sobota, 30 marca 2013

[Raport] Armie Apokalipsy - Nocne Życie Aniołów #2


Nadarzyła się okazja, by poprowadzić jeszcze jedną sesję.

Kolejny wieczór, kolejna noc w służbie Świątyni. Raphael, Azel i Chris przyjechali do Świątyni, i od razu zostali wezwani przed oblicze Camei. Tam przekazała całemu swojemu Skrzydłu informacje o ich kolejnym zadaniu. Chodziło o sprawdzenie kto steruje korporacją ARES (przemysł zbrojny i najemnicy). Wiadomo było tylko, że na szczycie stoi byt kryjący się każący się nazywać DESTRO (mój własny mini-hołd dla pewnego "franchise"; zgadniecie jakiego?). Było uzasadnione podejrzenie, że jest to jakiś Upadły. Więcej informacji o ARES miał im później przekazać Kadadriel.

Po wyjściu od Archonta i rozmowie z Kadadrielem i Red nasi bohaterowie poznali Zelotę Reevela.

Zelota Reevel

Rozmowa pomiędzy bohaterami a Zelotą przebiegała w nastroju wzajemnego badania. Reevel jednak wysyłał sygnały, że jest zainteresowany w jakiś tam sposób Azelem.

Później chłopcy pojechali zaznajomić się z materiałami danymi im przez K. Wynikało z nich, że w mieście są trzy siedziby przynależne do ARES. Baraki dla grupy bojowej ARES, magazyny z uzbrojeniem i wieżowiec. Chłopcy postanowili poszperać w barakach za informacjami. Zaciągnęli do pomocy K, by załatwił dla nich mundury ARES'u.

ARES Trooper ;)

Okazało się, ze mundury dla chłopaków może załatwić Brick, śmiertelnik (i wtyczka) K, oraz mieszkaniec pewnej nieciekawej dzielnicy. Chłopcy się zgadali i pojechali (bez Chrisa) na omówione spotkanie.

Dzielnica była faktycznie nieciekawa. Do chłopców podeszła nieletnia prostytutka, proponująca swoje usługi. Raphael wziął ją na stronę, i kazał Azelowi samemu iść do Brick'a.

Raphael porozmawiał z prostytutką (przedstawiła się jako Jet), i zaproponował jej pójście do pobliskiego baru. Tam jednak przeszkadza im jej alfons (Razor) i jego dwóch goryli (Ivan i Igor). Domaga się zarobków od Jet, a przy okazji brutalnie uderza ją w twarz. Raphael używa swoich zdolności, i wmawia Razorowi, że chce mu on oddać Jet. Ten się śmieje, kiwa głową i odchodzi jakby nigdy.

Azel zaś idzie do Brick'a (wrednie i żywcem przeniosłem scenę z Kick-Assa). Nawet Daukszewicz palący faję był. I obowiązkowy czarny grubas w słuchawkach.


Po małych kłopotach (o mało nie wyniósł dwóch lateksowych wdzianek BDSM), Azel wychodzi jednak z dwoma mundurami. A Raphael proponuje, żeby pojechać do niego. Tam zostawia trochę zdziwioną i oszołomioną Jet. Powiedział jej na pożegnanie, by się czuła jak u siebie w domu (a dom Raphael to ma duży i wielki).

Chłopaki podjechali pod baraki. Tam przebrali się i wyruszyli na zwiad (mieszając się w nocne życie najemników). Nagle doszło do jakiegoś poruszenia, i oddział został postawiony w stan gotowości. Wszyscy wyszli na plac, by przywitać wjeżdżającą limuzynę. Wyszedł z niej szeroki ochroniarz i dziewczyna ubrana w męski garnitur i gładką maskę a'la Vega (vel Balrog).

Maska Rule 63 Destro ;)
Raphael wyczuł, że jest to Skazana. Najwyraźniej Daiva wyczuła też naszych dwóch aniołów. Kazała ich zatrzymać, a sama starała się szybko wycofać samochodem. Doszło do regularnej walki.

Chłopaki starali się ogłuszać żołnierzy. Było to trochę trudne, bo musieli też liczyć się z uciekającą Skazaną. Musieli więc się sprężać.

Azel w ostatniej chwili wyrwał drzwi i wyciągnął dziewczynę. Czy też raczej, sama grzecznie wyszła. Daiva (przedstawiająca się jako Destro) porozmawiała więc w tych niecodziennych warunkach z dwoma aniołami.

Stwierdziła, że nie interesują jej rozgrywki pomiędzy Stwórcą a Wrogiem. Jej sprzęt i ludzie mogą służyć temu, kto zaoferuje więcej. Napięte rozmowy przerwał jednak telefon. Destro dowiedziała się, ze ktoś zrobił burdę w magazynach. W neutralnych nastrojach doszło do pożegnania.

Anioły wróciły do Świątyni. Tam zdali raport K. Przy okazji wyszło na jaw, ze Redana stoi za zamieszaniem przy magazynach. Po wszystkim postanowili powrócić do swoich chat na odpoczynek.

Wcześniej jednak Raphael dorwał Red i w jednym z pomieszczeń obalił ją na stół. Miło zajął się pieszczotami jej ud i anielskiej (obowiązkowo mangowo-anielsko gładkiej) szpareczki. Ta miło doszła i postanowiła odwdzięczyć się tym samym. Skończyło się jednak miłym 69 i wynikiem 2:1.

Tymczasem Azel został zaczepiony znowu przez Reevel'a. Miło pogadali, pogłaskali się po policzkach, polizali kciuki i postanowili pojechać do chaty Zeloty. A ta chata też było niczego sobie. Służba, ogród, miły wystrój. I naga Grzesznica. Reevel potraktował ją dosyć brutalnie, co Azel skwitował, że to do niego nie pasowało. Co i tak nie przeszkadzało skończyć im ze sobą w łóżku (Zelota na górze, Diakon na dole).

Tymczasem Raphael też dojechał do swojej chaty. Zastał tam wykąpaną i przebraną w jego podkoszulkę Jet. Spała spokojnie w jego łóżku. Ten zaparzył sobie herbatę i stanął w drzwiach obserwując ją. Na koniec położył się gdzieś na kanapie i się do siebie uśmiechnął...

Jet to normalna zagubiona dziewczyna w tym wielkim brzydkim świecie

THE END

WNIOSKI

- To najgłupsza fabuła jaką wymyśliłem na poczekaniu od 10 lat!

- Całe szczęście gracze grają dla sexu, nie dla fabuły XD

- Pozwalam wybierać czasami wygląd NPC graczom, jeżeli jakiś im podejdzie. Tak było i w tym przypadku.

- Był jedna walka, ale postanowiłem przy niej poeksperymentować. Może kogoś to zainteresuje: Walkę z grupą ARES Troopers poprowadziłem na zasadach Epicznego Starcia. Każdy z bohaterów walczył przeciwko 20-osobowej grupie. 1 punkt zwycięstwa oznaczał wyeliminowanie jednego żołnierza. żeby było ciekawiej (a nie jednostronnie) dopisałem im zamiast Charyzmatów specjalne zdolności, takie jak: 3 - Sierżant wydaje rozkazy, 2 - Przegrupowanie, 2 - Ostrzał zaporowy, 2 - Fanatyzm. By powstrzymać uciekającą Destro, przynajmniej jeden z nich musiał wyeliminować swoją grupę w określonym czasie. Ledwo się im udało ;)

- Podobało mi się za to bardzo takie filmowe zakończenie. Było IMO urocze.

- No cóż, muszę się lepiej przygotować do następnego poprowadzenia tego takiego bardziej pedalskiego Dragonball'a (że tak zacytuję Krzemienia).

- Dziękuję za program Anielskie Imiona, bardzo fajna aplikacja.

- I dodane po chwili - ostatni raz chyba coś prowadzę po pracy :) Już jednak nie te lata szczeniackie.

1 komentarz:

  1. Nie warto prowadzić po pracy, jest to sprawa daremna. Jak jest się zmęczonym to myśli się o zjedzeniu czegoś i odpoczynku, a nie o dodatkowej pracy którą jest jakby nie spojrzeć na to - prowadzenie czegoś. Często dla ludzi, którzy mogą być jeszcze co najmniej studentami.
    Z innej beczki - jest to też daremne z tego powodu, że jeśli nie mówimy o piątku, to taka gra jest nic warta bo ile może potrwać, z trzy godziny? Bez sensu.

    OdpowiedzUsuń