czwartek, 25 października 2012

[Recenzja] Star Wars XXX



A niechaj grupowie wżdy postronni znają, iż Nerdy nie gęsi, iż swój pornol mają.

Długaśno było nam czekać, by ktoś zrobił w końcu profesjonalną porno-parodię Star Wars. Ale w końcu dzieło to ujrzało światło dzienne. O dziwo, nawet zjadliwe i dosyć wierne pierwowzorowi. Zapraszam do recenzji z dużą dawką spojlerów. Bo lubię spojlerować.

Nasi bohaterowie, nawet podobni, nie?

Szturmowcy w aktywnej i kompetentnej pozie
Jedi, Tusken i dyplomacja 
Ciemna strona zmienia. Kiedyś Vader był biały.
To był gay bar, ale Obi go rozwalił
Reszta ferajny
Wookie też człowiek
Nie jesteś zbyt owłosiony jak na Szturmowca?
Finał jest mroczny
Star Wars XXX jest parodią pierwszego, znaczy czwartego epizodu.

Film zaczyna się oczywiście od liter, gdzie dowiadujemy się, że ojciec ściga księżniczkę Lei'e. Później mamy kosmiczny pościg, który polska kinematografia będzie wstanie wykonać za 50 lat, przechwycenie i abordaż w wykonaniu Szturmowców trochę bardziej zaokrąglonych, niż to co pamiętamy z dzieciństwa.

Jak pewnie większość z was kojarzy, dwa droidy uciekają na pewne pustynne zadupie. I tak zaczyna się nasza porno-przygoda.

To, że mamy do czynienia z filmem dla dorosłych, dowiadujemy się, gdy Lord V. przesłuchuje Lei'e przy pomocy swojej osobistej sondy. Możemy wręcz podziwiać w całej okazałości CZARNY miecz świetlny pana w hełmie.

Tymczasem, gdzieś na pustyni, wioskowy głupek zajmuje się dwoma robotami. O dziwo jak na pornusa, nie uświadczymy tutaj jednak takiego zajmowania się robotami, jakbyśmy się mogli spodziewać. I pewnie dlatego mniejszy z robotów zwiał.

Wioskowy głupek Luke wyrusza odszukać mały kosz na śmieci, ale zostaje zaatakowany przez Tuskmenów. Całe szczęście w dyplomatyczny sposób zostaje uratowany przez starego Bena.

A później dalej idzie jak w klasycznych Star Warach, tylko że jest bardziej "parody". Dość powiedzieć, że w kantynie okazuje się, że Obi nie lubi gayów (i dlatego latają kończyny), Luke stwierdza, że to wszystko jest bez sensu, bo parsek to miara długości, a Han strzela pierwszy. Z siedem razy. Tak dla pewności.

Oczywiście zaliczamy też dwie sceny porno, ale (nie)stety ze stażystami. Mamy więc parę les, jak i czworokącik z kosmitami. Miłośnicy Twi'leczek powinni być w siódmym niebie.

Później dalej trzymamy się kanonu. Ucieczka bohaterów, rozwalanie Alderaan (dwukrotne, bowiem pierwszy strzał chybia), i (coś dla furrystów) szturmowcy gwałcący Chewbaccę.

No dobra, może to ostatnie nie jest kanonicznie, ale tej scenie poświęcę trochę więcej miejsca. Jest to w moim odczuciu najdłuższa i najnudniejsza scena w całym filmie. Dodatkowo panie biorące w niej udział mają jakoś ten tego, dziwnie wysylikowane biusty. Gną się nienaturalnie, jakby zza kamery sam Palpatine ugniatał je przy pomocy Mocy.

A później ratowanie księżniczki, śmierć starego Bena, ucieczka, odprawa, nalot na Gwiazdę Śmierci, zwycięstwo i finałowa scena [Incest Alert] seksu. Co ciekawe, jest to pierwsza i jedyna scena z Hanem i Lukiem :)

Film, jak już pisałem wcześniej, nawet się broni. Humor jest miejscami nawet lepszy, niż w klasycznych obleśnych komediach od twórców Strasznych Filmów. Może dlatego, ze wyjątkowo humor w Star Wars XXX nie jest obleśny. Aktorzy starają się jakoś grać swoje role i są dosyć podobni do łoryginałów. Luke to wioskowy głupek, Tarkin to opanowany przywódca, Obi to zapijaczony stary dziad, 3PO (tutaj generowany komputerowo) zaś gadatliwy jak zawsze. Porno sceny zaś to inna para kaloszy. Część scen się dłuży, przy czym chyba najbardziej scena z Wookiem. Ja wiem, że to pornos, ale o dziwo można śmiało wyciąć te sceny, i film by nic nie stracił ;) Co nie zmienia faktu, że kilka scen jest miłych dla oka (i ucha).

Film można obejrzeć (odpłatnie oczywiście)  na oficjalnej stronie.

poniedziałek, 22 października 2012

Program do kart postaci


Zaryzykuję stwierdzenie, że prawie każdy erpegowiec wcześniej czy później tworzy kartę postaci. Nie ważne, czy spolszcza wersję angielską, tworzy kartę do swojego hearthbreakera, czy po prostu chce stworzyć bardziej mroczną i jesienną kartę do I edycji Warhammera.

Dzień gdzie w ruch idą Wordy, darmowe Gimpy, mniej darmowe Corele i Photoshoty, arkusze kalkulacyjne i pedeefmajkery nadchodzi.

Do tej gromadki warto dodać program NBOS Character Sheet Designer v1.0.

Program który może nie tworzy arcydzieł wizualnych przy których oczy tryskają ze szczęścia. Ale tworzy karty funkcjonalne.

Inne istotne cechy tego programu to:

- Możliwość trzymania wypełnionych kart postaci i możliwość ich edycji w NBOS Character Sheet Viewer
- Automatycznie potrafi obliczać wartości
- Możesz dodawać własne skrypty
- Prostota
- Jest KURWA darmowy

Jako bonusowo możesz też załapać sobie Inspiration Pad Pro v3.0. Program do generowania różnych nazw. 

niedziela, 21 października 2012

[Raport] Cthulhutech #1


Po bardzo długiej przerwie wróciłem do prowadzenia Cthulhutech. Ostatnia kampania była prowadzona dla tagerów, tym razem jednak zmieniliśmy klimaty i kampania będzie skupiona na tym, co Nowy Rząd Ziemi ma najlepszego do zaoferowania. Kampania dotyczy Engelów (dla niekumatych - Engel to żywy mech) i ich obłąkańczych pilotów (bo pilotowanie takiego monstrum ciężko wali po mózgu).

Engel Malach
Bohaterowie graczy to dwóch sierżantów przydzielonych do Projektu Engel. Pierwszy z nich to Michael Fisher (callsign: Venom), 28-letni operator Malach'a. Gracz wygląd i zachowanie tej postaci wzorował na Theodorze "T-Bag" Bagwell'u (Rape Alert). Druga postać to Soma Grey (callsign: Husky), srebrnowłosy, srebrnooki młody (21 lat) bishounen, nałogowy palacz, operator Serapha i 100% gay.

Najwyraźniej (sarkazm on) normalni ludzie (sarkazm off) już dawno polegli w Wojnie Eonu.

Przygoda zaczęła się gdzieś na terytorium Hiszpanii, gdzie piloci czekali na transport do nowej bazy operacyjnej. Ich podopieczni zostali już tam przetransportowani wcześniej.

Podczas transportu bohaterowie mogli trochę zapoznać się ze sobą, jak i dowiedzieć się w końcu, gdzie lecą.


Engel Seraph
Pilot: Witamy na najgorszym możliwym zadupiu.

Gracze: Twardzi jesteśmy, żadne zadupie nam nie straszne.

Pilot: No to witamy w Polsce.

Gracze: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!

W bazie Echo 7 umieszczonej gdzieś w okolicach Częstochowy (Obrona Jasnej Góry II: Decydujące Starcie) naszych bohaterów przywitał Pułkownik Nowicki. Mogli się zaaklimatyzować, odwiedzić stołówkę i przeżyć pierwsze poważne spotkanie z polską kuchnią (To wygląda jak parówa czarnucha! - komentarz do kaszanki vel. krupniok).

Po porannej zaprawie bohaterowie poznali swoje bezpośredniego przełożonego, porucznika Raksha, należącego do rasy Nazzadi.

Nazzadi

Ten dokładniej im wytłumaczył, dlaczego wylądowali tutaj, a nie bezpośrednio na froncie (z założenia podręcznikowego, Engele przydzielane są do najcięższych zadań). Ich zadaniem jest obrona tajnej placówki badawczej (codename: Sanctuary B-9), umieszczonej pod klasztorem. Jako, że front zbliża się coraz bardziej do tego bardzo ważnego dla NRZ kompleksu, zdarzają się przypadki ataku Migou w tych okolicach. Najwyraźniej obcy czegoś tutaj szukają (Sanktuarium? Czegoś innego? Są to wypady mające zastraszyć i terroryzować ludzi?). Wytłumaczył też im, że dopóki nie przyjadą ich zmiennicy, będą 24 godziny spędzać w bazie.


Po wyjaśnieniu co i jak, porucznik zaprowadził bohaterów w końcu do ich Engelów. Te najwyraźniej "ożywiły" się trochę na wyczucie swoich pilotów. Bohaterowie mogli też zapoznać dwoje naukowców którzy powiązani są z Projektem Engel - z rozentuzjazmowanym Japończykiem Doktorem Maedą oraz z zimną panią Doktor Ashcroft.

Bohaterowie na pytanie kiedy mogą zacząć ćwiczenia na poligonie, odpowiedzieli że choćby natychmiast. Wyruszyli więc na poligon gdzieś na Jurze Krakowska-Częstochowskiej, by postrzelać sobie do dronów.

Mantis
Trening przebiegał w miarę normalnie, ale został przerwany przez nagłe odczyty. Z niebios bowiem nadleciał (jak to w animcach zazwyczaj bywa, wróg zawsze pojawia się bez sensu i znienacka) Mantis, największy Mech Behemot, jakiego w swoich szeregach posiada armia Migou. Doszło do chrztu bojowego naszych bohaterów.

Mantis najwyraźniej nie miał szans w starciu z dwoma Engelami. Po zrobieniu dwóch pasów startowych w pobliskich lasach, monstrum padło martwe. Bohaterowie wrócili do bazy, gdzie dostali na stołówce oklaski. Trochę też zastanawiali się, czego tutaj szukał Mantis (Przecież to Modlicha, wpadł pewnie się pomodlić do klasztoru), ale w końcu oddali się grze w kosza z innymi żołnierzami.

Następnego dnia porucznik zaprowadził ich do pułkownika, który pogratulował im szybkiego wyeliminowania zagrożenia. Potem z pułkownikiem udali się przywitać zmienników (na razie bez Engelów - należy zauważyć że Engel posiada zawsze tylko jednego przypisanego operatora), świeżo upieczonych kadetów: siedemnastoletnich (oto co wojna zrobiła z tym światem) kaprali Kate Luna (callsign: Fox) i Jason'a Stone (callsign: Vortex). Bohaterowie przejęli nad nimi piecze, oprowadzili po obozie, zaprowadzili do kantyny na pierwsze poważne spotkanie z polskim żarciem (biała kiełbasa w sosie chrzanowym, nie było moralnie i przyzwoicie) i zagrali w bilarda w domu żołnierza.

I tak zakończyła się sesja.

Spostrzeżenia? Sesja wyszła normalna (ok. 3 godzin), jeden z graczy miał jednak półroczną przerwę w graniu, co było trochę czuć. Musze zrobić też osobne cheat sheet dla mechów, by było łatwiej prowadzić walki na przyszłość.

PS. Ilustracja główna pochodzi z:  http://cghub.com/images/view/78148/
Nazzadi i Mechy znaleziony w Google.

piątek, 19 października 2012

[KB #36] O trójkątach

To właściwie mój pierwszy wpis w jakimkolwiek karnawale blogowym. I mam nadzieję, że nie będzie on ostatnim.

Jak powszechnie wiadomo (albo i nie) konflikt na sesji rpg nie musi ograniczać się do walki, zemsty, wojny i podziału łupów.

Chcę porozmawiać o zazdrości. O tym, co się może stać, gdy pojawi się ten trzeci lub trzecia. O konflikcie moralnym bohatera. O słabościach i chuci.

Część ludzi grających w rpg lubi tworzyć związki, zakładać rodziny i robić wszystko dla wybranka lub wybranki. Takie tam symulacjonistyczne pierdoły jakby to powiedzieli niektórzy. Ogólnie sprowadza się to do tego, że gracz jest szczęśliwy, a jego ukochany NPC  (specjalnie pomijam związek dwójki bohaterów graczy, bo te zawsze rządzą się niepojętnymi prawidłami), od czasu do czasu jest porywany przez Wielkiego Złego Bossa.

A teraz drogi Mistrzu Gry pobawimy się w Nolanowskiego Jokera. Po prostu zrobimy rzecz, i będziemy patrzeć jak wali się domek z kart.

W życiu NPC pojawi się ktoś trzeci.

Najważniejsze - nie musi to być od razu zdrada łóżkowa. Przypomina mi się scena z CthulhuTech, gdzie wystarczyło że ukochany jednej graczki na dyskotece zatańczył z pewną egzotyczną pięknością. Graczka chciała rozszarpać "sukę i zdzirę" na miejscu.

Pytanie teraz najważniejsze - co zrobi nasz bohater? Wybaczy? Pobije tego drugiego? Odejdzie? Zabije obydwoje kochanków? Stworzą zgodny trójkąt (kłania się chyba Savages)? Lub (oh my God) sam się zabije?

I pytanie niemniej ważne - dlaczego? Bohater wolał szlajać się po podziemiach z kumplami niż siedzieć w domu z ukochaną? Brak zaspokojenia seksualnego, lub niechęć partnera wobec fantazji seksualnych ukochanego? Czar lub inny Urok? Brak potomstwa? Bo MG jest wredny i nie potrzebuje powodu? A może Zeus czy inny Uther podszył się pod bohatera?

Ilu graczy, ile grup, tyle pewnie możliwości (pomijam oczywiście graczy/grupy gdzie takie elementy jak romanse czy zabawa w simsy nie występują).

A teraz coś dla graczy. Nie bądź betonem.

Gracze lubią grać monolitami. Albo są bardziej prawi, paladyńscy i dobrzy niż Matka Teresa, albo bardziej źli i zepsuci niż potomek Stalina, Jasona Voorheesa i Theodora Bundego. Ewentualnie są tak neutralni, że aż nieneutralni.

Monolity nie są złe. Ale zaproponuję wam je trochę skruszyć. Zwłaszcza te dobre. Każdy chyba słyszał o Lancelocie?

Po prostu niech twój bohater zakocha się w nieodpowiedniej osobie. Paladyn w żonie swojego wasala. Barbarzyńca w kobiecie swojego brata. Amazonka w niewolniku innej amazonki. Samurai-Ko (kobieta samuraj, jeżeli nie wiesz co to Legenda 5 Kręgów) w żonie Pana (bo czemu nie?).

Stwórz graczu konflikt, nie bój się.

Oczywiście, ten trzeci w związku nie musi być osobą. To może być bóg (kapłanka lub kapłan żyjący w czystości zaczyna czuć zakazane uczucia do innej postaci), zakon rycerski, korporacja lub Pikachu. Coś co może być równie ważne dla bohatera, jak inna osoba. Ale to raczej temat na inny wpis.

PS. Pamiętajcie, że gracze są różni. Niektórzy zbyt angażują się w imaginowane światy i zdrada ich "wymyślonego ukochanego" może spowodować darcie szat i popsucie stosunków wewnątrz grupy.

Zdjęcie - przerobiony plakat do filmu "Rycerz Króla Artura".

czwartek, 18 października 2012

Cyberpunk 2077 by CDP Red


Właśnie przed chwilą odbyła się konferencja CDP. Mark Pondsmith (ma zajebisty głos stwierdzam) z ferajną mówił o głównych założeniach nowego CRPG. Pomijając jednak ogólne mambo-jumbo, najważniejsza dla nas jest panienka promująca tą grę.

Oczywiście, zawsze mogła to być umięśniona afro-amerykanka w Pancerzu Wspomagającym.

Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi co się ma ;)

środa, 17 października 2012

Grigbertz - słów parę


Chciałbym przedstawić galerię Grigbertz'a (właściwie Håkan Ackegård) , rysownika powiązanego ze szwedzkim fundomem RPG.

Jego rysunki poznałem dawno dawno temu, na jakiejś stronie z ilustracjami do RPG. Jego dzieła niewątpliwie wywarły na mnie takie samo wrażenie, jak ilustracje Jarosława Musiała. Rysował plakaty do konwentów oraz tworzył ilustracje do szwedzkiego RPG Drakar och Demoner.

Jego ilustracje zazwyczaj są czarno-białe, z delikatną (i dla mnie bardzo miłą) kreską. Najwyraźniej (ku mojej perwersyjnej radości) lubi rysować "naked babies in bondage". Jak na moje samcze zmysły, są (ilustracje znaczy się) bardzo zmysłowe.

Oto jego dwie galerie, erpegowa i perwersyjna:



Oprócz wszelakiej perwersji, znajdziecie tam ilustracje powiązane lub inspirowane przeróżnymi erpegami i okolicami - jak Drakar och Demoner, TORG, Al'quadim, Mordheim czy Fading Suns.

Warto też zauważyć, ze można jednym kliknięciem ściągnąć całą galerię (za wyjątkiem może najnowszych rysunków).

Miłośnicy D20 natomiast w Wiki mogą znaleźć rozpisaną klasę Bondage Witch.


Witam na moim blogu

Ten blog będzie poświęcony głównie RPG. Ale przede wszystkim będzie poświęcony tematom pomijanym na innych stronach. Będzie seks, będzie pornografia, będzie rasizm, będzie dyskryminacja. Będzie wiele innych rzeczy (pod warunkiem że leń mnie nie dorwie wcześniej) które istnieją w tych wszystkich wyimaginowanych światach, a które są marginalizowane, wybielane, pomijane i potępiane.

Jeżeli jesteś człowiekiem, który potrafi odróżnić fikcje od rzeczywistości, być może znajdziesz tutaj coś dla siebie.

Jeżeli przeszkadza Tobie, że inni na swoich sesjach gwałcą, dyskryminują, zabijają (a w życiu codziennym są przykładnymi matkami i ojcami, oazami spokoju, po prostu normalnymi ludźmi), to Twój problem, nie ich.

Jeżeli nie lubisz czytać o wypływających flakach, gwałtach, homoseksualizmie, dewiacjach seksualnych, filmach pornograficznych, hentaiach, niepoprawności politycznej i dyskryminacji w imaginowanych światach, nie czytaj dalej.

Jeżeli nie potrafisz mieć dystansu do swojego hobby, lepiej też dalej nie czytaj.

Oczywiście, nie samą masturbacją człowiek żyje. Będą też w miarę normalne notki blogowe, recenzje i przemyślenia.

Do zobaczenia na porno-szlaku.

DLA MAŁO KUMATYCH - RPG to gra wyobraźni. To, że marzysz o tym by zabić swojego szefa, nie oznacza że chcesz go zabić naprawdę. To że na sesji nasi wymyśleni bohaterowie przywołują demony, nie oznacza że jesteśmy satanistami. To że na sesji nasi wymyśleni bohaterowie zabijają, nie oznacza że jesteśmy zabójcami. To że na sesji nasi wymyśleni bohaterowie gwałcą, nie oznacza że jesteśmy gwałcicielami.