poniedziałek, 31 grudnia 2012

[Raport] Iron Kingdoms - Synowie Monety #4



Zaczęło się od zebrania oddziału przez kapitana i ciężkiej rozmowie na temat dowodzenia. Ustalono parę spraw - jak to, że każdy może dążyć do własnych celów, czy że każdy ma prawo na własną opinię. 

A później drużyna wybrała się do miasta na zakupy. Do takiego prawdziwego miasta - ze smogiem, pracującymi jackami, koleją, ulicznikami sprzedającymi gazety i służbami mundurowymi w lepszych dzielnicach. Postanowili zakupić trochę sprzętu. W tym nie całkiem legalnie dostępnego. Nim jednak udało im się dotrzeć do miasta, spotkał się z nimi oddział najemny Czerwonych Gryfów. Przewodził nimi sierżant Grigorij, który to przekazał zaproszenie od swojego kapitana (pani Aleksandra (Sasza) Breżniew) dla Christophera.

Oddział (łącznie z Anną, którą cały czas męczył nauką brat Vator) bez przeszkód dojechał do miasta. Po wstępnych zakupach i wypytywaniu się o "ciekawsze" rzeczy (dowiedzieli się o dwóch sprzedawcach - Szczur i Dante,. rozdzielili się. Brat Vator poszedł do świątyni, prosząc o pomoc (uzyskał ją w postaci kilku mikstur i dużej paczki bandaży), później zaś dołączył do kapitana, który poszedł spotkać się z Saszą.

Duke, Kat, Anna i Marcus (po kupieniu bransoletek, pączków i innych pierdółek) wyruszyli na poszukiwanie Dantego. Rezydować się miał ponoć w pijackiej mordowni "Pod Wykolejonym Pociągiem" (zwaną też "Pod Zwalonym Klocem"). Nim jednak tam dotarli, zostali zaczepieni przez grupę obwiesi (powiązani z innymi najemnikami - z Żelaznym Kręgiem). Skończyło się to przepychanką i trzema trupami pozostawionymi w rynsztoku.

Dante okazał się młodym przystojnym mężczyzną, chociaż trochę aroganckim i bezczelnym. Zaczął flirtować z Kat. Rozmowy skończyły się dalszymi zakupami (10 granatów) i przygotowaniem do powrotu.

Tymczasem kapitan spotkał się z Saszą, około 30-letnią twardą kobietą. Braciszek za to mógł pograć w kości z sierżantem i zapoznać maskotkę Czerwonych Gryfów, "pół-cybernetycznego" niedźwiedzia.

Sasza zaproponowała kontrakt współpracy, by oddziały nie przyjmowały zleceń przeciwko sobie. Przestawiła też dwa inne oddziały najemne z okolicy. Pierwszym był Żelazny Krąg, który to był zbieraniną najgorszych kanalii z okolicy. Drugi to Wilczarze, mały oddział złożony głównie z trollkinów. Wspominała też, ze może coś się wydarzyć za niedługo, i lepiej się trzymać wtedy razem. Kontrakt obalono oczywiście prawdziwą Khadorską Vodką.

Drużyna mogła wrócić spokojnie do twierdzy. Zostali jednak po drodze zaatakowani przez całe stado Burrow-Mawgsów (małpopodobne stwory, zwane też lądowymi piraniami). Drużyna dała radę, ale koń został pożarty. Trochę to skomplikowało powrót, ale tylko troszeczkę.

Na końcu była zaś scena, gdy dwóch strażników rozmawiało o jakimś więźniu. Zastanawiali się, kto może zgodzić się na jego transport.

WNIOSKI:

Sesja była krótka - jednego z graczy gonił czas. Dlatego też było to bardziej spotkanie luźne, niż sesja na której działo się coś konkretnego. Ot, takie tam pierdółki in-character, jak podarowanie miecza Marcusowi, "znęcanie się" Vatora nad Anną, czy inne takie. Z perspektywy czasu stwierdzam, że IMO największą bolączką jest chyba interakcja między bohaterami, albo raczej jej brak. Widzę powód to w następujących czynnikach:

- Gracze się wstydzą. Większość z moich graczy to nowicjusze erpegowi - dopiero ich światopogląd rypygowy będzie się kształtować.
- Za bardzo gwiazdorze (a snickersa brak) - a co za tym idzie, enpece mogą się wydawać bardziej ciekawi do interakcji, niż inni gracze.

Inna sprawa, musiałem podjąć męską decyzję. Stwierdziłem, że graczy mam za dużo i chwilowo musiałem podziękować dwójce z nich. W planach miałem ewentualny start z inna grupą, ale...

Obecna grupa mi się właśnie trochę posypała. Szkoda, że dowiedziałem się o tym z drugiej ręki. Dwoje graczy właśnie się rozeszło (urok grania z parami). Ech, szkoda. Mam tylko nadzieję, że całość nie skończy się jakimiś głupimi rzeczami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz