niedziela, 16 grudnia 2012

[Raport] Iron Kingdoms - Synowie Monety #3


Drużyna została wynajęta przez okoliczną wioskę, w celu wyeliminowaniu okolicznej wiedźmy (200 sztuk złota). Ci (znaczy Collins, Duke, brat Vator, giermek Marcus i sołtys z dwoma pomagierami) wyruszyli więc do wioski. Po drodze dowiedzieli się coś więcej o wiedźmie, ze zajmuje się nekromancją, i że już wioska wcześniej wynajęła oprychów do załatwienia sprawy. Jak było widać, oprychom się nie udało. Dowiedzieli się też, że wcześniej wiedźma nie sprawiała kłopotów, dopóki nie zaczepili ją jacyś wędrowni wojacy (w celu ewidentnie ruchającym).

Podróż nie była spokojna, podczas postoju grupa została zaatakowana przez Dreggi (brat Vator kiepsko nadaje się na strażnika). Zginął jeden z wioskowych.

W wiosce brat Vator lepiej się spisał. Poruszył tłumy, dał nadzieje, przemawiał i zebrał datki (10 sztuk złota). Grupa wynajęła przewodnika i wyruszyła na poszukiwanie wiedźmy.

Pierwsze spotkanie z wiedźmą skończyło się walką. Wiedźma nasłała na swoje sługi na bohaterów i uciekła. Grupa została otoczona przez nieumarłe stwory, zaś z głębi lasu wypełzło coś naprawdę obrzydliwego. Coś, co chyba przekraczało możliwości zwykłej wiedźmy z zadupia.

Coś naprawdę obrzydliwego z głębi lasu...
Bohaterowie dali jednak radę, i dzielny kapitan ruszył z resztą za wiedźmą. Zagnali ją do jaskini, gdzie wcześniej doszło do kolejnego starcia z nieumarłymi. W końcu wiedźma, została sama - krwawiąca, wycieńczona została przyparta do muru. Kapitan wykonał szybką egzekucję (pomimo próby udaremnienia jej przez kapłana), co najwyraźniej obniżyło morale oddziału.

Powrót (z głową wiedźmy) był raczej milczący. Podobnie na przyjęciu uradowanej wioski - bawili się wszyscy oprócz naszych bohaterów. Doszło tutaj jednak do kolejnego ciekawego spotkania - do kapitana podszedł członek oddziału Synów Monety, który został wcześniej wybity w tych okolicach...


Podsumowanie i spostrzeżenia. Na drugi dzień, bardzo już zimnym okiem.

Zaczęło się dziwnie. Miał dojechać do mnie nowy gracz i gościu grający kapłanem. Mieli przyjechać samochodem tego pierwszego. Dzień wcześniej dowiedziałem się, że jednak kapitan się zjawi, bo spotkanie ma dopiero pomiędzy 18 a 20. A ze nowy ma być samochodem, to się wyrobią. Spoko.

Przed 12 dostaję telefon, że nowy się nie wyrobi, bo musi coś jechać załatwić w sprawie pracy. Autobus pozostałym już uciekł (ci co wiedza, gdzie mieszkam, to wiedzą, jak trudno się do mnie dostać). Pozostali zamiast spokojnie odwołać spotkanie, twardo stwierdzili, że przyjadą do drugiej wiochy, i stamtąd przylezą (przez śnieg, las, drogę na której buszują slasherzy) na piechotę. To się nazywa determinacja zagrania.

No dobrze, pierwotny koncept na czym miała opierać się sesja poszedł w pizdu.

Ale gracze doszli. Ku mojemu zdziwieniu, osób było więcej, niż się spodziewałem. Chłopcy przytaszczyli ze sobą (przez te łąki, roztopy i przykrzakowych zboczeńców) dziewczynę gracza, który nie dojechał.

No zajebiście.

Ogólnie to nie lubię, jak na chatę wpadają mi bardzo niezapowiedziani goście. Trzeba więc było posadzić nieoczekiwanego gościa gdzieś w kącie (sympatyczna osoba, chociaż nie lubię prowadzić do publiki) i zacząć kolejną improwizacje. Wyszło jak wyszło.

Znaczy - nie wyszło źle. Po wpisie widzę, ze dużo się właściwie nie wydarzyło. Było za to dużo walki, która IMO wyszła bardzo dobrze. Pod koniec sesji zjawił się zaś nasz spóźnialski, a jego jedyna rola ograniczyła się do przyłączenia się do oddziału.

Reszta graczy - tu było różnie. Starałem prowadzić się bardziej poważnie niż ostatnio. Ale dodatkowy widz (rozpraszał!), jak i gracze (w tym o dziwo - kapitan) nie pomagali zbytnio.

Scena zabójstwa wiedźmy była mocna i bardzo mi się podobała. Niestety była tak mocna, że o mało nie doszło do rozłamy drużyny. Kapitan bardzo wczuł się w rolę (nie wziął IMO pod uwagę, że reszta graczy nie jest takimi militarystami jak on, więc koncepcja niesubordynacji w ich wykonaniu różni się trochę od jego koncepcji). Lekcja wyciągnięta, i chyba nie będę już dawał w tej drużynie wątpliwie moralnych wyborów, bo gra się ogólnie sympatycznie. Ewentualnie drużyna będzie rozwiązywać problemy bardziej w demokratyczny sposób.

Następna sesja za tydzień. 

4 komentarze:

  1. A nowa nie mogła/chciała zagrać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowa już zadeklarowała chęć grania. Problem wynikł z tego, że mogli chociaż zadzwonić, że będzie ktoś nowy. A nie robić przedwczesnej gwiazdki z nieoczekiwanym prezentem ;)

      Drugi problem - mówiłem, ze nie prowadzę więcej niż 4 graczy na raz. A mam już graczy 6 sztuk (a cały czas zgłaszają się nowi, którym muszę odmawiać). To już samo w sobie też jest trochę tragiko-komiczne - przez pół roku nic (jak szukałem jakiejś większej grupy), teraz jak na złość walą drzwiami i oknami.

      Usuń
    2. No tak, z tym drugim tak jak u mnie, Mam limit 5 osób tymczasem już 8 chętnych. Wszystko byłoby jeszcze OK, gdyby nie fakt, że ci dopuszczeni do gry mają "wypadki" i nie pojawiają się czasami na sesji. Przez to niby 8 chętnych a gram ciągle z 4 osobami. Niby można by kogoś wywalić, ale sęk w tym, że wszyscy mają takich wypadków po równo.

      Usuń
  2. Oj tam, moja postać swoje w wojsku odsłużyła więc się nie dziw że na stanowisku kapitana żąda subordynacji a przejawy jej łamania rozwiązuje groźbami i przemocą. Poza tym najemnicy swoją strukturą często przypominają wojsko a co :-) a tym idzie i sporo schematów z wojska jest powielanych.

    Odnośnie naszego widza to sam się zdziwiłem jej obecności. Ale skoro miała jechać to myślałem że o tym wiesz. W każdym razie jutro mam nadzieję na większą dawkę storytellingu i obiecuję mniejszą śmiechawkę :) w końcu to "poważne sesje" ;)

    OdpowiedzUsuń