niedziela, 9 grudnia 2012

[Raport] Iron Kingdoms - Synowie Monety #2

Na początek - pojawił się nowy gracz, nowy bohater.

Brat Vator - Wędrowny Priest / Arcanis, poszukiwacz tajemnych ksiąg i sługa Morrowa.

Duke wyruszył po forsę, kapitan z Kat został u Lorda, by ewentualnie pilnować młodą Annę. Jakiś czas wcześniej przybył tutaj jednak Brat Vator, który oglądał całe zajście. Następnego dnia Kat i Christopher zaczęli szukać pomieszczenia gdzie przetrzymywana jest Anna, zaś braciszek został wezwany przez lorda Marcaina. Tam Vator się dowiedział, że są kłopoty z przyszłą panna młodą. Lord chciał, by nasz  kapłan zajął się duchowym przygotowywaniem dziewoi. No i by w razie czego mówił, że to co się stało, było wynikiem potknięcia się na schodach. Później się okazało, że jeden z sierżantów mocno nabił jej siniaka na jednym z policzków.

Brat zajął się Anną, a ta go poprosiła o odnalezienie Kat. Co też i uczynił. Kiedy dziewczyny zostały same, kapłan zaczął podsłuchiwać pod drzwiami. Tak go zastał kapitan. Efekt był taki, ze kapłan przyłączył się do planowania ratowania Anny przed ołtarzem. Zaczęła się prawdziwa burza mózgów, gdzie padało 5 planów na minutę. Ostatecznie postanowiono "sfałszować" wstęp Anny do zakonu i złożenie ślubów czystości.

Tymczasem Duke wrócił do hrabiego za zapłatę. Tam oczekując na przyjęcie, jeden ze służących (młoda wojenna sierota z Llael) ostrzegł go, że poturbowany przez niego gwardzista wynajął oprychów. Jako, że Duke wrócił sam, na pewno dojdzie do konfrontacji. Służący (Marcus) zaproponował, że wyprowadzi Duka tylną bramą.

Po odebraniu zapłaty, Duke i Marcus wyjechali tylną bramą, ale okazało się, że jednak pilnuje tam wyjścia dwóch oprychów. Doszło do szybkiej i brutalnej walki (Duke załatwił ich jednym ciosem). Nasz rycerz zaproponował Marcusowi, że przyjmie go na giermka. Ten przystał na propozycje.

Na zamku lorda zaś, brat przekonywał tutejszego kapelana o przyjęcie młodej duszyczki w poczet służących kościoła. Negocjacje były trudne, ale najwyraźniej Morrow był przy Vatorze. Kapelan poszedł do lorda Marcaina, by przedstawić sytuację. Prawda była bowiem taka, że Marcainowi bardziej chodziło o to, by Stivens nie dostał Anny, by połączyć się z rodziną hrabiego Rostfolda (o tym gracze nie wiedzieli). Czysta złośliwość.

Duke zaś w międzyczasie wrócił do twierdzy Ivanowa i zabrał ze sobą trzech ludzi. W piątkę wyruszyli z powrotem do Marcaina.

Drużyna na zamku musiała jeszcze jakoś przekonać kapelana, by śluby od Anny przyjął brat Vator (w przeciwnym przypadku śluby byłyby prawomocne, zaś Vator mógł trochę poprzekręcać cały rytuał). Udało się to jednak, i tak drużyna mogła wyruszyć pomału poza mury zamku.

Przy bramie czekali jednak halabardnicy z sierżantem. Tym samym który zakwaterował bohaterów, i ten sam który zdzielił Annę w policzek. Sierżant kazał "spierdalać" kapłanowi i Annie, zaś Synom Monety kazał zostać. Chłopcy chyba byli zainteresowani alchemiczką, i to w ten bardzo brzydki sposób. Kapitan sięgnął po broń. I się zaczęło...

Kapłan postanowił stanąć po stronie Synów Monety. Bomby zaczęły latać, kule świszczeć, runy się materializowały, halabardnicy wzywali posiłki, trupy padały, bohaterowie obrywali, Duke nadjeżdżał z odsieczą. Całe szczęście Duke zdążył, i wszyscy mogli się szybko ewakuować z zamku.

W twierdzy u Barona drużyna mogła spokojnie wylizać rany. Po dojściu do ładu i składu, uroczyście kapitan zaprzysiągł nowych członków (Anna, Marcus, brat Vator) i zaczęło się przyjęcie. Przerwane jednak pojawieniem się sierżanta od hrabiego Rostfolda. Ten zażądał wydania Anny, ta jednak się postawiła. Sierżant powiedział więc, ze od tej pory ojciec ją wydziedzicza (co ta przyjęła z wielką radością). Sierżant wrócił z niczym, zaś drużyna (bez kapitana) mogła wrócić do zabawy.

Christopher spostrzegł jakiegoś tajemniczego człowieka na blankach. Postanowił to sprawdzić. Tak poznał strzelca wyborowego Grimm'a, osobistego ochroniarza barona Ivanowa. Ten zasugerował, by Synowie Monety podpisali kontrakt z panem tej twierdzy. Po krótkiej rozmowie kapitan wrócił do swoich...

Tymczasem gdzieś w innym miejscu, trzy tajemnicze postacie (dwóch panów i jedna pani) zaczęli rozmawiać o Synach Monety...


A teraz podsumowanie i spostrzeżenia:

Sesja:

- Drużyna była rozdzielona, czego efektem było skakanie przez większą część sesji od jednego gracza do reszty drużyny. Czas antenowy starałem się rozdzielać równo, i chyba nawet mi to wyszło. Żaden z graczy nie narzekał, ze się przez to nudził. Ale może też się wstydzili o tym powiedzieć.

- Oberwało mi się, za moje humorystyczne dogaduszki, za co biję się w pierś. Taką kurde mam naturę. Zawsze sobie mówię - nigdy więcej. Ale diabła nie obłaskawisz.

- Jako, że nie ma u nas wypunktowanej określonej umowy społecznej, jeszcze raz jasno musiałem określić graczom, że jeżeli czują się w jakiejś sytuacji niekomfortowo, niech zgłaszają od razu sprzeciw. Nie wiem czy to rozumieją, bo mam wrażenie, że wychodzą z założenia, że na sesji może być wszystko.

- Był test konwersji moich zasad na grida. Test wyszedł. Zasady jako houserule wrzucę kiedyś na bloga.

- Porobiłem pomoce, jak np. szybka ściąga zdolności bojowych, zasady czarowania czy zasady feat pointów. Przydały się.

- Wymiana stołu na większy był strzałem w dziesiątkę.

- Czas przy takiej sesji szybko leci i bardzo męczy. Po 18 (zaczęliśmy gdzieś około 12.30) czułem się już wyprany. Najwyraźniej odzwyczaiłem się od sesji dla 4 lub 5 osób.

- Przerwa na posiłek regeneracyjny wybiła mnie z rytmu. Co chyba było widać.

- Gracze chcą czytać podręcznik. No proszę, co za miła niespodzianka.

- Było parę błędów w mechanice, ale raczej na korzyść graczy. Walka mordercza, chociaż raczej bardziej dla przeciwników, niż bohaterów.

- Gracze potrafią ze sobą współpracować.

- Spirala Życia - fajnie wygląda, chujowo się używa. Raczej chodzi o to, że po kolejnym przetarciu gumką, już nic nie widać. Trzeba pomyśleć o jakiejś alternatywie.

Gracze:

- Duke - moja żona, a co za tym idzie stały gracz, którego znam preferencje, co lubi, czego nie lubi, i sposób grania. Trudność w prowadzeniu polega na tym, by nie faworyzować jej postaci. Efektem tego jest spychanie jej postaci na drugi plan, co też jest złe. Więc znowu staram się poświęcić jej więcej czasu... Ale znowu mam wrażenie, że mogę przesadzić, i spycham postać... Ale znowu... Czemu kurwa tak trudno utrzymać balans? Albo mam tylko niepotrzebną paranoję.

- Brat Vator - Nowy nabytek, więc była to pełna sesyjna niewiadoma. Pierwsze zaskoczenie - gościu zrobił rekonesans i przyszedł na sesję z notatkami. Efekt był taki, że na lewo i prawo powoływał się na świętych, przytaczał przykłady z żywota Morrowa, i ogólnie wyszła dosyć fajna postać pełna pasji i sprzeczności. Gracz był chyba trochę zdenerwowany. Lubi odgrywać postać. Nikt nie potrafił spamiętać jego imienia.

- Kapitan - Był taki jak ostatnio. Kombinował, wydawał rozkazy, odgrywał twardziela. Przy czym małe spostrzeżenie - jako, ze w życiu normalnym tworzy parę z Kat, jej postaci jakoś tak bardziej rozkazywał, niż pozostałym. Z drugiej strony - Duke'a nie było przy nim prawie przez całą sesję, a Vator nie należał jeszcze do Synów Monety - więc teoretycznie nie mógł nikomu innemu wydawać rozkazów. Duży zaś plus - potrafi powiedzieć, co się podoba, a co nie na sesji.

- Kat - Na początku wydawała się zdenerwowana, ale później się rozkręciła. Jako, ze gra jedyną kobietą w drużynie, czasami jest atakowana przez wredniejsze seksistowskie męskie jednostki (u mnie świat nigdy nie jest kolorowy i miły). Odczułem, że chyba jest jednak zadowolona, kiedy udaje się jej zastraszyć obwiesi (jak na przykład trzech żołnierzy, którzy chcieli jej pokazywać osobiście (jeżeli wiecie, co mam na myśli) gdzie trzymana jest Anna), czy wyjść cało z opresji. Przeczytała całą alchemię z podręcznika, i jest pełnowartościowym graczem - a nie tylko dodatkiem do grającego nerdo-chłopaka (to dla ciebie zigzak).


Następna sesja - za tydzień w sobotę. Tym razem bez Kat (wyjazd), za to na jej miejscu będzie nowy gracz (kolejny... mówię wam, ostatnio przez pączkowanie się rozmnażają). Najwyraźniej sesje do Cthulhutech muszę niestety na razie odłożyć.

2 komentarze:

  1. Na spiralę życia mam taką radę jak rozwiązane jest to w bitewniaku. Spirala jest na karcie formatu kart do M:tG, można ją włożyć w koszulkę i pisać po niej mazakiem.

    Co do rotacji graczy i postaci, od dwóch miesięcy prowadzę D&D 4e i w ciągu 7 sesji przewinęło się 8 postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracz grający kapitanem zaproponował to samo :)

      Ale myślę o innym pomyśle, zobaczę jak to wyjdzie. A przy okazji - kapitana też nie będzie, bo ma wigilie drużynową. A i pewnie by płakał bez swojej lepszej połowy ;)

      Usuń