niedziela, 31 marca 2013

Eros w Blogosferze - Marzec'13


W tym miesiącu wpisy sponsoruje Eros z zamarzniętymi jajami. W koszyku oczywiście. I bardzo queerowymi jajami.

etcposzukiwacz - Jak grać postacią geja w światach fantasy?

Jedyny stricte polterowy przedstawiciel w tym zestawieniu.

mr_mond - Na marginesach. Queerowa fantastyka

O antologii gejowego horroru. Znaczy ja wiem, że dla większości gej = horror za murem. Co też można poczytać w komentarzach na Polterze.

Krzemień - Tits or GTFO

Krzemień chce, by feministki erpegowe pokazały cycki. Coś w tym jest, bo przecież feministki często walczą z obnażoną piersią.




O nerdowskim pierścionku zaręczynowym i dwóch nerd-lesbijkach. Szkoda tylko (dziwne wręcz?), że panie nie lubią się całować. Chyba, że kamera ich zawstydzała. Albo jest to związek bardzo platoniczny.

Adriano Kuc - The Gamer Sutra

Humorystycznie. O pozycjach dla graczy. No jakbym siebie oglądał.


Nie tylko ja popełniam sesje w AA.

Noobirus - #5

Kolejny komiks od Noobirusa. Tym razem chyba nikt mi nie wlepi karnego jeżyka?

BONUS:

KFC stawia pierwsze kroki w rysowaniu porno-smoków. Na razie skupia się na szczegółach anatomicznych i doczepia je do gotowych wzorów. Ale facet ma niezłą przyszłość przed sobą. Sami oceńcie:


I coś z odmętów starego internetu. O erotyce w Rokuganie, rocznik 2003.


sobota, 30 marca 2013

[Raport] Armie Apokalipsy - Nocne Życie Aniołów #2


Nadarzyła się okazja, by poprowadzić jeszcze jedną sesję.

Kolejny wieczór, kolejna noc w służbie Świątyni. Raphael, Azel i Chris przyjechali do Świątyni, i od razu zostali wezwani przed oblicze Camei. Tam przekazała całemu swojemu Skrzydłu informacje o ich kolejnym zadaniu. Chodziło o sprawdzenie kto steruje korporacją ARES (przemysł zbrojny i najemnicy). Wiadomo było tylko, że na szczycie stoi byt kryjący się każący się nazywać DESTRO (mój własny mini-hołd dla pewnego "franchise"; zgadniecie jakiego?). Było uzasadnione podejrzenie, że jest to jakiś Upadły. Więcej informacji o ARES miał im później przekazać Kadadriel.

Po wyjściu od Archonta i rozmowie z Kadadrielem i Red nasi bohaterowie poznali Zelotę Reevela.

Zelota Reevel

Rozmowa pomiędzy bohaterami a Zelotą przebiegała w nastroju wzajemnego badania. Reevel jednak wysyłał sygnały, że jest zainteresowany w jakiś tam sposób Azelem.

Później chłopcy pojechali zaznajomić się z materiałami danymi im przez K. Wynikało z nich, że w mieście są trzy siedziby przynależne do ARES. Baraki dla grupy bojowej ARES, magazyny z uzbrojeniem i wieżowiec. Chłopcy postanowili poszperać w barakach za informacjami. Zaciągnęli do pomocy K, by załatwił dla nich mundury ARES'u.

ARES Trooper ;)

Okazało się, ze mundury dla chłopaków może załatwić Brick, śmiertelnik (i wtyczka) K, oraz mieszkaniec pewnej nieciekawej dzielnicy. Chłopcy się zgadali i pojechali (bez Chrisa) na omówione spotkanie.

Dzielnica była faktycznie nieciekawa. Do chłopców podeszła nieletnia prostytutka, proponująca swoje usługi. Raphael wziął ją na stronę, i kazał Azelowi samemu iść do Brick'a.

Raphael porozmawiał z prostytutką (przedstawiła się jako Jet), i zaproponował jej pójście do pobliskiego baru. Tam jednak przeszkadza im jej alfons (Razor) i jego dwóch goryli (Ivan i Igor). Domaga się zarobków od Jet, a przy okazji brutalnie uderza ją w twarz. Raphael używa swoich zdolności, i wmawia Razorowi, że chce mu on oddać Jet. Ten się śmieje, kiwa głową i odchodzi jakby nigdy.

Azel zaś idzie do Brick'a (wrednie i żywcem przeniosłem scenę z Kick-Assa). Nawet Daukszewicz palący faję był. I obowiązkowy czarny grubas w słuchawkach.


Po małych kłopotach (o mało nie wyniósł dwóch lateksowych wdzianek BDSM), Azel wychodzi jednak z dwoma mundurami. A Raphael proponuje, żeby pojechać do niego. Tam zostawia trochę zdziwioną i oszołomioną Jet. Powiedział jej na pożegnanie, by się czuła jak u siebie w domu (a dom Raphael to ma duży i wielki).

Chłopaki podjechali pod baraki. Tam przebrali się i wyruszyli na zwiad (mieszając się w nocne życie najemników). Nagle doszło do jakiegoś poruszenia, i oddział został postawiony w stan gotowości. Wszyscy wyszli na plac, by przywitać wjeżdżającą limuzynę. Wyszedł z niej szeroki ochroniarz i dziewczyna ubrana w męski garnitur i gładką maskę a'la Vega (vel Balrog).

Maska Rule 63 Destro ;)
Raphael wyczuł, że jest to Skazana. Najwyraźniej Daiva wyczuła też naszych dwóch aniołów. Kazała ich zatrzymać, a sama starała się szybko wycofać samochodem. Doszło do regularnej walki.

Chłopaki starali się ogłuszać żołnierzy. Było to trochę trudne, bo musieli też liczyć się z uciekającą Skazaną. Musieli więc się sprężać.

Azel w ostatniej chwili wyrwał drzwi i wyciągnął dziewczynę. Czy też raczej, sama grzecznie wyszła. Daiva (przedstawiająca się jako Destro) porozmawiała więc w tych niecodziennych warunkach z dwoma aniołami.

Stwierdziła, że nie interesują jej rozgrywki pomiędzy Stwórcą a Wrogiem. Jej sprzęt i ludzie mogą służyć temu, kto zaoferuje więcej. Napięte rozmowy przerwał jednak telefon. Destro dowiedziała się, ze ktoś zrobił burdę w magazynach. W neutralnych nastrojach doszło do pożegnania.

Anioły wróciły do Świątyni. Tam zdali raport K. Przy okazji wyszło na jaw, ze Redana stoi za zamieszaniem przy magazynach. Po wszystkim postanowili powrócić do swoich chat na odpoczynek.

Wcześniej jednak Raphael dorwał Red i w jednym z pomieszczeń obalił ją na stół. Miło zajął się pieszczotami jej ud i anielskiej (obowiązkowo mangowo-anielsko gładkiej) szpareczki. Ta miło doszła i postanowiła odwdzięczyć się tym samym. Skończyło się jednak miłym 69 i wynikiem 2:1.

Tymczasem Azel został zaczepiony znowu przez Reevel'a. Miło pogadali, pogłaskali się po policzkach, polizali kciuki i postanowili pojechać do chaty Zeloty. A ta chata też było niczego sobie. Służba, ogród, miły wystrój. I naga Grzesznica. Reevel potraktował ją dosyć brutalnie, co Azel skwitował, że to do niego nie pasowało. Co i tak nie przeszkadzało skończyć im ze sobą w łóżku (Zelota na górze, Diakon na dole).

Tymczasem Raphael też dojechał do swojej chaty. Zastał tam wykąpaną i przebraną w jego podkoszulkę Jet. Spała spokojnie w jego łóżku. Ten zaparzył sobie herbatę i stanął w drzwiach obserwując ją. Na koniec położył się gdzieś na kanapie i się do siebie uśmiechnął...

Jet to normalna zagubiona dziewczyna w tym wielkim brzydkim świecie

THE END

WNIOSKI

- To najgłupsza fabuła jaką wymyśliłem na poczekaniu od 10 lat!

- Całe szczęście gracze grają dla sexu, nie dla fabuły XD

- Pozwalam wybierać czasami wygląd NPC graczom, jeżeli jakiś im podejdzie. Tak było i w tym przypadku.

- Był jedna walka, ale postanowiłem przy niej poeksperymentować. Może kogoś to zainteresuje: Walkę z grupą ARES Troopers poprowadziłem na zasadach Epicznego Starcia. Każdy z bohaterów walczył przeciwko 20-osobowej grupie. 1 punkt zwycięstwa oznaczał wyeliminowanie jednego żołnierza. żeby było ciekawiej (a nie jednostronnie) dopisałem im zamiast Charyzmatów specjalne zdolności, takie jak: 3 - Sierżant wydaje rozkazy, 2 - Przegrupowanie, 2 - Ostrzał zaporowy, 2 - Fanatyzm. By powstrzymać uciekającą Destro, przynajmniej jeden z nich musiał wyeliminować swoją grupę w określonym czasie. Ledwo się im udało ;)

- Podobało mi się za to bardzo takie filmowe zakończenie. Było IMO urocze.

- No cóż, muszę się lepiej przygotować do następnego poprowadzenia tego takiego bardziej pedalskiego Dragonball'a (że tak zacytuję Krzemienia).

- Dziękuję za program Anielskie Imiona, bardzo fajna aplikacja.

- I dodane po chwili - ostatni raz chyba coś prowadzę po pracy :) Już jednak nie te lata szczeniackie.

poniedziałek, 25 marca 2013

[Raport] Armie Apokalipsy - Nocne Życie Aniołów #1


Poprowadziłem wprowadzenie do Armii Apokalipsy. I nie wyszło to źle.

Gracze postanowili zagrać:

Raphael - Hariel Malakhim. miłośnik młodych dziewczyn i sexu, sexu i jeszcze raz sexu. Walczy przy pomocy średniowiecznym mieczem templariusza (relikwia) i ma księcia alberta. Gracz ma ostatnio fazę na "R" z Warm Bodies, więc postać wygląda jakoś tak:



Oczywiście Raphael jest mniej blady, żwawszy i bardziej rozmowny niż łoryginał.

Azel - Mechakiel Hashmallim, 101% kurduplasty gej (całe 170 cm). Lubi sobie czasami zabić w gniewie paru ludzi, bo może. Walczy przy pomocy "unlimited daggers cheat: on". Wygląda tak:


Posiada dwoje różnych oczu (ostatnio na to moda jak widzę moje sesje), oraz ludzkiego przyjaciela (który jest Natchnionym), Chrisa:

Dodatkowo posiada blizny i taki tatuaż:


Oraz chodzi w takich ciuchach (zwłaszcza w drugim ciuchu od prawej):


Niektórzy to się lubią przygotować na sesję wizualnie, co nie (pozdrawiam cię 41 karnawale)?

Najtrudniejsze są zawsze początki. Dlatego założenie było takie, że nasi Diakoni znają się z widzenia z poprzedniej Świątyni. Ale dostali przeniesienie pod nowego Archonta. I tak to się zaczyna ta opowieść.

Chłopcy się budzą (wieczorem, bo to ma być nocne życie aniołów, no nie?), każdy w swojej chałupie. Azela ubiera Chris, zaś Raphael załatwia wszystko samodzielnie. Każdy rusza swoim wozem by spotkać się pod gotycką katedrą. Tam przy drzwiach wita ich wielki czarny anioł, znaczy murzyn. Jest to jeden ze Strażników
Świątyni, który to wpuszcza chłopaków do katedry. Tam mają chłopcy okazję do zapoznania się z tutejszym spowiednikiem, Pielgrzymem (dwumetrowy gościu przyodziany w habit). Po krótkiej rozmowie Pielgrzym pokazuje im, gdzie mogą zastać ich nowego Archonta.

W pokoju urządzonym na biało i ozdobionym wieloma białymi kwiatami bohaterowie spotykają młodą białowłosą dziewczynę (by nie napisać dziecko). To Archont Camea, ich nowy przełożony.


Przy jej stopach klęczy zaś inny Diakon, Kadariel.


Dochodzi do rozmowy, zapoznania się i takie tam in-character mambo-jumbo. Camea chce przetestować zdolności naszych bohaterów i proponuje im sparring na arenie (która to jest położona poniżej Świątyni). Azel i Raphael zaczynają więc walczyć ze sobą.

Ach, co to była za walka. Coś, co zaczęło się od normalnego sparringu, przybrało na mocy i skończyło się rzucaniem o kolumny, ściany, przemianą w Adona i wydaniem całego zapasu Punktów Gniewu.

Po bardzo wyrównanej walce zwyciężył Azel. Na koniec panowie (w potarganych ciuchach) podali sobie dłoń i pogratulowali świetnej walki, a Chris w nagrodę pocałował swojego przyjaciela w policzek. Podeszła do nich też kolejna postać, Diakon Redana. Czerwonowłosa chłopczyca w wyzywającej siatkowej bluzeczce (zwanej fishnetem lub koszulką kunoichi :P ), więc można było podziwiać jej ładne piersi (i sutki) w pełnej krasie). W ten sposób całe Skrzydło się zapoznało ze sobą.

Chłopcy (po modlitwie) postanowi się przebrać i wypaść gdzieś do klubu na głębszego. Tam Raphael zaczął obściskiwać dwie dziwki, zaś Chris wylądował na kolanach Azela. Sielankę przerwało jednak pojawienie się jakiegoś ropuchowatego Upadłego jegomościa. Bohaterowie podążyli za nim, co skończyło się kolejnym epickim starciem. Te jednak było szybkie i brutalne, zwłaszcza że była to walka 2vs1.

Po powrocie do klubu (jakby nigdy nic) Chris zmył się do chaty, zaś do chłopców przysiadła się Redana (zwana po prostu Red). Widziała ich walkę z Upadłym, bo i sama przybyła tutaj w poszukiwaniu tego jegomościa. Rozmowa skończyła się jej wejściem na kolana Raphaela i poczęstowanie go drinkiem metodą usta-usta. Chwilę później anioły zaczęły się mocniej obściskiwać, a członek i piersi wyzwoliły się z ubraniowego więzienia. Oddały się całkowicie przyjemności, nie zważając w ogóle na Azela, czy na innych bywalców nocnego klubu.

Po wszystkim Raphael stwierdził, że teraz kolej Azela i wyskoczył na parkiet, by jakiemuś młodzieńcowi wmówić (Rozbudzenie Zmysłów), że ma ochotę oddać się Azelowi. Doszło więc do powtórki, tym razem w wersji yaoi i w wersji angel / human. Finał był jednak trochę inny.

Kiedy Azel zaspokoił swoje potrzeby pojawiła się dziewczyna oczarowanego chłopaka i zwyzywała go od pedałów i takie tam. Ten się tłumaczył, ze nie wiedział dlaczego i po co. Azel wyglądał na ubawionego, zaś Raphaelowi było głupio. Anioły się pożegnały ze sobą i każdy poszedł do swojej chaty. 

Wnioski:

- Nie było źle, jak na początek i zapoznanie się z mechaniką, ale...

- Boli trochę brak mechanizmu odzyskiwania punktów łaski. W moim odczuciu może to prowadzić u niektórych MG do narzucania pewnej liniowości (np. poprzez windowanie poziomu trudności). Traci się też poczucie losowości. Sytuację ratuje jednak fakt, że są...

- Punkty Siły Woli. Te już można odzyskiwać, ale znowu...

- Nie każdemu przejdzie deklaracja "idę urządzić orgię z dobermanami" przez usta, a co dopiero (grając by-book) opisując to. Tak, wiem, zły przejaskrawiony przykład złego zboczonego Beamhita, ale jak walić przykładem, to z grubej rury.

- Walka gracz vs. gracz wyszła naprawdę fajnie i było czuć, że dziewczyny wyzwalają z siebie adrenalinę. Dość powiedzieć, że starcie zakończyło się 20 do 19 (przy czym każdy posiadał 20 Punktów Zwycięstwa).

 - Znowu muszę grać na dwa fronty ;). Zaspokajać gejofilkę z jednej strony i lolitomaniaczkę z drugiej.

- Gejofilka nie czuje, by zgwałciła heteroseksualnego kolesia. Że tak wtrącę, co niektóre kobiety myślą o przeleceniu kogoś pod wpływem oczarowania.

- Za to lolimaniaczka ma miękkie serce i czuje się z tym źle (buhahahahaha - potępieńczy śmiech tańczącego MG nad zgliszczami instrukcji BHP).

- Muszę teraz sensownie podliczyć punkty grzechów, ale mam kłopot jak traktować homoseksualne stosunki aniołów z ludźmi.

sobota, 23 marca 2013

Dungeons & Dragons: Chronicles of Mystara na PC


Tower of Doom i Shadow over Mystara to dwie klasyczne chodzone naparzanki ze stajni Capcom. Najważniejsze jednak, są to dwie chodzone naparzanki na licencji Dungeons and Dragons. I co najważniejsze chyba, odświeżona ich wersja trafi na PC! Do dzieła więc, ponaparzajmy znowu displacer beasty, beholdery i red dragony!


[Iron Kingdoms] FMF - Sailor Take Warning


Dzisiejszy Full Metal Friday daje nam do dyspozycji rozpisaną załogę Piekielnicy (Hellkite) z nieustraszoną i krwiożerczą kapitan Maerą Brinebight. Jak się nie trudno domyślić, jest przedstawicielką rasy Satyxis, służą pod nią łupieżcy (łupieżcynie?), a jej okręt potrafi zmieniać pogodę. Czyli mamy mini-spotkanie łączące elementy z poprzednich wpisów FMF.

poniedziałek, 18 marca 2013

Nerdowe pisma w CDP


Jeżeli ktoś nie zauważył, cdp.pl zgodnie z obietnicą ruszyło z cyfrowymi wersjami okołonerdowych pism. Na początku dostajemy Nową Fantastykę i Świat Gier Planszowych.

niedziela, 17 marca 2013

Ściągi ze zdolnościami i MSE

Erpgegi mamy różne, a różnym stopniu złożoności i natłoku zdolności (zwanymi mocami, atutami, charyzmatami czy innymi specjalami). Zazwyczaj też karta postaci nie posiada wystarczającej ilości miejsca by dopisać sobie zasady Oburęcznej Biegłości w Widłach czy Świętego Ręcznego Granatu z Antiochii.

Ale nie obawiaj się (jak to miało w zwyczaju gadać pornograficzne wcielenie dr. James'a Wilsona)!

Niektórzy pewnie znają, inni pewnie nie. Magic Set Editor to program stworzony to projektowania swoich własnych kart do Magica. Jednakże po pojawieniu się czwartej edycji DnD mądre nerdy sobie wymyśliły, że zrobią sobie template do dedekowych powerów. Poniżej można oglądać dwa najpopularniejsze wzory.



Możliwość robienia własnych templatów, czy nawet wykorzystania już tych istniejących (program wspiera wiele karcianek, zarówno komercyjnych, jak i tych wymyślonych na własne domowe potrzeby) możemy jednak śmiało wykorzystać do naszych polskich erpegów.

I tak Charyzmaty do Armii Apokalipsy mogą wyglądać na przykład tak:




Natomiast karty do Afterbomb Madness (hej Rafał, gdzie są zakładki w pedeefie?) mogą wyglądać tak:




sobota, 16 marca 2013

Super Deepthroat


Wszem i wobec wiadomo, że obraz jest wart więcej niż 1000 słów. Co prawda RPG to gra wyobraźni, ale bądźmy szczerzy - na jak wiele sposobów można opisać "ona ci obciąga" (że tak zacytuję wypowiedzi z pewnego tematu), zwłaszcza gdy jesteś nerd-prawiczkiem z tendencją do bujnego owłosienia dłoni. Dodatkowo poziom trudności pewnie się zwiększa, gdy gwałcona chędożona postać graczki patrzy na nas krzywo i nie jest skora do wykrzesania z siebie chodź odrobiny odgrywania. O LARPIE nie wspominając. A już gdy niedogolony śliniący kumpel każe nam opisywać ze szczegółami ruchy głowy posuwiste, to już dla większości Overkill.

Można się ratować chociażby puszczeniem filmiku z Sashą Grey albo wydrukowaniem sobie wcześniej pomocnych wizualizacji z 4chana.

Można też włączyć komp / tablet i puścić Super Deepthroat. Grę tak dogłębną, że aż ściskająca gardło. Chociaż słowo gra, to za dużo powiedziane. Lepsze jest tu określenie "wizualna pomoc do RPG".

Grab your dick and double-click

Ten wspaniały projekt (który jest darmowy) rozwija się cały czas. Już teraz oferuje szereg postaci do wyboru, różne tryby, paringi (male on girl, futa on girl, futa on futa, male on boy, futa on boy), dialogi, wsparcie dla modów (chcecie mieć sororitę oddająca cześć swojemu inkwizytorowi? Wiem, że chcecie), suwaki do modyfikowania jego i jej (chcesz mieć lolitkę czy przebujną krowę?). Może być chętna, lub niechętna. I ta fizyka cieczy, aż dech zapierają te pływające spermy i śliny. I ta symulacyjność! Możesz ustawić np. opór jej gardła. Nauki ścisłe na najwyższym poziomie.

Po prostu must-have dla każdego szanującego się MG. A minusy? Też są. Zbyt częste wykorzystywanie na sesji może powodować częstymi wyjściami do łazienki twoich graczy. Ale chyba to przebolejemy, nie z takich rzeczy czyściło się ściany przed powrotem rodziców.

piątek, 15 marca 2013

[Iron Kingdoms] FMF - Riding the Storm

Pojawił się nowy wpis Full Metal Friday. Tym razem dostajemy do dyspozycji dodatkowe zasady prowadzenia potyczek na niespokojnym morzu. Walka podczas sztormu na pokładzie statku jest bardzo ryzykowna.

Nadchodzące Polskie CRPG

Nie samym Wiedźminem i Cyberpunkiem człowiek żyje. W kraju nad Wisłą powstają też inne erpegi, o których głośno się nie mówi.

Iesabel - Forever Entertainment

Polski hack'n'slash znany ostatnio z tego że wylądował na Steam Greenlight. Śmiało możecie głosować, jeżeli chcecie zobaczyć tam naszą rodzimą produkcję. Dodatkowo twórcy obiecują wersję na Linuxa.



Dark Gates - Dfour Games

Gra która jest hołdem dla Labiryntu Śmierci. Zapraszam tutaj do zapoznania się:

Dark Gates

Bonfire - Moa Cube

Ludziska z Moa Cube są coraz bliżsi wydania Bonfire, gry określanej jako mix Puzzle i RPG (osobiście walki kojarzą mi się ze staroszkolnymi JRPGami). Obiecują wypasiony poziom trudności.

Tutaj do obejrzenia dwa filmy z Alfy:

Pierwszy
Drugi

Paulina ratuje Mario

Dla wszystkich tych, którzy do tej pory nie potrafią przeżyć faktu, że to Mario musiał ratować Księżniczkę Peach, tfu, znaczy Paulinę, proponuję poniższy hack do Donkey Kong.


Donkey Kong: Pauline Edition to hack za którego nie jest odpowiedzialna żadna feministka, ani żaden nerd-erotoman bawiący się nude-patchami (któremu coś nie wyszło). Jest to specjalny hack, który zrobił ojciec dla swojej córki.

Chociaż boję się zapytać, dlaczego wielki goryli samiec porwał małego Włocha.

Więcej (łącznie z linkiem do hacka) tutaj:

Donkey Kong: Pauline Edition

środa, 13 marca 2013

Czy paladyni marzą o świętych burdelach?


Czy paladyni (i paladynki) chodzą do burdelów?

Często w RPG paladyn to zakuty w pancerz święty wojownik, często cnotliwy (w domyśle), seksistowski (bo ratuje bezbronne dziewice przed smokami) i tępy (bo Arturius).

Biorąc pod uwagę, że większość systemów RPG robionych jest dla małych dzieci, takie pojęcia jak cnota, sex, erotyka i burdel pojawiają się w znikomych ilościach na stronach opasłych tomiszczach. W tym przypadku więc sami gracze ustanawiają, co może robić paladyn ze swoim innym orężem. A zazwyczaj nie może robić nic.

Tutaj ciekawostka - w systemie Exalted mnisi muszą zachować czystość cielesną. Ale że natura ludzką jest, dozwolona jest masturbacja.

Koncepcja paladyna jednak ostatnio nam się zmieniła. Przestała to być też klasa spostrzegana jako spadkobierca etosu rycerskiego, jak to było jeszcze chociażby za Kryształów Czasu. Pytanie jednak, czy chodzenie do burdelu jest praworządne i dobre.

Kiedyś grałem u pewnej Mistrzyni Gry, gdzie domy publiczne były bardzo legalne i bardzo odprowadzały podatek. Były praworządnymi przedsiębiorstwami. MG stwierdziła więc, że wypad paladyna do domu uciech jest jak najbardziej pożądany, bo część gotówki zostaje przekazana na rzecz państwa. Oczywiście, równie dobrze mógłby przekazać zrabowane pieniądze bezpośrednio do kasy państwa, albo wydać na opodatkowane bułki. Niemniej jednak jakaś tam praworządność zachowana jest. Z MG, a zwłaszcza (seksistowski dowcip: on) z kobietą MG (seksistowski dowcip: off) nie wypada się jednak kłócić, i należy potulnie iść do burdelu.

Gorzej z dobrem. Teoretycznie chodzenie do burdelu związane jest z tym, że oczekujemy, że to nam będzie dobrze. A paladyn z założenia egocentryczny nie jest. W domyśle więc paladyn chodzący do domu uciech powinien więc stawiać spełnienie i przyjemność prostytutki (lub prostytuta, bo paladyn może być i gejem, i kobietą, i gejem kobietą) wyżej, niż swoje własne potrzeby.

Ot, takie tam moje małe głupie przemyślenia. Do przegadania lub zapomnienia.

Ilustracja stworzona przez rysowniczkę zombiepirate i przedstawia elfią paladynkę (a konkretnie fullytank's paladin) w pełnej zbroi płytowej.

poniedziałek, 11 marca 2013

Tropes vs. Women - moje przemyślenia



Jeżeli ktoś nie zauważył, pojawił się pierwszy filmik z serii Tropes vs. Women. Do obejrzenia chociażby na stronie Petry Bootman. Motyw przewodni to "Damsel(s) in Distress". Z naciskiem na księżniczki Peach i Zelda. Jako, że równocześnie zbliża się dzień kiedy feministki zniszczą Twój świat (już we wtorek UE będzie głosować o zakazie pornografii w internecie! Panika na niektórych portalach bezcenna! Zamach Stanu!!!11!!1!!1!1), postanowiłem zaliczyć (brzydkie seksistowskie słowo) pierwsze dzieło pani Anity Sarkeesian. I ocenić je obiektywnie jak się tylko da. Chociaż samo to, ze jestem samcem BDSM obiektywne już nie jest.

Spostrzeżenie pierwsze:

Gry japońskie są seksistowskie. Ale by dojść do takiego wniosku nie potrzebowałem zbiórki na kickstarterze. Wystarczyło mi spojrzeć na chociażby tak kultowe i piękne dzieła jak "Suck My Dick Or Die!".
Suck My Dick Or Die! - wzruszająca historia tylko za 20 dolców

A poważniej? Przez cały film przewijają się japońskie produkcje. Teoretycznie oprócz rodzynek Jordana Mechner'a (Karateka i Prince of Persia) nie rzuciły mi się tam produkcje amerykańskie lub japońskie. Co wcale nie znaczy, że jestem super znawcą tematu i mogłem oczywiście coś przeoczyć.

Ale wniosek jest jeden - grałeś w japońskie gry, jesteś seksistą!

Spostrzeżenie drugie:

Gry CRPG pokazują baby jako słabe, bezbronne dziewoje, które trzeba ratować. Jest to zilustrowane krótkim przebłyskiem w postaci screena z pierwszego Final Fantasy. Ten krzywdzący stereotyp nie został jednak bardziej rozwinięty, a szkoda.

Jak wiele znacie gier CRPG gdzie motywem przewodnim jest ratowanie baby w klatce? Ogólnie to ratuje się głównie świat (Black Crypt, Dragon Age, Ishar), miasto (Eye of the Beholder), siebie (Geneforge, Gothic, Darksun), rodzinne strony (Fallout), członka rodziny (Fallout 3 i Two Worlds (przy czym pytanie, czy bardziej ratuje się kobietę, czy po prostu siostrę)). Co ciekawe, w pierwszym FF ratowanie księżniczki było tylko po prostu pierwszym questem, wprowadzeniem do gry. Czy to znaczy, że nie można ratować epizodycznie kobiet w RPG? Bo? To kogo mamy ratować? Tylko facetów?

Jasne, w pierwszym Falloucie na początku ratujemy kobietę (pominę w wyliczance przewspaniale seksistowskiego Wiedźmina). Ale już w drugim Falloucie na początku ratujemy faceta. Podobnie w pierwszym EotB ratujemy Krasnoluda w Opresji (PolishRage mode on: Jak to KURWA krasnoluda! Krasie są NIEZAMYKALNE), czy w Might and Magic VI młodego księcia.

Spostrzeżenie trzecie:

Kobiety pokazywane są w grach jako obiekt pożądania i nagroda. Źle to wpływa psychicznie na dziewczyny i chłopców.

Nie wiem, nie znam się. Poprosiłbym jakieś rzetelne badania w tej kwestii, jak gry wpływają na spostrzeganie wizerunku kobiety przez dziewczyny i chłopców. Bo mogę tutaj pisać tylko za siebie.

Grając w gry miałem ogólnie w dupie, ze tam na końcu czekają jakieś piksele udające kobietę moich marzeń. Grając na automatach w Donkey Konga czy Ghosts and Goblins liczyło się rozwalanie przeciwników i skakanie nad beczkami. Również moje późniejsze przygody z Prince of Persia dostarczyły mi tej samej radochy, co przygody z Another World. Liczyła się wygrana, nie nagroda. Bo i zaliczenie gry było bardziej satysfakcjonującą nagrodą, niż ta biedna kobietka na końcu.

Ale ja, to ja. Może Wy panowie fapowaliście w radości po uratowaniu kolejnej wirtualnej dziewoi, a Wy dziewczyny cierpiałyście na końcu gry z powodu krzywdzących stereotypów.

I na koniec, kolejne słowo klucz - automaty. Pomijając japońskie konsolowe produkcje przewijające się przez film, warto zwrócić też uwagę na produkcje automatowe. Głównie z lat 80 i 90.

W tamtych czasach dziewczyny nie grywały na automatach. Przynajmniej w Polsce. A wiem, co piszę, bo byłem stałym bywalcem na gliwickich automatach (jeszcze tych ulokowanych w starej łaźni). Miałem lat może 8, czy 9. To było wtedy miejsce dla mężczyzn. Królestwo plemników.

Czasy się zmieniły. Teraz dziewczyny też w Polsce nie grają na automatach, bo i większość automatów wymarło w tym kraju. Ale powołując się na starocie i stereotypy które pochodzą z ubiegłego wieku, to również można zrobić film o krzywdzących stereotypach związanych z paleniem czarownicy na stosie.

Czekam więc na część drugą, bo pierwsza łba nie urywa i nie rewolucjonizuje moich poglądów. Chociaż fakt, Anita ma miły głos i dobrze się jej słucha.

Wykorzystano dzieła:


sobota, 9 marca 2013

[Raport] Scion - New Orleans Saga


Nowa kampania, stary system. Tym razem wyjątkowo po stronie gracza, a nie MG. Prowadził Ajronkingdomowy Kapitan.

Bohaterowie:

Marie - właściwie to Marie coś tam coś tam coś tam coś tam ;) Napiszę następnym razem, jak przepiszę to imię w pełni. Właściwie jedyna kreolka (w znaczeniu rodowa mieszkanka Luizjany), sexowna mulatka, młoda burdel-mama i kobieta interesów (i szamanka voodoo). Jest córką Erzulie. Uwielbia cygara, obcisłe skórzane kombinezony i wydawać rozkazy.

John Hoffman - 30-letni mechanik samochodowy, samotnik, i budowniczy mebli BDSM. Jest synem Hefajstosa i dzierży jego młot oraz fartuch kowalski (w postaci kombinezonu mechanika). Jedyny bohater obdarzony portretem ;)

John Hoffman

Katze Hyrrokkin - Prawie 15-letnia córka Hel. Samodzielny dzieciak ulicy, wychowywany ostatnio przez Lokiego. Dziadek wytatuował jej całą lewą połowę ciała, by upodobnić ją do matki. Posiada też heterochromię (lewe oko jest szare, prawe brązowe). Dzierży Sultr, sztylet Hel. Moja postać. Lolijumbo i do przodu.

Sesja zaczęła się od Marie. Zaraz z rana (no dobra, popołudniu) okazało się, że jeden z samochodów  dla dziewczynek z Eskorty zawalił. Wysłała więc jednego ze swoich ludzi (jakiś rusek) do najbliższego mechanika.

Mechanikiem okazał się John. Jako że nie mieszkał zbyt daleko, szybko zjawił się "Pod Czerwoną Kobietą" (burdel Marie).

Tymczasem Katze włócząc się po ulicy (dosyć dobrze zamaskowana, by jej tatuaże nie wzbudzały niepotrzebnego zainteresowania) dostrzegła jakiegoś gościa z rogami który czegoś szukał. Zaczęła go śledzić, a nawet w pewnym momencie zaczepiła go. Ten się jednak zmył i uciekł jej. Przy okazji znalazła jednak pewien pustostan, który dorzuciła do swojej kolekcji "miejsc zamieszkania".

Gdzieś tam wracając Katze przechodziła obok wymienionego już burdelu. Zauważyła stojącą samopas skrzynkę z narzędziami (John, właściciel, rozmawiał z Marie na temat zapłaty za zreperowany samochód). I postanowiła się nią zaopiekować. Zauważyła to Marie i postanowiła zatrzymać dzieciaka (użyła Overt Order). Marie wyczuła że coś jest nie tak, bowiem Katze nie posłuchała jej zbytnio. Kazała więc jednemu ze swoich goryli (goryli właściwie było dwóch, mały z mózgiem i duży bez mózgu) przyprowadzić sobie małą złodziejkę.

Jako, że Katze też posiada Overt Order, oprych został zmuszony do posłuchania komendy "Siad!". Biedak musiał przez chwilę wysłuchiwać naprzemiennych sprzecznych komend. Obydwie panie już wiedziały, że nie są normalnymi paniami. Że zacytuję:

- Nie jesteś tylko zwykłą dziewczynką.
- Nie jesteś tylko zwykłą burdel-mamą.

W końcu Katze zrezygnowała i została przyprowadzona przed oblicze Marie (i przy okazji Johnego). Nasz mechanik jakoś specjalnie zły nie był. Katze i Marie wymieniły się trochę małymi nieprzyjemnościami, czego efektem było spoliczkowanie Katze (co nie spodobało się Johnemu). Ale koniec końców, Katze zgodziła się pomagać Marie jako "uszy" i Johnemu jako "kurier".

Więcej rozmowy w trójkącie nie było, bo zaczęły jechać wozy straży pożarnej. Jakoś tak w miejsce mieszkania i warsztatu Johnego. Mechanik udał się do domu, a Marie i Katze (zwana kociakiem lub dzieciakiem) poszły porozmawiać do saloniku na temat swojego boskiego pochodzenia.

Warsztat Johnego się spalił, ale mieszkanie zostało uratowane. Nasz bohater szybko zrekonstruował wydarzenia prowadzące do podpalenia warsztatu przy pomocy koktajlu Mołotowa (Instant Investigator). Policja jednak później powie nam, że było to zwarcie w instalacji elektrycznej.

Katze po wymienieniu się telefonami z Marie i wyjściu z burdelu (z podwędzoną butelką wódki z palcem truposza, ochrzczoną przez nas voodooczką) udała się do mieszkania Johna (zanim tam jednak weszła, znalazła pogniecione zdjęcie warsztatu). Tam pocieszyła go alkoholem (jak i ściągnęła kaptur, więc John mógł zobaczyć jej tatuaże). Zeszło na gadce szmatce. I kolejnej wymianie telefonów.

Katze poszła do swojego nowego lokum się przespać. Rano zaś poszła do burdelu w celu umycia się, jakaś panienka nie chciała jej wpuścić, ale Katze użyła Serpent's Gaze. Doszło do spotkania z Marie i dziewczyna przekazała informacje o spaleniu warsztatu Johna. Marie postanowiła tam pojechać.

John zaś z rana wziął swój motocykl (trzyma go w mieszkaniu, pieści, chucha i głaszcze) i pojechał załatwiać ubezpieczenie. Spotkanie jednak z panią obsługującą klientów było trochę dziwne, bowiem wymamrotała coś tam pod nosem w stylu "a to ty".

Powrót do domu był jeszcze dziwniejszy, bowiem jakaś zgraja łotrów postanowiła zabić Johnego. Ten jednak przegonił ich, zaś jednego zatrzymał w celu przesłuchania. Johny dowiedział się, ze miała to być jakaś inicjacja. Znalazł też jakąś tandetną czapeczkę z rogami i jakiś wydrukowany email ze swoim zdjęciem z którego wynikało, ze miał zostać zabity. Oraz zwrócił uwagę na symbol serca z różkami i diabelnym ogonkiem.

W międzyczasie dziewczyny przyjechały do mieszkania Johnego. W zgliszczach Katze znalazła jakiegoś  nienaruszonego metalowego dildosa (co raczej zdziwiło obydwie dziewczyny, bo Mechanik wydawał się taki   porządny). Jako, że mieszkanie Johna było zamknięte, Katze zapukała swoją nogą. Tam znaleziono notes z projektami różnych mebli BDSM.

John był bardzo zdziwiony, kiedy wrócił do chaty. Zastał tam wywalone drzwi, na wpół rozebraną Marie z cygarem przeglądającą jego projekty, oraz Katze masującą jej plecy. Johny i Marie zaczęli rozmawiać na temat ewentualnej współpracy. Zaś Katze znalazła pod łóżkiem jakieś pornuski z serii "Barely Legal Teens in Bondage!" i ku rozpaczy Johnego zaczęła je przeglądać.

Po pewnym czasie John postanowił zamówić jakieś żarcie.

- Na co macie ochotę? Na chińszczyznę?
- Hej, to Nowy Orlean. Tutaj mają tylko kurczaki.

Dostawca jednak łaskawie padł trupem na progu, przebity przez shinobi. Doszło do regularnej walki, po której było wiadomo, że nikt nie jest normalny. Znaczy, ze jest boski.

Shinobi zostali pokonani. Drużyna szybko się ewakuowała do rezydencji Marie na bagnach, zaś mieszkanie  Johna w celu zatarcia śladów zostało całkowicie spalone przez jej ludzi.

Wnioski:

- Dawno nie grałem jako gracz, więc czułem się trochę spięty.

- Trochę czasu zeszło na zrobienie postaci Marie.

- Starałem się utrzymywać jakieś ciekawe interakcje między bohaterami, co chyba mi się udało.

- Większość graczy dopiero ma pierwszy kontakt z tym systemem, więc uczymy się dopiero mechaniki (ja sobie ją przypominam). Było więc kilka błędów i uproszczeń, ale nikt o to się nie rzucał.

- MG stwierdził, że to najgorsza sesja jaką prowadził. Pesymista :P

- Moja postać nie wyszła mi taka, jaka miała być. Jak zawsze.

- MG był przyzwyczajony do prowadzenia, że jak dwoje bohaterów graczy rozmawia, to może coś załatwiać na boku z innym graczem. Zawetowaliśmy to ;)

- Faceci grali paniami. Panie grały facetami. MG raczej nie był przyzwyczajony do takiej sytuacji, ale starał się stanąć na wysokości zadania.

- Wyszła jedna mała głupotka, więc cofnęliśmy minimalnie akcję. 

- Przygotować na następną sesję ściągi i koło inicjatywy. Ściągi w IK bardzo IMO się sprawdzają.

piątek, 8 marca 2013

[Iron Kingdoms] FMF - Raider


Pojawił się drugi marcowy FMF. Pod tym linkiem można odnaleźć nowy zawód do Iron Kingdoms. Jest to łupieżca (raider), piracka kariera zarezerwowana tylko dla Satyxis.

Oprócz nowego zawodu dostajemy też trzy nowe zdolności, dzięki którym będziemy lepiej skakać, biegać i walić z dyńki. Oraz przestraszny kąsacz (lacerator), stalowy bicz widoczny na powyższym obrazku.

[Recenzja] Warm Bodies


Historia jest prawie typowa. Pewnego dnia pewien R(omeo) poznaje Julię i się w niej zakochuje. Prawie to jednak duża różnica. W tym przypadku nasz R(omeo) przed zakochaniem się w Julii, wyżera mózg jej poprzedniego chłopaka.

Było wiele romansideł i ogólnie nie jest to gatunek który mam ochotę oglądać. A moja lepsza połówka też nie jest zwolenniczką przełzawych historyjek. Woli oglądać filmy z wielkimi facetami, którzy wielkimi toporami / maczetami / nożami / piłami masakrują amerykańską gówniarzerię. Ale to chyba trailer zachęcił nas, by zaliczyć historię o miłości. Z zombie na pierwszym planie.

Jak wypadło? Szybkie przemyślenia, bez zbytnich spoilerów.

Mocniaki

- Główny bohater "R" (grany przez jakieś nowe bożyszcze nastolatek, bo kolesia nie kojarzę) jest fajny. Według mnie koleś zabójczo zagrał żywego trupa. Dodatkowo prawie cały czas rozmawia z widzami (rozwala 4 ścianę). Jest zabawny. Jest słodki. Jest biedny. Przyrost nekrofilek na świecie zwiększył się o ponad 9000! (% ofkorz). Warto też zauważyć, że bohater ogólnie wie czego chce. Chce laski. W przeciwieństwie do innych romantico bohaterów, którzy by z jednej strony chcieli, z drugiej muszą odejść, a z trzeciej cierpią, "R" wie, że chce.

- "M", kumpel "R". Prawdziwa martwa... znaczy męska przyjaźń. Aż trudno w to uwierzyć, jak dobrze faceci się porozumiewają tylko pomrukując do siebie.

-  Ujęcia i kolorystyka. Była taka... komiksowa. Kojarzyło mi się miejscami z Watchmen. Pozytywne wrażenie.

- Muzyka. Dużo klasycznych kawałków. Dobrze dobrana. Prawie non-stop coś zasypywało nas z głośników.

Średniaki

- Fabuła. Ogólnie ujdzie. To horror-komedia romantyczna, nie Watchmen. Dużo uproszczeń i kilka rozwiązań z czapy. Ale ujdzie.

- Takie sobie tempo filmu. Bywały dłużyzny. Można wręcz powiedzieć, że tempo momentami zombiacze. Ale znowu - to horror-komedia romantyczna, nie zaś Niezniszczalni 2.

- Główna bohaterka. Była taka sobie. Nie była jednak na tyle słaba, by być w słabiakach. No i nie cierpiała, nie melodramatyzowała, i nie wypowiadała przełzawych sekwencji.

Słabiaki

- Kości (Bones), tłumaczone u nas jako kościotrupy. Ostatnie przerażające stadium bycia zombie. Pokazane w przerażająco sztucznym CG. To już postacie z  Robot Chicken wyglądały bardziej realistycznie. By nie napisać - żywo.

- Perry. Nudna postać, która jak na trupa dużo się nagrała. Za dużo.

- John Malkovich - zagrał nudną postać w nudnym stylu. Dobrze, że miał krótką rolę. Tak krótką, że większość jego kwestii można przesłuchać zaliczając dwa trailery. Na tym poziomie dowolny hollywoodzki dziadek mógł to zagrać, i to pewnie za 1/10 gaży. Chociażby taki Daniel Olbrychski, który przed seansem wpierdalał polskie jabłka. A należy zauważyć, że bardzo dłuuuuuugo je wpierdalał. Z 15 minut.


Pytanie czy warto? Według mnie warto. Nie jest to arcydzieło, ale jako romansidło dla nerdziaków bardzo miłe.

czwartek, 7 marca 2013

[Raport] Iron Kingdoms - Synowie Monety #6


Kapitan i Marcus powrócili wraz z dodatkowym zapasem gotówki. Chłopcy byli bardzo wykończeni, więc dosyć szybko rąbnęli się do łóżka. Ale nie dane im było zbytnio nacieszyć się chwilą wolności (zwłaszcza Kapitanowi), bowiem zostali nawiedzeni przez resztę drużyny. Ci coś tam pobrzękiwali o nowym zleceniu, ale jakoś Christopher spychał to na dalszy plan. Postanowili w końcu wyruszyć do miasta, by dowiedzieć się więcej o czasie wyjazdu pociągu.

Przed wyruszeniem Christopher zapoznał się z Jinx. Ta spytała się wprost, jak drużyna sobie radzi z logistyką i zaproponowała swoje usługi (jest arkanomechanikiem) i brata (który zna się na parobotach). Kapitan powiedział, że przemyśli sprawę.

W mieście drużyna się dowiedziała, że wyruszają za 3 dni.

W okresie oczekiwania na wyprawę Kapitan zaproponował Jinx, że jeżeli zrobi dla niego pistolet z magizamkiem, to przyłączy ich do oddziału. Kat też prosiła Jinx, by dla niej zrobiła jakąś płytkę runiczną. No i Duke starał się randkować z Jinx (tak to wyglądało), ale ta okazała się zbyt bezpośrednia dla jego rycerskości. Czyli głównie czuł się cały czas zawstydzony.

Nadszedł czas wyruszenia na wyprawę. I zakupów. Drużyna wzbogaciła się o mechaniczny rapier dla Kat, o  mechaniczną katanę (dla niepoznaki nazywaną w tym świecie Nyss Claymore) dla brata Vatora, i dwulufowe ręczne działko dla Kapitana. Duke nic nie dostał, bo i po co? ;)

Kapitan poznał w końcu Vilgare i Bale. A cała drużyna zapoznała się z parowozem. Dostali do dyspozycji dwa wagony - pasażerski i do przewozu więźnia. Był jeszcze jeden rzucający się w oczy wagon - cały opancerzony. Drużyna wyruszyła więc na (żelazny) szlak.

Wagon więzienny posiadał celę i miejsce dla jednego strażnika. Zaczęła się więc mozolna podróż i rozmowy o życiu i śmierci z Balem.

Kapitan poczęstował Bale czymś mocniejszym (chociaż było wcześniej słabsze "wino djukowe"). I starał się dowiedzieć, jak Vilgare przechwycił Bale . Wyszło, że każdy ma coś (lub kogoś) na czym zależy,  a Vilgare posunął się do podstępu i szantażu.

Podczas warty Kat, Bale poprosił ją o książkę (kiedy zobaczył, że sama zaczęła czytać). Zaczęli rozmawiać też o alchemii i o pewnym alchemiku, który odkrył pewną formułę która mogłaby pomóc Llael w walce z Khadorem. Enigmatyczny alchemik nazywał się Eidolon (imię było znane Kat z ksiąg jej ojca), ale zaginął zostawiając za sobą wiele tajemniczych zagadek i manuskryptów. Miał też 7 uczniów i każdemu z nich zdradził część sekretów. Okazało się, że jednym z tych uczniów był zamordowany ojciec Kat. Dziewczyna nie dała jednak nic po sobie poznać.

Bale nie był zbyt rozmowny z "klechą" (jak to przedstawił się mu Vator). Ale podczas warty braciszka doszło do incydentu. Reszta drużyny i Vilgore po zjedzeniu posiłku zasnęła. Tylka Kat i jej nabyta odporność na różne alchemiczne dziwności pozwoliły jej utrzymać przytomność. Do wagonu pasażerskiego wdarło się dwóch młodzieńców (coś w rodzaju kelnerów) i z okrzykiem "Viva la Llael!" zażądali poddania się Kat i oddania Bale. Doszło głównie do prób ogłuszania, ale bomba usypiająca drużynowej alchemiczki zrobiła swoje.

Młodzieńcy zostali związani, a Vilgare dał się poznać jako człowiek o sadystycznych skłonnościach. Rewolucjoniści okazali się tylko dwoma przypadkowymi llaelskimi romantykami (chociaż ich plan prawie się powiódł).

Nadeszła pora warty Duka. Ten rozmawiał z Balem po llaelsku. Bale spytał się w pewnym momencie, jak Duke nazywa się naprawdę. Ten odpowiedział, że Vincent Durheim. Duke ogólnie dawno nie słyszał, jak ktoś się zwraca do niego po imieniu. Nawet reszta drużyna zna go po prostu jako Duke.

Bale przypomniał sobie, że zna to nazwisko. Że spotkał małą dziewczynkę o takim nazwisku. I że na imię miała Kira. Wszystko wskazywało na to, że jest to siostra Vincenta, o której myślał, ze zginęła podczas najazdu Khadoru.

Nie trzeba było chyba dodawać, ze Duke zrobiłby wszystko, by odzyskać siostrę. Bale powiedział, że przekaże mu gdzie znajduje się jego siostra, jeżeli ten mu pomoże. Nasz rycerz zgodził się zdradzić swoich współtowarzyszy.

Podczas kolejnej warty Kat doszło do kolejnego niespodziewanego incydentu. Coś eksplodowało, i to dwa razy. A pociąg się wykoleił i wagony zaczęły latać na prawo i lewo. Duży oddział zaatakował transport.

Po wygramoleniu się z pociągu i szybkim rozeznaniu, Vilgare został by pilnować Bale. Ale wcześniej rozpoznał, że atakuje ich zgraja krwawego Ottona, ściganego listem gończym groźnego bandziora. Drużyna stanęła do walki z przeważająca liczbą przeciwników, ale radziła sobie z nimi całkiem nieźle. Kłopoty zaczęły się, kiedy doszło do spotkania z Ottonem, opancerzonym ogrunem.

Walka z nim była brutalna. Wręcz wydawał się nieśmiertelny, Dopiero gdy ogrun obalił Vatora, Duke wykonał dwa mocne uderzenia, które zakończyły walkę...

I wnioski.

W końcu doszło do sesji. Po długiej przerwie udało się zagrać dalej. I to, że była ta przerwa, było czuć. Przynajmniej na początku. Bo na początku sesja była drętwa.

Później jednak się rozkręciło. Co nie zmienia faktu, ze gracze czasami dziwnie się zachowywali.

Jeżeli kapitan miał jeszcze jakieś poważanie i jakiś tam autorytet na pierwszych sesjach, to teraz gdzieś mu ten autorytet zdechł.

Według mnie brak Anny na sesji spowodował, że gracz od brata Valora został trochę olany z mojej strony. Jedyne pięć minut sławy miał, kiedy bohatersko się rozłupywał na pół od ciosu ogruna. Zaliczył pierwszą drużynową permanentną ranę (Battle Scar).

Paradoksalnie, to jego zejście uratowało całą sytuację. Duke wykorzystał zdolność Defender, a później dokończył dzieła normalnym swoim atakiem.

Ostatnia walka była ciężka. Ogrun był lepiej opancerzony od Duke, a i jak przywalił, to i też czerep odpadał przy samych pośladkach. Dodatkowo gnojek leczył pokaźną ilość punktów życia co rundę. No i pechowe rzuty na obrażenia przeciągnęły walkę.

Inna sprawa, drużynowi czarodzieje bardzo generowali pokaźne sumy punktów (8+) zmęczenia. Efekt był taki, że często tracili możliwość używania czarów. A konkluzja? Obydwaj wykupili sobie Feat: Strength of Will.

Drużyna zrobiła też pokaźne zakupy. I aż dziw, ze przy tak wielkich sumach (prawie 1000 sztuk złota), nikt nie zaproponował, by się targować.

No i mam nadzieję, że teraz znowu będziemy grać częściej.

PS. Karty moje drużyny, bo miałem im wrzucić online:

sobota, 2 marca 2013

[Iron Kingdoms] FMF - Satyxis


Oto przed nami pierwsza odsłona Full Metal Fridays. Dostaliśmy do dyspozycji rozpiskę nowej rasy, przerażających kobiecych Satyxis.

Kim są te bohaterki, które wyróżniają się na tle innych kobiecych postaci z  IK niefunkcjonalnymi pancerzami (czytaj: dużo odsłaniającymi) i rogami?

Kiedyś Lord Toruk po prostu zmasakrował innego smoka (ze skutkiem śmiertelnym). Tym smokiem był Shazkz, którego skażona krew spłynęła na wyspę Satyx. I tak powstał Chocapics. Wróć... I tym samym mężczyźni zamienili się w przerażające Skorupy, zaś kobiety w krwiożercze Satyxis.

PDF do pobrania pod wyżej wskazanym adresem.