zapraszam :) Daleko do Bytomia mieć nie będziesz. Można pograć w RPGi, niedaleko mamy tani hostel jeżeli będzie potrzeba nocowania.

    Tylko nie przyjeżdżaj w tej masce i nie przywoź rzeczy z tego bloga. To impreza w MDK. Bawimy się z młodzieża i dla nich robimy te rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie narzekam na brak sesji RPG :) I jestem domatorem, takim tr00 hardkorowym domatorem ;) Czyli raczej nie skorzystam, ale dziękuję za zaproszenie.

      Usuń
  3. Coś jest na rzeczy. Czasami zastanawiam się czy jestem w stanie przegrać choć połowę tego co mam na półce. Ale mimo to co jakiś czas sięgam po nowe pozycje, polskie i zagraniczne. Poniekąd to kolekcjonerstwo, ale i ciągłe poszukiwanie czegoś lepszego. Szybszej, przyjaźniejszej mechaniki, ciekawszych settingów itd. Niektórym ponoć wystarcza jeden setting na całe życie, ja tak nie potrafię.

    OdpowiedzUsuń
  4. I pieprzenie i trochę prawdy. Mam teraz trochę systemów na półce, większość kupiona okazyjnie na Allegro, do przeczytania i popchnięcia dalej w świat. Kilka sobie zostawiam, chętnie w nie zagram. Przez całą dotychczasową karierę przewinęło mi się dużo systemów - większość poszła na Allegro, bo nie było z kim grać w Mieście Mułów.

    Imo powodem obecnego stanu rzeczy jest... świadomość klienta. ,,Ściungnę - ukradnę pydyyfa, oszczyndze". I tak i nie. Krzemol kiedyś rzekł całkiem pokrętnie, choć mądrze do pewnego stopnia - ,,nie kupuję, wspieram rynek". Mam na to proste rozwiązanie - pieniądze tworzą pieniądze, trzeba dać autorom jakiś kredyt zaufania i przestać być takim jebliwym dziadem, który wiecznie zrzędzi, że dziś to nie to co kiedyś. Pewnie, że nie! Idziemy do przodu. Sam spotkałem na Avangardzie Indoctrina jak się naprodukował o GP. Wtedy nie miałem hajsu na kupno. Nic to, kupiłem sobie GP na Kapitularzu, szkoda, że w BW, bo niektóre ilustracje paskudne. AM mam w czterech egzemplarzach, dwa rozdane po łódzkich klubach (no dobra, jeden pożyczony). Combat Zone też kupię, bo zapowiada się megamocarnie. Armie Apokalipsy kupię w przyszłości, teraz mam inne wydatki.

    Czego natomiast nie kupię to przekładów - ale nie zrozumcie źle - te przekłady są dobre. Byłem odnośnie nich dość bezkrytyczny, ale po czasie i stanięciu po tej drugiej stronie tekstu (czyli pracy przy użyciu CAT, czy to Tradosa czy MemoQ czy DejaVu) zmieniłem zdanie. Owszem, są gorsze i lepsze przekłady, ale kupować je warto. Ja osobiście nie kupię, bo sam tłumaczę, ale to osobiste sprawy.

    W skrócie - warto inwestować w ten rynek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam przynajmniej nie zrzędzę, że kiedyś było lepiej. Jak napisałem - dla mnie jest tak samo, tylko wybór gier większy ;) Czyli jest lepiej.

      Co zaś do "Ściungnę", to ja się nie dziwię większości naszym graczom (tym niekupującym). Szczerze? Nerdoza to nie tylko rypygy. Patrząc po sobie, to co miesiąc jest pytanie - co kupić? Podręcznik do nowego RPG czy dodatek do posiadanego już systemu? Może grę komputerową? Albo grę planszową? Lub nowy dodatek do posiadanej gry planszowej? Albo boostery do karcianki? Albo figurkę mangowej roznegliżowanej lolitki? Albo figurkę komandosa? Albo figurkę slashera (by nie było - lolitki, komandosów i slasherów zbiera moja lepsiejsia połówka, nie ja)? A może paczkę mang? Damn, wypad do kina to wydatek rzędu 50 złotych. Tyle samo co nowe dvd z filmem który chce się postawić na półce. Nie wspominając o książkach. A może figurki do bitewniaka? Albo dwie wejściówki do salonu BDSM?

      W nerdozę co miesiąc z moją żoną ładujemy IMO dosyć dużo jak na nasze polskie warunki. Ale - obydwoje pracujemy. A tymczasem typowy niekupujący młody gracz RPG to kawaler/panna z 50 złotych kieszonkowego, lub pracą z najniższą krajową. I "niestety" RPG nie jest dla niego priorytetem do inwestowania, bo na drodze stanie inna nerdoza. Albo fajki i wódka.

      Usuń
    2. I jak to zazwyczaj jest:
      - podchodzi do takiego Częstochowa i zagaduje: ,,Hej stary, po co się tak pędzisz? Usiądź sobie, wypij piwo. Zapal se szluga. Nie ma po co tak gnać..."

      Nie ma co zrzędzić, że kiedyś było lepiej. Jest jak jest. Wiadomo, są różne wydatki, ale jak się chce, to się coś kupi w przeciągu ze dwóch miesięcy, nie zakładając jakichś czarnych scenariuszy domowego budżetu.

      Usuń
    3. Masz ciekawą żonkę. Jak widzę ma mało kobiece hobby.

      Usuń
  5. Heh, i właśnie dlatego zamówiłem Gasligta. To jak inwestycja w wydawce. Taki kickstarter na Ars Magica.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lekki rant.
    Ale weźcie, jakie to ma znaczenie, ile gier już mam na półce? Na jednej grze rozegram określone scenariusze i dzięki niej dostanę określony zestaw doznań. Nowa gra to nowe wrażenia, nowe przygody, nowe ekscytacje. (To jak z książkami, planszówkami czy grami komputerowymi, też zwykle nie poprzestaje się na jednej). Ten siódmy podręcznik dlatego właśnie ma sens! (BTW moja półka jest coraz bardziej elektroniczna: pdfy są tańsze i dotrą do mnie znacznie szybciej - ja jakoś nie mam fetyszu papieru, kredy i twardej oprawy).

    Mam takie wrażenie, że jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest między innymi fetyszyzowanie w środowisku roli Mistrza Gry (że wymaga wyjątkowych umiejętności) czy przekonanie, że casualowi gracze sobie z zasadami i prowadzeniem gry nie poradzą). Więc gra się przeważnie w jeden system (bo na jednej mechanice rozegram wszystko, zresztą po co mi mechanika), w jednej grupie i ze stałym podziałem ról (i ze stałym zestawem problemów i patologii, które z tego wynikają). Cały ten zestaw nie sprzyja sięganiu po nowe gry, a szczególnie po te, które mogą być odmienne od tego, co już znamy.

    I przy okazji: od wydania po polsku Warhammera pierwszej edycji minęło ok. 19 lat, od wydania D&D3ed minęło 11 lat. Można mieć do nich sentyment, ale, naprawdę, od tego czasu powstało wiele innych gier i lepszych gier, wiele zostało przetłumaczonych na polski, nie musimy cały czas gadać, jak to za młodu było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, jesteś taka jak ja - jesteś graczem kupującym. Ja też kupię 7 system i postawię go na półce.

      Pytanie z ciekawości, masz na półce (drewnianej lub e-drewnianej) jakąś polską nowość? GP, AA lub AB?

      Zaryzykuję stwierdzenie, że nie. Po prostu masz możliwość wyboru i twój głos poszedł na inne gry. Ja też głosowałem - Ominąłem Neuroshimę czy Monastyr. Ba, nawet ominąłem AA, GP czy AB. Ale wyszły w PDF i wylądowały na mej e-półce. To tak a propos narzekania ROLa, że nikt nie kupi pedeefa.

      Inna sprawa, jakaś taka polska mentalność, że PDF to łajno, nie da się grać, i że powinny być za "pinć złotych" (i nie przeszkadza to w ściągnięciu kolejnego gigabajda z pirackiego raju PeDoFilów). Ja AA prowadzę z PDF. Da się? Da się. Może nawet skuszę się na AB. A że tablety czy inne czytniki są coraz popularniejsze, to Ramel skapnął się, że jego przyszłość leży na Drivethrurpg, a nie w papierowym bagnie w kraju nad Wisłą.

      Dla niekumatych:
      AA - Armie Apokalipsy
      AB - Afterbomb
      GP - Głębia Przestrzeni

      Usuń
    2. Tak w zasadzie to skrót brzmi AM - Afterbomb Madness.

      Ja rozumiem fanów RPG którzy inwestują w to własny hajs, nie zakładając za bardzo optymistycznych scenariuszy dużej sprzedaży - Indoctrine, Drone czy ci od Armii czy choćby Charakternika. Goście mają inicjatywę, robią swoje, lepiej lub gorzej, ale pchają tą historię w przód.

      A mentalność bułasów? ,,Hej stary, wypij piwo, zapal szluga..."

      Ja tam mam 4x AM w papierze i PDFa. PDF ma tą zaletę, że jest opcja ctrl + f, co ułatwia sprawę w wielu grach. A pod pod ręką u każdego to też dobra sprawa, zwłaszcza w wypadku list przedmiotów czy zbrojowni. I nie rozumiem absolutnie zrzędzenia na ceny - GP jest duże, cena uzasadniona. AM miało bardzo niską cenę jak na polskie rpg swego czasu, więc kto nie kupił ten trąba. AA imo trochę przepłacane, bo jakość niska imo, rysunki obrzydliwe i ogólnie bieda w kraju. O Charakterniku nie wspomnę z grzeczności...

      Ot i co, e-rynek może być przyszłością. Obcina koszty, czas, etc. Kto chce sam sobie druknie poda, by mieć pod ręką. Może właśnie nadszedł czas na taką fazę bytowania formy RPG?

      Usuń
  7. Nie kupiłam żadnego z tych systemów - i raczej nie kupię. Reklama Afterbomb zarobiła u mnie na prywatny bojkot, Głębia to zupełnie nie moje klimaty, przez moment rozważałam Armie Apokalipsy, ale niestety po dostępnych w sieci tekstach twórców (prelekcjach też) widać, że seks pełni rolę podniety i dekoracji - jak dla mnie to mało, choć jestem ciekawa fragmentów na temat BHP (wsparcie mechaniczne do ekspresji seksualnej - serio?). Jakoś stylistyka "tandetnego porno" mnie nie przekonuje.

    Ja regularnie drukuję to, co mam zamiar prowadzić, ale na szczęście w polu moich zainteresowań są gry ~100 stron i cz-b. (w Barbaren zupełnie bez sensu nie dało się drukować bez tła).

    Jeśli chodzi o kupowanie: fakt, trochę kupuję, ale sporo gier jest darmowych, pojedyncze tytuły dostałam przy okazji recenzji czy playtestów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wypadku otrzymywania gier za darmo nie stanowi się istotnej statystycznie zmiennej w wypadku dyskusji.

      Ja tam nawet kupiłem od autorów Dziedzictwo Imperium na Zjavie, do tej pory nie przeczytałem:P

      Ale zapowiada się klimatycznie;)

      Usuń