czwartek, 7 marca 2013

[Raport] Iron Kingdoms - Synowie Monety #6


Kapitan i Marcus powrócili wraz z dodatkowym zapasem gotówki. Chłopcy byli bardzo wykończeni, więc dosyć szybko rąbnęli się do łóżka. Ale nie dane im było zbytnio nacieszyć się chwilą wolności (zwłaszcza Kapitanowi), bowiem zostali nawiedzeni przez resztę drużyny. Ci coś tam pobrzękiwali o nowym zleceniu, ale jakoś Christopher spychał to na dalszy plan. Postanowili w końcu wyruszyć do miasta, by dowiedzieć się więcej o czasie wyjazdu pociągu.

Przed wyruszeniem Christopher zapoznał się z Jinx. Ta spytała się wprost, jak drużyna sobie radzi z logistyką i zaproponowała swoje usługi (jest arkanomechanikiem) i brata (który zna się na parobotach). Kapitan powiedział, że przemyśli sprawę.

W mieście drużyna się dowiedziała, że wyruszają za 3 dni.

W okresie oczekiwania na wyprawę Kapitan zaproponował Jinx, że jeżeli zrobi dla niego pistolet z magizamkiem, to przyłączy ich do oddziału. Kat też prosiła Jinx, by dla niej zrobiła jakąś płytkę runiczną. No i Duke starał się randkować z Jinx (tak to wyglądało), ale ta okazała się zbyt bezpośrednia dla jego rycerskości. Czyli głównie czuł się cały czas zawstydzony.

Nadszedł czas wyruszenia na wyprawę. I zakupów. Drużyna wzbogaciła się o mechaniczny rapier dla Kat, o  mechaniczną katanę (dla niepoznaki nazywaną w tym świecie Nyss Claymore) dla brata Vatora, i dwulufowe ręczne działko dla Kapitana. Duke nic nie dostał, bo i po co? ;)

Kapitan poznał w końcu Vilgare i Bale. A cała drużyna zapoznała się z parowozem. Dostali do dyspozycji dwa wagony - pasażerski i do przewozu więźnia. Był jeszcze jeden rzucający się w oczy wagon - cały opancerzony. Drużyna wyruszyła więc na (żelazny) szlak.

Wagon więzienny posiadał celę i miejsce dla jednego strażnika. Zaczęła się więc mozolna podróż i rozmowy o życiu i śmierci z Balem.

Kapitan poczęstował Bale czymś mocniejszym (chociaż było wcześniej słabsze "wino djukowe"). I starał się dowiedzieć, jak Vilgare przechwycił Bale . Wyszło, że każdy ma coś (lub kogoś) na czym zależy,  a Vilgare posunął się do podstępu i szantażu.

Podczas warty Kat, Bale poprosił ją o książkę (kiedy zobaczył, że sama zaczęła czytać). Zaczęli rozmawiać też o alchemii i o pewnym alchemiku, który odkrył pewną formułę która mogłaby pomóc Llael w walce z Khadorem. Enigmatyczny alchemik nazywał się Eidolon (imię było znane Kat z ksiąg jej ojca), ale zaginął zostawiając za sobą wiele tajemniczych zagadek i manuskryptów. Miał też 7 uczniów i każdemu z nich zdradził część sekretów. Okazało się, że jednym z tych uczniów był zamordowany ojciec Kat. Dziewczyna nie dała jednak nic po sobie poznać.

Bale nie był zbyt rozmowny z "klechą" (jak to przedstawił się mu Vator). Ale podczas warty braciszka doszło do incydentu. Reszta drużyny i Vilgore po zjedzeniu posiłku zasnęła. Tylka Kat i jej nabyta odporność na różne alchemiczne dziwności pozwoliły jej utrzymać przytomność. Do wagonu pasażerskiego wdarło się dwóch młodzieńców (coś w rodzaju kelnerów) i z okrzykiem "Viva la Llael!" zażądali poddania się Kat i oddania Bale. Doszło głównie do prób ogłuszania, ale bomba usypiająca drużynowej alchemiczki zrobiła swoje.

Młodzieńcy zostali związani, a Vilgare dał się poznać jako człowiek o sadystycznych skłonnościach. Rewolucjoniści okazali się tylko dwoma przypadkowymi llaelskimi romantykami (chociaż ich plan prawie się powiódł).

Nadeszła pora warty Duka. Ten rozmawiał z Balem po llaelsku. Bale spytał się w pewnym momencie, jak Duke nazywa się naprawdę. Ten odpowiedział, że Vincent Durheim. Duke ogólnie dawno nie słyszał, jak ktoś się zwraca do niego po imieniu. Nawet reszta drużyna zna go po prostu jako Duke.

Bale przypomniał sobie, że zna to nazwisko. Że spotkał małą dziewczynkę o takim nazwisku. I że na imię miała Kira. Wszystko wskazywało na to, że jest to siostra Vincenta, o której myślał, ze zginęła podczas najazdu Khadoru.

Nie trzeba było chyba dodawać, ze Duke zrobiłby wszystko, by odzyskać siostrę. Bale powiedział, że przekaże mu gdzie znajduje się jego siostra, jeżeli ten mu pomoże. Nasz rycerz zgodził się zdradzić swoich współtowarzyszy.

Podczas kolejnej warty Kat doszło do kolejnego niespodziewanego incydentu. Coś eksplodowało, i to dwa razy. A pociąg się wykoleił i wagony zaczęły latać na prawo i lewo. Duży oddział zaatakował transport.

Po wygramoleniu się z pociągu i szybkim rozeznaniu, Vilgare został by pilnować Bale. Ale wcześniej rozpoznał, że atakuje ich zgraja krwawego Ottona, ściganego listem gończym groźnego bandziora. Drużyna stanęła do walki z przeważająca liczbą przeciwników, ale radziła sobie z nimi całkiem nieźle. Kłopoty zaczęły się, kiedy doszło do spotkania z Ottonem, opancerzonym ogrunem.

Walka z nim była brutalna. Wręcz wydawał się nieśmiertelny, Dopiero gdy ogrun obalił Vatora, Duke wykonał dwa mocne uderzenia, które zakończyły walkę...

I wnioski.

W końcu doszło do sesji. Po długiej przerwie udało się zagrać dalej. I to, że była ta przerwa, było czuć. Przynajmniej na początku. Bo na początku sesja była drętwa.

Później jednak się rozkręciło. Co nie zmienia faktu, ze gracze czasami dziwnie się zachowywali.

Jeżeli kapitan miał jeszcze jakieś poważanie i jakiś tam autorytet na pierwszych sesjach, to teraz gdzieś mu ten autorytet zdechł.

Według mnie brak Anny na sesji spowodował, że gracz od brata Valora został trochę olany z mojej strony. Jedyne pięć minut sławy miał, kiedy bohatersko się rozłupywał na pół od ciosu ogruna. Zaliczył pierwszą drużynową permanentną ranę (Battle Scar).

Paradoksalnie, to jego zejście uratowało całą sytuację. Duke wykorzystał zdolność Defender, a później dokończył dzieła normalnym swoim atakiem.

Ostatnia walka była ciężka. Ogrun był lepiej opancerzony od Duke, a i jak przywalił, to i też czerep odpadał przy samych pośladkach. Dodatkowo gnojek leczył pokaźną ilość punktów życia co rundę. No i pechowe rzuty na obrażenia przeciągnęły walkę.

Inna sprawa, drużynowi czarodzieje bardzo generowali pokaźne sumy punktów (8+) zmęczenia. Efekt był taki, że często tracili możliwość używania czarów. A konkluzja? Obydwaj wykupili sobie Feat: Strength of Will.

Drużyna zrobiła też pokaźne zakupy. I aż dziw, ze przy tak wielkich sumach (prawie 1000 sztuk złota), nikt nie zaproponował, by się targować.

No i mam nadzieję, że teraz znowu będziemy grać częściej.

PS. Karty moje drużyny, bo miałem im wrzucić online:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz