poniedziałek, 25 marca 2013

[Raport] Armie Apokalipsy - Nocne Życie Aniołów #1


Poprowadziłem wprowadzenie do Armii Apokalipsy. I nie wyszło to źle.

Gracze postanowili zagrać:

Raphael - Hariel Malakhim. miłośnik młodych dziewczyn i sexu, sexu i jeszcze raz sexu. Walczy przy pomocy średniowiecznym mieczem templariusza (relikwia) i ma księcia alberta. Gracz ma ostatnio fazę na "R" z Warm Bodies, więc postać wygląda jakoś tak:



Oczywiście Raphael jest mniej blady, żwawszy i bardziej rozmowny niż łoryginał.

Azel - Mechakiel Hashmallim, 101% kurduplasty gej (całe 170 cm). Lubi sobie czasami zabić w gniewie paru ludzi, bo może. Walczy przy pomocy "unlimited daggers cheat: on". Wygląda tak:


Posiada dwoje różnych oczu (ostatnio na to moda jak widzę moje sesje), oraz ludzkiego przyjaciela (który jest Natchnionym), Chrisa:

Dodatkowo posiada blizny i taki tatuaż:


Oraz chodzi w takich ciuchach (zwłaszcza w drugim ciuchu od prawej):


Niektórzy to się lubią przygotować na sesję wizualnie, co nie (pozdrawiam cię 41 karnawale)?

Najtrudniejsze są zawsze początki. Dlatego założenie było takie, że nasi Diakoni znają się z widzenia z poprzedniej Świątyni. Ale dostali przeniesienie pod nowego Archonta. I tak to się zaczyna ta opowieść.

Chłopcy się budzą (wieczorem, bo to ma być nocne życie aniołów, no nie?), każdy w swojej chałupie. Azela ubiera Chris, zaś Raphael załatwia wszystko samodzielnie. Każdy rusza swoim wozem by spotkać się pod gotycką katedrą. Tam przy drzwiach wita ich wielki czarny anioł, znaczy murzyn. Jest to jeden ze Strażników
Świątyni, który to wpuszcza chłopaków do katedry. Tam mają chłopcy okazję do zapoznania się z tutejszym spowiednikiem, Pielgrzymem (dwumetrowy gościu przyodziany w habit). Po krótkiej rozmowie Pielgrzym pokazuje im, gdzie mogą zastać ich nowego Archonta.

W pokoju urządzonym na biało i ozdobionym wieloma białymi kwiatami bohaterowie spotykają młodą białowłosą dziewczynę (by nie napisać dziecko). To Archont Camea, ich nowy przełożony.


Przy jej stopach klęczy zaś inny Diakon, Kadariel.


Dochodzi do rozmowy, zapoznania się i takie tam in-character mambo-jumbo. Camea chce przetestować zdolności naszych bohaterów i proponuje im sparring na arenie (która to jest położona poniżej Świątyni). Azel i Raphael zaczynają więc walczyć ze sobą.

Ach, co to była za walka. Coś, co zaczęło się od normalnego sparringu, przybrało na mocy i skończyło się rzucaniem o kolumny, ściany, przemianą w Adona i wydaniem całego zapasu Punktów Gniewu.

Po bardzo wyrównanej walce zwyciężył Azel. Na koniec panowie (w potarganych ciuchach) podali sobie dłoń i pogratulowali świetnej walki, a Chris w nagrodę pocałował swojego przyjaciela w policzek. Podeszła do nich też kolejna postać, Diakon Redana. Czerwonowłosa chłopczyca w wyzywającej siatkowej bluzeczce (zwanej fishnetem lub koszulką kunoichi :P ), więc można było podziwiać jej ładne piersi (i sutki) w pełnej krasie). W ten sposób całe Skrzydło się zapoznało ze sobą.

Chłopcy (po modlitwie) postanowi się przebrać i wypaść gdzieś do klubu na głębszego. Tam Raphael zaczął obściskiwać dwie dziwki, zaś Chris wylądował na kolanach Azela. Sielankę przerwało jednak pojawienie się jakiegoś ropuchowatego Upadłego jegomościa. Bohaterowie podążyli za nim, co skończyło się kolejnym epickim starciem. Te jednak było szybkie i brutalne, zwłaszcza że była to walka 2vs1.

Po powrocie do klubu (jakby nigdy nic) Chris zmył się do chaty, zaś do chłopców przysiadła się Redana (zwana po prostu Red). Widziała ich walkę z Upadłym, bo i sama przybyła tutaj w poszukiwaniu tego jegomościa. Rozmowa skończyła się jej wejściem na kolana Raphaela i poczęstowanie go drinkiem metodą usta-usta. Chwilę później anioły zaczęły się mocniej obściskiwać, a członek i piersi wyzwoliły się z ubraniowego więzienia. Oddały się całkowicie przyjemności, nie zważając w ogóle na Azela, czy na innych bywalców nocnego klubu.

Po wszystkim Raphael stwierdził, że teraz kolej Azela i wyskoczył na parkiet, by jakiemuś młodzieńcowi wmówić (Rozbudzenie Zmysłów), że ma ochotę oddać się Azelowi. Doszło więc do powtórki, tym razem w wersji yaoi i w wersji angel / human. Finał był jednak trochę inny.

Kiedy Azel zaspokoił swoje potrzeby pojawiła się dziewczyna oczarowanego chłopaka i zwyzywała go od pedałów i takie tam. Ten się tłumaczył, ze nie wiedział dlaczego i po co. Azel wyglądał na ubawionego, zaś Raphaelowi było głupio. Anioły się pożegnały ze sobą i każdy poszedł do swojej chaty. 

Wnioski:

- Nie było źle, jak na początek i zapoznanie się z mechaniką, ale...

- Boli trochę brak mechanizmu odzyskiwania punktów łaski. W moim odczuciu może to prowadzić u niektórych MG do narzucania pewnej liniowości (np. poprzez windowanie poziomu trudności). Traci się też poczucie losowości. Sytuację ratuje jednak fakt, że są...

- Punkty Siły Woli. Te już można odzyskiwać, ale znowu...

- Nie każdemu przejdzie deklaracja "idę urządzić orgię z dobermanami" przez usta, a co dopiero (grając by-book) opisując to. Tak, wiem, zły przejaskrawiony przykład złego zboczonego Beamhita, ale jak walić przykładem, to z grubej rury.

- Walka gracz vs. gracz wyszła naprawdę fajnie i było czuć, że dziewczyny wyzwalają z siebie adrenalinę. Dość powiedzieć, że starcie zakończyło się 20 do 19 (przy czym każdy posiadał 20 Punktów Zwycięstwa).

 - Znowu muszę grać na dwa fronty ;). Zaspokajać gejofilkę z jednej strony i lolitomaniaczkę z drugiej.

- Gejofilka nie czuje, by zgwałciła heteroseksualnego kolesia. Że tak wtrącę, co niektóre kobiety myślą o przeleceniu kogoś pod wpływem oczarowania.

- Za to lolimaniaczka ma miękkie serce i czuje się z tym źle (buhahahahaha - potępieńczy śmiech tańczącego MG nad zgliszczami instrukcji BHP).

- Muszę teraz sensownie podliczyć punkty grzechów, ale mam kłopot jak traktować homoseksualne stosunki aniołów z ludźmi.

16 komentarzy:

  1. A tak mi się coś wydawało, że postacie za bardzo mangowe. Nic dziwnego, skoro prowadzą je dziewczyny ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, bo samce nerdy to grywają tylko takimi tr00 prawdziwymi bohaterami, a za podobizny bohaterów służą im zdjęcia Wałęsy, Gulczasa i Bońka ;)

      Usuń
  2. A ta w ogóle, to Chrystus was opuścił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czemu Chrystus ich opuścił? Możesz to jakoś mi wyjaśnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przekonany, że beamhit zrozumiał żart, więc nie sądzę, bym musiał cokolwiek tłumaczyć.

      Usuń
    2. Ha ha ha... Nie rozumiem...

      A poważniej uszanujmy ten system i ludzi, i nie przywołujmy imion bogów na przyszłość. Twoich, moich i cudzych ;)

      Bo i w podręczniku AA nie padają słowa Bóg, Honor, Ojczyzna. Tfu, znaczy się Bóg, Szatan, Chrystus. Mamy tutaj Stwórcę, Wroga i Mesjasza.

      Usuń
    3. Szanuję, szanuję, nikogo nie chciałem obrazić. Po prostu przypomniał mi się film puszczony onegdaj przez księdza na religii. Przesłanie jego było takie, że jak ktoś gra w RPG - bodaj na przykładzie AD&D, albo bawi się/ogląda He-mana, to najwyraźniej opuścił go ten, którego imienia na Twoją prośbę nie będę już wymawiał. No a przecież tamto to pikuś przy tym, co Wy tutaj wyprawiacie. ;) Sodoma i Gomora.

      Usuń
    4. Czuję zazdrość w wypowiedzi ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Wyszło dosyć wesoło. Np. Chris miał być trochę złośliwy dla swojego przyjaciela (życzenie gracza który go wykupił). I scena walki, gdy odrzucony przez Raphaela Azel spływa po kolumnie i podnosi wkurzony głowę, a tu stoi Chris ze złośliwym uśmieszkiem oraz puszką w ręce i się pyta - Może Red Bula? Doda ci skrzydeł.

      Najlepsze jest to, że Azel wypił to jednym haustem i wygrał następną rundę z dużą przewagą XD

      Chyba że uważasz, że homoerotyka to mhroczne zło :P

      Usuń
    2. książę albert mnie zmhrocznil na wejście ;)
      tekst z Red Bulem świetny!

      Usuń
    3. A ja myślałem, że to takie codzienne wesołe kolorowe rzeczy prosto z Klanarchii :P

      Usuń
  5. Spodziewałem się jakiegoś Piekła Dantego a widzę, że to bardziej gejowski Dragonball ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam. W połowie to były tam małolaty płci penisoujemnej.

      Usuń